Relacje i turnieje 27 147 wyświetleń

Raport bitewny z UK GT

Kalins · 2 lutego 2008
Witam, nareszcie znalazłem trochę czasu, aby usiąść i spisać prawie „na gorąco” swoje bojowe wspomnienia z UK GT. Niniejszy artykuł, dotyczy moich przemyśleń, wniosków, wspomnień ze stoczonych bitew. Za dni kilka pojawi się kolejny artykuł w którym podzielę się z mitrilową społecznością przemyśleniami o tym jak to się gra w Lotra na zachodzie, podam koszty wyjazdu i inne wolne myśli, które po UK GT mnie dopadły

Ok, to zaczynamy.

Po przybyciu klimatyczną angielską taksówką pod siedzibę naszej kochanej GW, pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy była kolejka (jak za starych czasów) do wejścia do „Warhammer Word". W kolejce stali zarówno młodsi jak i starsi gracze, a wszyscy karnie przesuwali się wolno do przodu chcąc jak najszybciej dostać się do środka i wziąć udział w Lotr UK GT.

Po dość długiej chwili udało nam się dostać do środka i naszym oczom ukazała się sala bitewna – zwróćcie uwagę na zdjęcia – naprawdę otoczenie w jakim rozgrywają się bitwy robi wrażenie! Wrażenie to potęgowała muzyka z „Władcy Pierścieni".

Dodam, że przed przyjazdem w założeniach swoich chciałem znaleźć się w pierwszej dziesiątce graczy. Ot, taki cel sobie postawiłem jak i jeszcze jeden dodatkowy – chciałem nie przegrać żadnej z bitew – ot taka mała próżność 🙂 Do końca nie wierzyłem, że uda mi się zrealizować ambitne cele, ale co tam.

Po dojściu do centrum sędziowskiego każdy z zawodników otrzymał talon na jedzonko (dwa obiady + kolacja) oraz tackę na figurki 🙂 Tak, tak zwykła plastikowa tacka – pomysł prosty, ale fajny – od razu wystawiasz swoje armie, a nie wachlujesz nimi pomiędzy Stołem, a walizką łamiąc przy tym włócznie i piki. Stoły bitewne były przemyślane – miały dodatkową przestrzeń z boku (jakieś 30 cm), gdzie bez ruszania terenów można było postawić walizkę, podręczniki, napoje itp. Wraz z talonem otrzymałem losowo wybrany numer stolika i udałem się na miejsce. Po wystawieniu armii na tacce, do stolika podszedł dorosły jegomość i przedstawił się „Paul". I tak swoją pierwszą bitwę miałem rozegrać z Paulem, Anglikiem – stałym forumowiczem portalu „The Last Alliance". Jeszcze tylko odprawa w której podano najważniejsze zasady, poproszono o grę „fair play" i oficjalnie otwarto UK GT.

Contest of the Champion – pierwsza bitwa

Kalins: Zło: Suladan, King, Nazgul, 6x Serpent Riders, 18x Serpent Guards, 38x Haradrim Warriors – łącznie 67 modeli

Paul: Dobro: Gimli, Balin, Khazad Guards, – łącznie 55 modeli

Czas gry: 1,5 godziny

Główny cel: Wybrany „champion" musi zlikwidowanych więcej modeli od „championa" przeciwnika.

Paul na swojego „championa" wybrał Gimliego, a ja konnego Suladana. Trochę obawiałem się wyniku walki wiedząc, że Gimli może miotać toporki, co zwiększało jego szansę na szybsze zlikwidowanie większej liczby jednostek. Paul wybierał krawędź w związku z tym wystawił swoich krasnoludów jako pierwszych. Na środku ustawił bohaterów, łuczników po mojej prawej ręce, a piechotę po lewej stronie. Widząc ustawienie przeciwnika, zdecydowałem, że Suladana w otoczeniu kawalerii i gwardii umiejscowię po lewej stronie, tuż przy samej krawędzi stołu, odsuwając swojego „Championa" jak najdalej od jego bohaterów. Pozostałą część piechoty i łuczników ustawiłem po środku stołu.

Po rozpoczęciu bitwy, Paul salwą próbował zlikwidować konia Suladana, ale magia wschodu działała i strzały bezpiecznie mijały suladanowego wybrańca. Jednocześnie, ku mojej radości obaj bohaterowie Dobra zostali przesunięci w prawą stronę, czyli w kierunku moich łuczników z dala od mojego dużego oddziału piechoty, gdzie Gimli mógłby dokonać – mówiąc najdelikatniej – kompletnej zagłady. Wydaje mi się, że decyzję taką podjął Paul, bo niechciał narażać Gilmiego na spotkanie z moim Nazgulem.

Kawaleria bezpiecznie podjechała na odległość szarży i Suladan poprowadził Serpentów do natarcia. W pierwszym starciu Suladan powalił na ziemię dwóch brodatych i wykorzystując impet szarży wysłał ich w zaświaty. W tym czasie Gimli zawrócił i zaczął niebezpiecznie zbliżać się do moich walczących sił. Widząc to przesunąłem Nazgula i oddział łuczników w stronę nadchodzącego Gimliego. Tu mała podpowiedź – grając Złem warto łucznikami strzelać do walczącego bohatera Dobra – jak wiecie tylko Zło ma taką możliwość, że może zabić swoich wojowników, co w tym scenariuszu jest bezcennne! Mała mobilność Gilmliego + udanie rzucony czar „compel" spowodowały, że bohater Paula w ogóle nie wszedł do boju. W tym czasie Suladan ubił jeszcze jednego krasnoluda i czas bitwy się skończył. Yuupi! – pierwsze zwycięstwo i to z kategorii „Major"!. Podobny wynik na sąsiednim stole uzyskał Sir Darulus. Zaczęliśmy GT z przytupem!

Podsumowując bitwę: Grało się w bardzo przyjemnej atmosferze, gawędząc o Lotrze, portalach internetowych itp. Paul był niepocieszony, że przegrał, ale i tak podsumował to stwierdzeniem „Very good game !!"

Contest of the Champion – druga bitwa

Kalins: Dobro: Imrahil na koniu, pieszy kapitan, 6 konnych rycerzy, 16 rycerzy pieszych, 15 Man at arms, 12 Rangerów – łącznie 51 modeli

Jack: Zło: 2 smoki (żaden nie latał), Nazgul na koniu, kapitan Morii – łącznie 4 modele

Czas gry: 1,5 godziny

Główny cel: Wybrany „champion" musi mieć więcej zlikwidowanych modeli od „championa" przeciwnika

„Orzeszku włoski!" zakląłem przekleństwem moich synów widząc z czym się zmierzę. Dwa smoki! Pomyślałem sobie, że to nie fair tłuc się po świecie, po to, żeby wdepnąć w legowisko smoków. Lekko załamany przystąpiłem do gry i postanowiłem drogo sprzedać skórę J.

Okazało się, że najmłodszy uczestnik UK GT, przybył na turniej w ostatniej chwili i nie miał nawet wydrukowanej rozpiski. Miałem pewne problemy w ustaleniu, co mają smoki, a co nie, a najważniejsze dla mnie było, to, że nie miały wykupionej opcji latania.

Całą swoją armię ustawiłem na środku swojej krawędzi, po to, aby w razie czego móc zwiać jak najdalej od bestii – ta fioletowa stała się „Championem" Jacka, a u mnie oczywiście Imrahil na koniu. I wtedy Jack popełnił fatalny błąd – być może obawiał się garstki moich Rangerów, którzy już w drugiej turze zlikwidowali konnego Nazgula, bo jego „champion" rozpoczął powolny marsz przez zrujnowany teren – co prawda teren krył go przed ostrzałem, ale z drugiej strony zbliżał się bardzo wolno do moich oddziałów.

Drugi smok i kapitan goblinów z Morii szybko zbliżyli się do mojej armii i rozpoczęła się nierówna walka wręcz. I wtedy to ja popełniłem fatalny błąd – powinienem był zaszarżować Imrahilem i zlikwidować kapitana goblinów, co dałoby by mi przewagę w zabitych jednostkach. Niestety myśl tę porzuciłem, bo bałem się bliskiej obecności niebieskiego smoka, czego później bardzo, ale to bardzo żałowałem.

W tym czasie, fioletowy smok powolnie niczym żółw gramolił się po trudnym terenie, ja przemieszczałem wojska z dala od niego, prułem z Rangerskich łuków do niego ile wlezie i walczyłem z niebieskim. Zginął kapitan goblinów, ale do końca oba smoki pomyślnie zdawały testy odwagi, a sytuacja na froncie nie uległa zmianie. „Champion" Jacka nieudolnie próbował mnie dopaść, ja uciekałem, a uciekając jednocześnie walczyłem z drugim smokiem. Takie swoiste lotrowe szachy trwały do końca bitwy i udało mi się w ten sposób doprowadzić bitwę do końca czasu. Wynik – remis.

Podsumowując bitwę: Swój remis zawdzięczam przede wszystkim złym decyzjom Jacka – no cóż, w innym wypadku z mojej armii pozostałby tylko kurz….., a tak miałem remis, remisio, remisiunio:)! Byłem naprawdę bardzo zadowolony z wyniku, bo widziałem już siebie wgniecionego w ziemię…. Z drugiej jednak strony, byłem zły na siebie, że nie zaryzykowałem i nie zdecydowałem się Imrahilem na atak. No cóż, wniosek z tego taki, że trzeba zachować czujność i żelazne nerwy przez całą bitwę. Jeżeli chodzi o gracza (Jack), to trochę „naginał" zasady smoków (o co mogę mieć pretensje do siebie), miał niekompletną rozpiskę i generalnie cieszyłem się, że walka dobiegła końca.

Domination – trzecia bitwa

Kalins: Zło: Suladan, King, Nazgul, 6x Serpent Riders, 18x Serpent Guards, 38x Haradrim Warriors – łącznie 67 modeli

Elaine: Dobro "Crusade of Durin", czyli Durin, Mardin, Wojownicy Krasnoludów, Rangerzy, Iron Guards, 4x Vault Warden Team – łącznie 53 modele

Czas gry: 2 godziny

Główny cel: Kto kontroluje 4 punkty (tereny), tzn. posiada więcej modeli na danym terenie, ten wygrywa scenariusz.

Ho, ho pomyślałem sobie widząc, że przyjdzie mi rozegrać kolejną bitwę z kobietą dowodzącą grupie twardych krasnoludów – to mogło być ciekawe doświadczenie, tym bardziej, ze przedstawicielek płci pięknej grającej w Lotra jak na lekarstwo.

Bitwę przyszło nam rozegrać w ładnym zimowym klimacie i obie armie prezentowały się naprawdę bardzo efektownie. Elaine wystawiła swoją armię jako pierwsza dzieląc ją na trzy grupy – wyraźnie było widać, że dąży do opanowania przynajmniej trzech z czterech punków. Widząc jej ustawienie podzieliłem armie na dwie duże grupy uderzeniowe, a łuczników i kawalerię zostawiłem przy punkcie startowym. Nie wiedziałem jakim graczem jest Elaine, ale zamierzałem zdobyć wszystkie cztery punkty. Bitwa rozpoczęła się od gwałtownego starcie w lesie pomiędzy moją piechotą, a Rangerami i Iron Guardami – pomimo wsparcia przez Kinga i Nazgula starcie nie przebiegało do końca po mojej myśli – wyższy poziom walki i lepsza obrona krasnoludów, niwelowała moją przewagę. Na pozostałych skrzydłach sytuacja wyglądała zdecydowanie lepiej – oddział łuczników krasnoludzkich związany został na lewej flance walką z moją piechotą i wyparty z trzeciego punktu. Haradrimscy łucznicy śmiało sobie poczynali z oddziałem prowadzonym przez Mardina, a kawaleria rozpoczęła śmiały rajd na czwarty wyjściowy punkt krasnoludów. Obawiałem się wyniku tego rajdu, bo kilka oddziałów Warden Team i Durin budzili mój szacunek. Na szczęście pomimo tego, że silna pancerna grupa ruszyła w moją stronę,  Elaine podjęła decyzję zbyt późno. Kawaleria ominęła łukiem drepczących pancerniaków i dopadła do czwartego punktu. Kiedy minął czas okazało się, że mam przewagę w każdym punkcie i odniosłem kolejne zwycięstwo!

Podsumowując bitwę: Bitwa na pewno toczona była w bardzo przyjemnej atmosferze – rozmawialiśmy sobie z Elaine o tym jak gra się w Polsce, a jak gra się w Anglii – do tego wymieniliśmy uwagi co do malowania figurek i sytuacji geo-politycznej :). Trzeba przyznać, że Elaine nie była wymagającym przeciwnikiem, ale kilkakrotnie zaskoczyła mnie swoimi manewrami – to będzie jeszcze Joanna D'Arc Lotra 🙂

Domination – czwarta bitwa

Kalins: Imrahil na koniu, pieszy kapitan, 6 konnych rycerzy, 16 rycerzy pieszych, 15 Man at arms, 12 Rangerów – łącznie 51 modeli

Chris: Lutz, Nazgul konny, kapitan, kusznicy, piechota Uruk-Hai, piki Uruk-Hai, sztandar – łącznie ok. 50 modeli

Czas gry: 2 godziny

Główny cel: Kto kontroluje 4 punkty (tereny), tzn. posiada więcej modeli na danym terenie, ten wygrywa scenariusz.

Kolejna bitwa z przedstawicielem angielskiej wyspy. Już z pierwszej wymiany zdań wynikało, że będzie to bitwa z doświadczonym graczem. Chris już od dobrych kilku lat grał w Lotra i chyba nie było to jego pierwsze doświadczenie na GT. Wystawiał armię jako pierwszy i podzielił ją na dwa oddziały dając w jednym Lurtza jako dowódcę, a w drugim kapitana. Widząc to ustawienie postanowiłem wykorzystać w jak największym stopniu Imrahila i jego kawalerię, którą przesunąłem maksymalnie na prawą flankę starając się okrążyć siły Zła. Naprzeciw nadchodzącego oddziału Isnegardu pod dowództwem Lurtza wysłałem całą swoją piechotę z kapitanem na czele, a na środku ustawiłem łuczników, którzy mogli pokryć ogniem cały środek planszy.

Wyraźnie widać było, że Chris bardzo liczy na swoich kuszników, ponieważ kiedy moja piechota weszła w zasięg kusz, zatrzymał cały oddział oddając pole kusznikom. I tu moim zdaniem popełnił błąd – wyhamowując oddział piechoty pozwolił mi na kontynuowanie marszu w stronę środka stołu, czyli pozwolił mi na dojście do jednego z punktów. Ani na chwilę nie zatrzymałem swojej kolumny i pomimo straty kilku jednostek wiedziałem już, że będzie Chrisowi bardzo ciężko przebić się przez moje trzy szeregi żołnierzy Dol Amroth.

Na prawej flance oddział kawalerii wyjechał na tył maszerującej drugiej kolumny Isengardu – uśmiechałem się pod nosem, bo widać było, że Chris ma dylemat – atakować kawalerię, czy przeć do przodu na punkt wchodząc de facto w okrążenie – z jednej strony Rangersi, z drugiej kawaleria z Imrahilem.

W tym samym czasie na lewej flance, Chris zirytowany brakiem skuteczności kuszników rzucił cały swój oddział do walki wręcz i na całej linii doszło do walki wręcz – trzy szeregi na trzy szeregi, a obie armie z F4. Szczęście mi dopisywało i nawet w przypadku remisów, większość walk wygrywałem, ale Uruk-Hai, to twardziele i tak łatwo nie giną – generalnie straty były po obu stronach. Na prawej flance w końcu Chris podjął decyzję o marszu na mój punkt i tym samym spowodował, że moja kawaleria uderzyła na jego oddział od tyłu, a od przodu zaatakowali Rangerzy. Bitwa na tym odcinku była krótka i brutalna, ale Imrahil i jego zabójczy jeźdźcy po prostu roznieśli oddział Isnegardu – tym samym dwa punkty miałem zabezpieczone. Decydujące starcie trwało na lewej flance i chociaż oddziały topniały w oczach, szanse na utrzymanie punktu były jednak większe po mojej stronie. Walka była na tyle brutalna, ze obie strony musiały testować męstwo po przekroczeniu 50% strat. W ostatnich dwóch turach podjąłem jeszcze desperacką próbę zbliżenia się moją kawalerią do czwartego punktu, ale upływ czasu jak i brak przewagi liczebnej spowodował, że nie udało mi się zdobyć czwartego punktu, ale i tak finalnie kontrolowałem trzy z czterech!

Podsumowując bitwę: To było bardzo ciekawe starcie – Chris grał mądrze i uważnie, a bitwa toczyła się w klimacie uschniętych drzew, co nadawało jej wyjątkowego posmaku. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że kawaleria w tych scenariuszach gra ważną rolę, pozwalając na dużą mobilność oraz atak z flanki, jak i zajmowanie daleko położonych punktów. Obie armie doszły w wyniku walk do „breaka", ale chyba z góry przemyślany plan, pozwolił mi wygrać z Chrisem. Moim zdaniem „Domination", łuki, kusze nie grają takiej ważnej roli – liczy się szybkość, mobilność.

Po tej bitwie, kończącej pierwszy dzień miałem na koncie trzy zwycięstwa i jeden remis i z uśmiechniętą gębą przespacerowałem się do klimatycznego pubu „Bugman's Pub" (w siedzibie GW oczywiście), gdzie delektowaliśmy się napojami wszelakiej maści :). Siedząc w pubie miałem doskonałą okazję na popatrzenie sobie na Anglików i inne narodowości przybyłe na turniej i sposób w jaki spędzają czas – to ciekawe doświadczenie opiszę w kolejnym artykule. Wracajmy jednak do bitew.

Kolejnego dnia po przybyciu do „Warhammer Works", okazało się, że zaczynam grę z gościem z poza Anglii, a mianowicie Holendrem, Hulvgardem. W wyniku losowania padło na mnie, że gram Dobrem, a Hulvgard Złem na 75 figurkach. „No to ładnie" pomyślałem sobie – krajowe klimaty – maksymalna liczba modeli i facet zaleje mnie masą……

The High Ground – piąta bitwa

Kalins: Imrahil na koniu, pieszy kapitan, 6 konnych rycerzy, 16 rycerzy pieszych, 15 Man at arms, 12 Rangerów – łącznie 51 modeli

Hulvgard: 3x Barrow Wights, 2x Szaman goblinów, 2x kapitan goblinów, Nazgul, 10x Prowlerzy goblinów, 6x wargów, orki, gobliny – łącznie 75 modeli

Czas gry: 1,5 godziny

Główny cel: Kto posiada więcej modeli na wzgórzu (centrum pola bitwy), ten wygrywa scenariusz.

Tym razem przyszło mi wystawić armie jako pierwszy i rozstawiając się ustawiłem kolumnę piechoty naprzeciw wzgórza, które należało zdobyć i kontrolować. Kawalerię ustawiłem na lewej flance pod dowództwem przystojnego Imrahila.

Holvgard wystawił duży oddział goblinów naprzeciw wzgórza, zaś pozostałą część na lewej flance, naprzeciw mojej kawalerii.

Wiedziałem już co jest ważne w tym scenariuszu, bo spędzając cały dzień w sklepie GW w Manchesterze w towarzystwie BlackMista i Darulusa, ćwiczyliśmy rozgrywkę w „The High Ground". Postanowiłem nawet na moment nie zatrzymywać swojej kawalerii, tylko wbić się jak najszerzej w przeciwnika i możliwie jak najdłużej opóźnić jego marsz ku wzgórzu. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem – ruszyłem z kopyta w kierunku sił Zła.

Nie tylko kawaleria ruszyła do przodu, także piechota i Rangersi popędzili w stronę wzgórza. Hulvgard w tym samym czasie przesunął swoje gobliny i orki w stronę wzgórza, a odział wargów przesuwał się po skrajnym brzegu lewej flanki – wyraźnie kolega z Holandii próbował mnie okrążyć – wiedziałem już co będzie celem mojej kawalerii. Na szczęście ostrzał jego orków nie przynosił oczekiwanych rezultatów i moja kawaleria dalej bez przeszkód szła do przodu.

Po chwili moja piechota osiągnęła skraj wzgórza, a kawalerią podjąłem śmiałą decyzję o natychmiastowym ataku na możliwie najszerszej przestrzeni właśnie na lewej flance. Chciałem poświęcić kawalerię, aby nie dopuścić armii Holvgarda do wejścia na wzgórze. Jak pomyślałem tak też zrobiłem – rycerze Dol Amroth runęli na orki.

Na wzgórzu trwała zacięta, ale nierówna walka – okazało się po raz kolejny, że pancerny walec z Dol Amroth jest nie do zatrzymania i trzy moje szeregi odbijały od siebie całą zgraję goblinów i orków. Panowałem na wzgórzu i tylko zagrożenie z lewej flanki mogło przekreślić moje zwycięstwo.

Jednak lennicy gondoru nie zawiodli – przez dwie, trzy tury rycerze wytrzymali napór orków i goblinów – byli odsuwani, czarowani, transfixowani, ale plan wykonali – zatrzymali całą lewą flankę Holvgarda i nawet strata Imrahila nie zmieniła obrazu gry. Wygrałem, mając prawie dwukrotnie więcej modeli niż Holvgard na strategicznym wzgórzu.

Podsumowując bitwę: Przyznam szczerze, że takiej mieszanki ras, uzbrojenia dawno nie widziałem. Po raz chyba pierwszy w życiu miałem okazję grać na szerszą skalę przeciwko Barrow Wigths które wykorzystując swoje zdolności („paraliż"), spowodowały, że straciłem Imrahila. Grało się bardzo przyjemnie, a o zwycięstwie zdecydowała samobójcza szarża kawalerii i pancerna ściana stworzona z rycerzy oraz pikinierów na wzgórzu.

The High Ground – szósta bitwa

Kalins: Zło: Suladan, King, Nazgul, 6x Serpent Riders, 18x Serpent Guards, 38x Haradrim Warriors – łącznie 67 modeli

Ashley: Dobro – Theoden Host: Eomer (konno), Erkenbrand (konno), 12x Rohan Outrider, 10x RRG (miotane włócznie), 8x wojowników Rohanu, 6x RRG (konno), 7x jeźdźców Rohanu (miotane włócznie)- łącznie około 45 modeli

Czas gry: 1,5 godziny

Główny cel: Kto posiada więcej modeli na wzgórzu (centrum pola bitwy), ten wygrywa scenariusz.

Z Ashleyem miałem okazję poznać się w pociągu podróżując do Nottingham i wiedziałem, że jest fanem Rohanu. Stąd też nie ucieszyłem się z faktu, że w scenariuszu w którym mobilność jest istotna przyjdzie mi się z nim zmierzyć. Los chciał, że Ashley wystawił armię jako pierwszą i tak naprzeciw wzgórza na środku stołu ustawił piechotę, na prawej flance Outriderów i wahał się gdzie wystawić całą kawalerię. Długo spoglądał na moich jeźdźców, aż w końcu zdecydował i ustawił kawalerię za piechotą. Od razu pomyślałem, że popełnia taktyczny błąd, bo z miejsca traci część pola, ale to jego decyzja.

Chcąc wykorzystać błąd przeciwnika na lewej flance ustawiłem kawalerię pod dowództwem Suladana, gwardię Serpentów i piechotę na środku, a na przeciw Outraiderów wszystkich swoich łuczników. Kiedy gra się zaczęła, Ashley ruszył gwardią w stronę wzgórza a Outriderami rozpoczął ostrzał salwą (z miernym zresztą skutkiem). Ja natomiast nawet nie miałem zamiaru strzelać, tylko całą armią ile sił w nogach i kopytach, dałem do przodu. Widziałem zdziwienie Ashleya, który przewidywał, że będę chciał razić jego kawalerię lub Outriderów z łuków, ale wiedziałem co robię – za wszelką cenę chciałem zablokować natarcie Outów z prawej flanki, nawet kosztem strat wśród łuczników. I rzeczywiście – kiedy dotarłem na bezpośredni ostrzał jego łuczników, trup słał się gęsto, ale parłem do przodu. W tym samym czasie, kiedy piechota dotarła na wzgórze, moja kawaleria zajęła dogodną pozycję na lewej flance, uniemożliwiając tym samym Ashleyowi oskrzydlenie wzgórza. Kawaleria Dobra zatrzymała się 12 cali od mojej i wyhamowała.

W tym samym czasie dwie gwardie starły się w zaciekłym boju na wzgórzu: Rohan Rogal Guard i Serpent Guard – piękny to był widok… Obawiałem się broni miotanej gwardzistów, ale nie przysporzyła mi praktycznie żadnych znaczących strat, za to brak możliwości wsparcia boleśnie dawał się rohańczykom we znaki.

Kiedy trwał bój na środku, a na prawym skrzydle obie kawalerie w ciszy obserwowały swoje szeregi, na prawym skrzydle trwał ostrzał łuczników – Outridersi, czy to ze strachu 🙂 , czy też szczęście im nie dopisywało, ale nie zadawali mi znacznych strat. Sytuacja ta pozwoliła mi na kontynuowanie marszu w kierunku wzgórza. W tym momencie Ashley popełnił błąd – zostawił konnego Eomera bez osłony i wyraźnie planował wbić się w moje siły zachodząc mnie od tyłu. Cóż jednak znaczy strzała wschodu – kilkanaście strzał moich łuczników poszybowało w stronę Eomera i jego dumny, tłuściutki rohański konik poległ pod wzgórzem, a Eomer spróbował co to znaczy gryźć glebę :). Po stracie konia Ashley pokazał co to znaczy złość Anglika, przy czym użył z tuzin słów zaczynających się na literkę „f…!". Dłużej też już nie czekał ze swoją kawalerią i pod wodzą Erkenbranda kawaleria ruszyła na moje prawe skrzydło. Mniam, lubię takie akcje jak kawaleria pędzi na siebie i doszło do pięknego starcia…

Mój Nazgul wyłączył z walki Erkenbranda (transfix), co pozwoliło szaleć Suladanowi – ściął dwóch kawalerzystów i wbił się w konną gwardię – serpenci poczynali sobie też nie gorzej. Istotnym elementem scenariusza „The High Ground" jest kontrola czasu, dlatego w ostatniej turze przed końcem bitwy, kawaleria wykonała odwrót na z góry upatrzone pozycje, czyli na strategiczne wzgórze, a łucznicy oderwali się z walki wręcz i też wspięli się na wzgórze na prawej flance. Kiedy czas minął, gra została natychmiast przerwana i po podliczeniu modeli, okazało się, że mam ponad dziesięć modeli więcej od Ashleya! Kolejne zwycięstwo!

Podsumowując bitwę: Jeszcze raz potwierdził się fakt, że ten scenariusz jest istotny pod kątem mobilnej armii – każde spóźnienie, lub błędne wystawienie na początku, może mieć duże znaczenie dla końcowego wyniku. Nie popełniłem taktycznego błędu w grze, wykorzystałem błędy przeciwnika i wygrałem.

Meeting Engagement – siódma bitwa

Kalins: Imrahil na koniu, pieszy kapitan, 6 konnych rycerzy, 16 rycerzy pieszych, 15 Man at arms, 12 Rangerów – łącznie 51 modeli

David: Khamul na bestii, kapitan orków na wargu, 2x kapitanów pieszych, orki z Morannonu, zwykłe orki, trakersi oraz kilka Barrow Wights – łącznie około 70 modeli

Czas gry: 2 godziny

Główny cel: Kto pierwszy sprowadzi armię do 25% stanu wyjściowego, ten wygrywa

Po zwycięstwie nad Ashleyem przesunąłem się na 2 stół, tuż obok wielokrotnego zwycięzcy – Vesy Nenia. Mieliśmy okazję przez chwilę pogadać i zgodnie z ustaleniami przygotuję dla Was pewną niespodziankę związaną z Vesą – o tym jednak później.

Za chwilę do stołu podszedł Dave, Irlandczyk, który przywitał mnie słowami „Cieść" – jak wynikało z naszej rozmowy znał Polaków z tej dobrej i tej drugiej strony :). Generalnie David okazał się świetnym kompanem do gry i rozmowy. Miał bardzo duże doświadczenie w grach strategicznych wszelakiej maści, ale jak twierdził i tak najlepszy jest Lotr. Należy także do klubu „Tha Fanatic Noobs", których zielone koszulki zauważalne były na turnieju. Widać było, że wszyscy z klubu dopingują Davida, który szedł na podium – co chwila ktoś do niego podchodził, zagadywał i obserwował wynik walki.

Musiałem rozstawić się jako pierwszy, dlatego też piechotę ustawiłem na środku, a kawalerię pod dowództwem Imrahila po prawej stronie.

David grupę warków ustawił na mojej lewej flance, morannonów i orki na środku, a Khamula na bestii naprzeciw mojego oddziału kawalerii.

David grał w naszym stylu – szabelkę w dłoń i do przodu – widać było, że jest pewny swoich ruchów i ma duże doświadczenie w grze. Khamul frunął raźno w stronę kawalerii, a orkowa piechota szybko zmierzała w moją stronę. Widząc nadlatującego Khamula, zdawałem sobie sprawę, że pozostawienie kawalerii na jego pastwę może źle się skończyć, tym bardziej, że nie miałem w tym miejscu przestrzeni do wykorzystania jej atutów. W związku z tym podjąłem śmiałą decyzję o przerzucenie kawalerii z prawej strony na lewą flankę. Mój manewr spowodował, że Nazgul chcąc gonić moją kawalerią musiałby wejść w zasięg moich łuczników, na co David się nie zdecydował. Wykonując manewr kawalerią podjąłem decyzję o frontalnym ataku – kawaleria wbiła się w lewą flankę, a pancerny klocek ruszył z miejsca idąc do boju. Dawid chyba był lekko zaskoczony, bo najprawdopodobniej spodziewał się, że będę stał i czekał na jego atak. Musiałem tak postąpić, bo w innym przypadku Khamul mógł zamęczyć mi Imrahila – a tak był oddzielony całą armią i Imrahil mógł spokojnie wykorzystać swoją siłę. I tu muszę z radością powiedzieć, że z każdą turą mina Davida była coraz słabsza – konni rycerze Dol Amroth przechodzili sami siebie – wygrywali każdą walkę, a ich lance siały spustoszenie. Pancerny wałek piechoty niczym kosiarka ciął równo morannonów i orków i po dwóch turach walk David miał już „breaka". Jeszcze tura, góra dwie i doprowadziłbym jego armię do 25% stanu. Zaniepokojeni koledzy z „Tha Fanatic Noobs", coraz częściej podchodzili do stołu z troską obserwując niknącą armię Davida. Niestety, armia Davida uniknęła klęski, bo skończył mi się czas. Był remis.

Podsumowując bitwę: Ehhh, byłem zły na siebie, że tak późno zaatakowałem – jeszcze jedna tura i miałbym zwycięstwo i walkę w finale, a tak remis i ostatnia bitwa. No trudno, ale nie ukrywam, że żałowałem swojego opóźnienia. Nie ma co jednak patrzeć w tył – z Davidem była kapitalna walka, świetny kompan i ciekawa osobowość. Pozdrawiam „The Fanatic Noobs".

Meeting Engagement – ósma bitwa

Kalins: Zło: Suladan, King, Nazgul, 6x Serpent Riders, 18x Serpent Guards, 38x Haradrim Warriors – łącznie 67 modeli

Dave: Dobro: Wood Elf Alliance: Galadriela, Legolas, 16x łuczników, 16x z włóczniami, 10x z mieczami i nożami, 7x wojowników Galdhrimów – łącznie 52 modele

Czas gry: 2 godziny

Główny cel: Kto pierwszy sprowadzi armię do 25% stanu wyjściowego, ten wygrywa

Ostatnią bitwę miałem rozegrać ze znaną osobowością portalu „The Last Alliance" Dave Smithem. Rozstawiałem się jako pierwszy i nie widząc skąd nadejdą siły Dobra rozciągnąłem swoje siły. David wystawił całą armię z prawej strony dając z przodu Leśne Elfy z mieczami, za nimi włóczników oraz sztandar. W samym rogu ustawił łuczników, Legolasa oraz Galadrielę.

Po rozpoczęciu bitwy mój błąd w ustawieniu początkowym dał o sobie znać – moja piechota musiała pokonać duży dystans, aby dostać się do walki wręcz. Niestety dla mnie, David okazał się doświadczonym graczem i jego łuki siały spustoszenie wśród mojego wojska. Zdecydowałem, że całe swoje siły rzucę do walki wręcz z piechotą Leśnych Elfów, ale walkę toczyłem w niewygodnym dla siebie terenie – na wąskiej przestrzeni pomiędzy krawędzią pola a lasem, gdzie elfy mogły wykorzystać swój poziom walki, a ja nie mogłem ich swobodnie oskrzydlić.

Moja „poszatkowana" kawaleria w końcu dopadła szeregów Elfów, ale niewiele mogła zdziałać – przegrywała walki i ginęła. Suladan stracił wierzchowca, a z jeźdźców ostał się ino jeden.

Walka w lesie stawała się coraz bardziej zacięta – na jednego zabitego elfa, przypadało dwóch moich. Łucznicy Davida coraz bardziej zachodzili z boku moją stłoczoną armię, a ich strzały zbierały krwawe żniwo. Na szczęście męski Legolas nie popisał się – na 16 celnych strzałów zlikwidował mi tylko dwóch piechociarzy…

W końcu, przy bardzo dużych swoich stratach zacząłem przełamywać obronę Leśnych i obie armie w tym samym momencie miały „breaka". Widać było, że żadna ze stron nie ma już szans na zwycięstwo i co prawda David wahał się, czy nie posłać do walki łuczników, Legolasa, Galadrieli, ale kiedy stracił sztandar, cofnął swój oddział i de facto walka wygasła. Remis.

Podsumowując bitwę: Była to walka w której popełniłem błąd podczas wystawiania armii – powinienem był ustawić armię na środku, a nie rozciągać ją na całej planszy. Efektem tego błędnego ustawienia były duże straty jakie poniosłem od łuków elfów. Po drugie była to chyba najbardziej „krwawa" walka toczona na małej przestrzeni. Być może gdybym inaczej się ustawił, wynik walki byłby inny, chociaż walki z Leśnymi Elfami nigdy nie należą do łatwych.

Tym samy zakończyłem swoją przygodę z UK GT z bardzo dla mnie satysfakcjonującym wynikiem. Zająłem 10 miejsce na 145 graczy, nie przegrałem żadnej bitwy, 5 wygrałem, a 3 zremisowałem. Sama przygoda była bardzo fajna – poznałem ciekawych ludzi, na kilka dni kompletnie zanurzyłem się w swoim hobby, a do tego rozegrałem bitwy z graczami z całej Europy. Taka okazja rzadko się zdarza i na pewno jest to świetne doświadczenie.

Samolot powrotny do Polski…

Jak Polacy wyglądają na tym tle czołówki europejskiej – ano moim zdaniem bardzo dobrze i nie mamy czego się wstydzić. Gramy dobrze, z polotem i zaangażowaniem – wyniki świadczą na naszą korzyść. Nasza czwórka zajęła 10 (Kalins), 18 (Wojtek), 20 (BlackMist) i 38 (Darulus) miejsca, co uważam za bardzo dobry wynik jak na nasz debiut. Tego czego nam brakuje, to przede wszystkim grania na zasadach Lome oraz dostosowania zasad związanych z widocznością, ale wierzę, że już niedługo to się zmieni.

Polska ekipa na UK GT w komplecie. Od lewej Kalins, Voitek, Darulus i Blackmist

Turniej wygrał Vesa Nenia i odbierając statuetkę już zapowiedział, że w jego armii Zła w przyszłym roku zagości, aż 9 Spider Queen….

W kolejnym artykule opiszę wszystkie inne spostrzeżenia jak podejście do zasad, jakość malowania, ciekawe rozpiski jakie udało nam się zaobserwować oraz generalne spostrzeżenia co do tego jak traktowane jest hobby w Anglii.

Wybaczcie, że tyle trwało spisanie wrażeń z bitew, ale z wolnym czasem u mnie trochę „krucho" 🙂

Pozdrawiam,

Kalins

Dołącz do dyskusji

  1. BlackMist · 8 lutego 2008 o 13:35

    A tu Hithero próbuje przetłumaczyc Kalinsowy raport z ostatniej bitwy 🙂
    http://www.thelastalliance.com/index.php?pid=view_replies&thread_id=57904&forum_id=1&page=1#515722

  2. Voitek · 8 lutego 2008 o 08:42

    Znakomita relacja kalins!
    Swietne wyniki – chcialbym zwrocic uwage, ze Kalins byl jednym z zaledwie dwoch graczy ktorzy nie zanotowali ani jednej porazki (drugi torzecz jasna zwyciezca). 10 miejsce jest absolutnie fantastyczne. Pozdrawiam i do zobaczenia wkrotce 0 moze na EEGT?

  3. Alexander · 6 lutego 2008 o 11:42

    Artykuł jest bardzo dobry. Gratuluję oczywiście wspaniałego wyniku Polskiej Ekipy 🙂
    Raziły mnie trochę drobne literówki (Rogal Guard, warki 😛 ), ale myślę, że nie da się ich uniknąć w tak długim tekście.
    Czekam na kolejne obiecane raporty…
    Pozdrawiam
    Alexander

  4. Viruk · 5 lutego 2008 o 00:34

    Uff, wreszcie miałem trochę czasu, żeby na spokojnie przeczytać ten artykuł. Kalinsie, muszę przyznać, że warto było czekać na ten raport. Bardzo ciekawie opisałeś wszystkie bitwy, podziwiam że miałeś tyle zapału by w nawale pracy przygotowac taki dobry raport. Myślę, że Twoje wnioski mogą posłużyć jako porządny materiał do przemyśleń dla wszystkich polskich geberałów 🙂
    Tekst czyta się bardzo przyjemnie, a rewelacyjne zdjęcia świetnie go uzupełniają.
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam,
    Viruk

  5. Kalins · 4 lutego 2008 o 22:12

    Hey, serdecznie dziękuje w imieniu całej naszej Narodowej Lotrowej Ekipy za wszelkie pozytywne komentarze, trzymanie kciuków i wszelkie objawy wsparcia. Przy okazji podziękowania dla wspaniałej Mamy Mikołaja (BlackMista) za nocleg i pyszne zapiekanki, a Mikołajowi za towarzystwo i całą organizację. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pojedziemy większą ekipą. Pozdrawiam, Kalins

  6. BlackMist · 3 lutego 2008 o 23:35

    5 razy, pierwszy turniej wygrał Mick Rood (w tym roku 66), reszte Vesa.
    Vesa jest jednym z najmilszych graczy z jakimi grałem, a akcje wykonuje tak szybko, że nasza gra w zeszłym roku trwała coś około 25 minut 🙂 Acha, zaprosiłem go na EEGT, ale powiedział, że raczej nie przyjedzie 😉

  7. Neo · 3 lutego 2008 o 22:26

    Vessa wygrał po raz 4 albo 5 🙂

  8. Browar · 3 lutego 2008 o 22:09

    Vesa wygrał już chyba 2 raz z rządu… Gratuluję zajętych miejsc naszej Ekipie ^^

  9. ugluk · 3 lutego 2008 o 15:15

    Bardzo dobrze się czyta. 🙂 Brakuje czasem zdjęć z lotu ptaka żeby zobaczyć rozstawienie czy ogólny zaras bitwy.

    Wyczekuję osobiście tych przemyśleń co do sposobu gry angoli i kosztów.

    BlackMist: W przyszłym roku pojedzie nas więcej, to będziemy mieli w planie więcej pierwszych miejsc. 😉

  10. Florek · 3 lutego 2008 o 13:46

    Co tu dużo mówić artykuł jesy swietny. Własnie mnie zmobilizował żebym dokończył malowac moje elfiki i do pojechania na jakiegos mastera gdzie Ty kalins bedziesz zeby muc sie zmieżyć 😀

  11. Kirdan · 3 lutego 2008 o 12:33

    Pocisnąłeś Kalins, nie ma co 😉 Wspaniały raport, dzisiaj dokończyłem go czytać. Czekam na kontynuację!

  12. fietu · 3 lutego 2008 o 02:08

    Naprawdę dobry artykuł, podobnie jak Twoja relacja z turnieju u nas, świetnie się czyta… a tak na marginesie to stronka bardzo, bardzo… i czekam na równie rzeczowy artykuł o taktyce, malowaniu i całej reszcie…….MOJE GRATULACJE

  13. Grunthor · 3 lutego 2008 o 02:03

    Relacja bardzo bardzo przyjemna i klimatyczna. Poza tym całym otoczeniem, wystrojem i graczami dobry est pomyśł z miejscem przy stole na jakieś swoje rzeczy i tą tacką na armie. Nie trzeba łamać kręgosłupa i latać do walizki i z powrotem. Wygodne i praktyczne.

  14. Ostrze Morgulu · 3 lutego 2008 o 01:01

    kurcze normalnie….. ja też chce…. :]]]] Dzięki wielki za tą namiastke UK GT (sam raczej narazie sie nie mam jak wybrac ale może kiedyś)

  15. Neo · 2 lutego 2008 o 22:45

    Panowie widzę, że za rok możemy wybrać się dużą ekipą 🙂 A art świetny. Dużym plusem jest liczba zdjęć 🙂

  16. enya · 2 lutego 2008 o 22:17

    Raport niczego sobie 🙂 Kilku błędów sie tam dopatrzyłam, jakieś literówki i ortograficzne,ale nie psuja smaku całosci,a ja juz tak mam na punkcie błędów 😉 Super te dekoracje wyglądały na sali 🙂 Gratuluje 10. miejsca:)

  17. luckero · 2 lutego 2008 o 21:59

    Fantastyczny klimat miejsca i jeszcze lepszy raport…
    Miejsca bitew bardzo ładne a figurki pomalowane bardzo ładnie.

    Jeśli cena takiego wyjazdu okaże się na moją kieszeń, w przyszłym roku też się zabieram 🙂

  18. Ismaril · 2 lutego 2008 o 21:48

    Świetny raport – jak czytałem niektóre opisy to aż mi serce mocniej zabiło i chciało się wykrzyczeć – dawaj Kalinsie! Ale przecież to tylko relacja…, ale jaka relacja.
    Bardzo mi się podobają ich stoły i samo miejsce do grania, tam musi być dopiero niesamowity klimat pozwalający zapomnieć o całym świecie.
    Jeszcze raz gratuluję zajętego miejsca i czekam na kolejną relację, tą luźniejszą.

  19. Drzewiec · 2 lutego 2008 o 21:31

    „bitwa toczyła się w klimacie uschniętych drzew, co nadawało jej wyjątkowego posmaku.”

    Mnie sie to nie podoba 😀

    Artykuł bardzo fajny. Świetny raporcik, tam była jedna, czy dwie literówki, ale kto by na to patrzył. Gratuluję świetnych miejsc i życzę liczniejszej ekipy i co najmniej 2 osób na podium w przyszłym roku, żeby zawsze można było się poprawić 😛

  20. gokish · 2 lutego 2008 o 21:28

    aaa zapomniałem ta kolejka to jak za starych czasów u nas 😛
    i czy dobre jedzenie dawali ??

  21. BlackMist · 2 lutego 2008 o 20:54

    No ładny artykuł. Nie zajęliśmy jednak planowanych 3 miejsc na podium, ale mamy przyszły rok na to 😉

  22. gokish · 2 lutego 2008 o 20:50

    art dobry jest kilka małych literówek i jedno dziwne zdanie
    cytat :” to Elenai zrobiła podjęła decyzję zbyt późna.” któreś ze słówek musi wylecieć :] przy okazji czekam na art o malowaniu figsów i rozpach :] (hmm czy te 9 SQ to już nie przegięcie ?? xD może ktoś wystawi ekipę nazguli xD ;P )

  23. Hawk · 2 lutego 2008 o 20:47

    super artykuł , gratulacje za świetny wynik w sumie chętnie sam bym się wybrał na tak genialnie zorganizowany turniej ale z moją znajomością języka dostał bym białej gorączki prubując sie dogadać
    pozdrawiam serdecznie i czekam na wiencej ;]

  24. Neo · 2 lutego 2008 o 20:29

    Guardian – nie rodzi się tylko rozwija 🙂 Polacy są obecnymi drużynowymi v-ce mistrzami Europy w WFB i Wh40k. Dwa lata temu byli pierwsi w WFB

  25. Guardian · 2 lutego 2008 o 20:21

    Rewelacyjne sprawozdanie. 😀 Cieszę się, że „Nasi” odnoszą takie sukcesy na europejskich stołach :P.(czyżby nowy sport narodowy nam się rodził? ;P) PozDrawiam

  26. skrzat · 2 lutego 2008 o 20:07

    Pierwszy! Cóż wszystkim gratuluję miejsc, uważam że są bardzo dobre. Świetnie streszczone gry. Tylko pozazdrościć miejsc i gry.

  27. Pawlo · 2 lutego 2008 o 20:00

    Ten gość już któryś raz wygrał GT… A artukuł bardzo ładny, okraszony dużą ilością zdjęć, które dodają fajnego klimatu. W dodatku jest to artykuł wyczekiwany od dawno i myślę, że za rok będzie nas na GT kilkakrotnie więcej i obalimy wreszcie tego Vesę 😀 Jak widać atmosfera iście Lotrowa, przeżyć takie coś – to musi być to. 🙂 Póki co pozdrawiam, i gratuluję fantastycznej przygody i życzę zwycięstwa nasstęponym razem.

    Pozdrawiam, Pawlo

Może Ci się spodobać

Relacje i turnieje 3

XI Urodziny Mitrila – fotorelacja

Barti & Kalins · 1 czerwca 2019