Raporty bitewne 13 143 wyświetleń

Bitwa na skraju lasu

Bartłomiej „Bioły” Urbański · 14 sierpnia 2008
Bitwa przedstawia wydarzenia związane z pościgiem Eomera za bandą Ugluka i Grishnaka. Dzielny marszałek Marchii zapuścił się tylko z częścią swego eoredu niemal pod sam las Fangorn i tam doścignął swych przeciwników. Reszta jeźdźców nadjeżdża dopiero z południa i pojawi się na stole w 10 turze. Jeśli do tego czasu, orkowie wraz z jeńcami nie zbiegną do lasu, zostaną okrążeni i przegrają. Każdy z hobbitów jest niesiony przez dwóch orków tudzież uruków, którzy normalnie mogą się poruszać 14 cm. Jeden jeniec znajduje się w bandzie Grishnaka, a drugi w oddziale Ugluka. W razie śmierci jednego z tragarzy, prędkość zmniejsza się do 7 cm, dopóki ktoś mu nie pomorze. Hobbici nie mogą pozostać bez „opieki”, inaczej uciekną.

III miejsce w kategorii Raport w konkursie

"Po prostu napisz!"

Warunki Zwycięstwa:

Dobro:  Przejęcie hobbitów i wybicie wroga lub zatrzymanie wroga z hobbitami poza lasem do 10 tury.

Zło: Wyprowadzenie Hobbitów poprzez Las Fangorna, za krawędź stołu.

Zasady specjalne:

1. Straszny Las – Las Fangorna jest niebezpiecznym miejscem. Wiedzą to wszyscy mieszkańcy Rohanu i żaden z nich nie zaryzykuje wejścia pomiędzy jego drzewa. Eored Eomera zatrzyma się na granicy lasu. Jeźdzcy nie będą kontynuowali pościgu w głąb starożytnej puszczy.

2. Mityczne Niebezpieczeństwo – Legendy nie są przesadzone. W lesie faktycznie czai się wiele niezwykłych istot. Jedną z nich jest Drzewiec, zwany też Fangornem. Najstarsza istota jaka chodzi jeszcze po Śródziemiu. Jeśli w jego lesie pojawią się obcy, zaatakuje ich, szczególnie zaś nienawidzi orków. Drzewiec jest strażnikiem lasu i nie interesuje się tym, co dzieje się na równinach. Nie opuści granic swego matecznika.

3. Rozbieżne interesy – Grishnak stojący na czele orków wysłanych z Mordoru, najchętniej wyrwałby hobbitów z rąk Ugluka. Przyniosłoby mu to niezwykłe profity w Barad Dur. Jeśli wszelakie zagrożenia zostaną już zażegnane (ze strony Jeźdźców i Fangorna) spróbuje ich odbić. (Bandą z Isengardu dowodzi jeden gracz, a orkami drugi)

4. Tchórzliwi żołdacy – W myśl tej zasady, każdy szeregowy żołnierz strony zła, który nie będzie w 14 cm od kapitana, zacznie uciekać w kierunku lasu. Odzwierciedla to tchórzliwość orków wobec nadciągających jeźdźców. Jedynie bliskość dowódcy zapewnia im „odwagę". Zaatakowani „tchórzliwi żołdacy" będą normalnie walczyć. Jeśli na początku tury uciekający znów znajdą się w odległości 14 cm od kapitana, gracz może nimi normalnie ruszyć.

Siły Dobra:

Eomer                                     90 pkt (Koń, ciężka zbroja, tarcza)

Kapitan Rohanu                      70 pkt (Koń, ciężka zbroja, tarcza, włócznia do miotania)

20 Jeźdzców Rohanu              272 pkt (6 włóczni do miotania)

Treebeard                                190 pkt

Łącznie: Jednostek 23            622 pkt

Siły zła:

Ugluk                                      55 pkt

Kapitan Uruk-Hai                   60 pkt (cieżka zbroja, tarcza)

26 Uruk Hai                            260 pkt (ciężka zbroja, tarcza)

Grishnak                                 45

Kapitan Orków                       45

50 Orków                                240 pkt (18 tarcz, 13 włóczni, 11 łuków, 8 dwuręcznych)   

Łącznie: 80 jednostki             765 pkt

Rozstawienie początkowe.

Siły zła rozstawiają się na dwóch wzgórzach, oddalonych od krawędzi o 40 cm. Las znajduje się przy drugiej krawędzi, mniej więcej 70-80 cm od wzgórz.

Siły dobra rozstawiają się przy krawędzi za wzgórzami.

mapa.jpg

Wzkazówki:

W bitwie bierze udział trzech graczy. Jeden dowodzi eoredem Eomera. Drugi oddziałem z Isengradu, pod dowództwem Ugluka. Trzeci gracz rozkazuje orkom z mordoru z Grishnakiem na czele. Gracze zła mają ten sam cel, schronić się w lesie. Jednak względem hobbitów ich plany są już rozbieżne…

Bitwę czas rozpocząć…

Świt wstał blady, a zimny wiatr przeganiał z północy pojedyncze chmury. Grupa jeźdźców gnała równiną na zachód. Byli w pełnym rynsztunku. Włócznie i miecze szykowały się do pracy, na której znały się najlepiej. Poranek nie przegnał bowiem zła i cieni znad stepu. Wojownicy widzieli przed sobą wzgórza, na które wspinała się cała zgraja niewielkich jeszcze teraz, ciemnych postaci. Żaden spośród jeźdźców nie miał wątpliwości, że żmudny pościg, wystawiający na próbę ich wytrzymałość i nerwy, za chwilę się zakończy.

Gdy wzgórza przybliżyły się znacznie, a ścigający zobaczyli, na jak liczną grupę nieprzyjaciół się porwali, niejedne oczy spojrzały na dowódcę eoredu. Czy aby Eomer syn Eomunda się nie zawaha? Cały oddział zatrzymał się, czekając na rozkazy. W świetle poranka dobrze widzieli, że przeciwnik ma kilkukrotną przewagę liczebną, nikt nie potępił wahania, jakie wymalowało się na twarzy dzielnego przywódcy. Lecz chwila niepewności minęła. Głos przeznaczenia, losu tkanego przez Valarów, przemówił do Eomera, aby nieznane jeszcze ścieżki się wypełniły. Smukły jeździec chwycił róg, który miał zawieszony u łęku siodła i zadął weń mocno. Czysty zew przemienił poranną ciszę, a echo odbite od wzgórz zwielokrotniło ten wspaniały głos tak, iż zdało się, że jeszcze Eomer gra, lecz on już gnał na czele swych wojowników na rozproszone szeregi wroga.

1.JPG

Niejeden ork czy uruk obejrzał się, by spostrzec jak jeźdźcy ruszają do ataku. Jednak ich dowódcy, a szczególnie wielki Ugluk, wiedzieli, że las, który już było widać za linią wzgórz, może dać im ocalenie. Ugluk krzyknął na swych dzielnych zuchów i zaczęli biec zwartą grupą w kierunku linii leśnego ostępu.

Dowodzący dziką bandą Grishnak rozkazał kilku orkom uzbrojonym w łuki pozostać na wzgórzu. Sam zaś ruszył szybko równiną, za nim podążyli wszyscy żołdacy. Bali się jeźdźców i jedynie strach przed którymś z dowódców mógł ich powstrzymać od ucieczki. Nie zwracali uwagi na Uruków w karnych szeregach biegnących nieopodal. Orkowie nie potrafili zachować takiej dyscypliny. Cały oddział poruszał się w chaosie i bezładzie ucieczki.

Łucznicy, pozostawieni na wzgórzu przez strasznego Grishnaka, naciągnęli drżącymi rękoma cięciwy swych krótkich łuków i wypuścili śmiercionośne strzały. Lecz zakleszczający umysły łuczników strach odebrał im celność. Tylko jeden jeździec spadł ze swego wierzchowca i runął na ziemię ze strzałą wbitą w szyję. Orkowie obejrzeli się i spostrzegli, że ich oddziały uchodzą w popłochu. Porzucili swe łuki i rzucili się w panice ze wzgórza. Nie mieli już jednak szans na ucieczkę. Jeźdźcy byli zbyt blisko. Rącze wierzchowce niosły na swych grzbietach śmierć maruderom z Mordoru. Z okrzykami na ustach Rohirrimowie przejechali niemal po uciekających łucznikach, tnąc zaciekle błyszczącymi w porannym słońcu mieczami.

Krzyki zabijanych dodały nowych sił uciekającym. Las był coraz bliżej, dając nadzieję na uniknięcie włóczni srogich jeźdźców. Lecz rytm wybijany przez kopyta bojowych rumaków stawał się bliższy i z każdą sekundą grzmiał coraz mocniej, zwielokrotniając lęki tchórzliwych orków.

 

Eomer rzucił włócznią, która wbiła się w plecy jednego z orków. Obok niego wojownicy już cieli mieczami nieosłonięte karki żołdaków nieprzyjaciela. Lecz wiele kreatur zła, zmuszonych do obrony, zajadle rzucało się na konnych, chcąc drogo sprzedać swoje życie. Rozszalała się dzika rąbanina, lecz przednie szeregi będąc już niemal na obrzeżach lasu, nie miały zamiaru pomóc swym towarzyszom. Hobbici, związani i niesieni przez orków, nie widzieli co się dzieje na tyłach, słyszeli jedynie krzyki zabijanych. Nie byli pewni, czy warto choćby próbować ucieczki, skoro wokół trwała zacięta walka.

 

Jednak Grishnak i Ugluk dobrze wiedzieli, że nim schronią się w lesie wraz ze swą zdobyczą, jeźdźcy mogą pokrzyżować ich plany. Wysłali więc swoich zastępców wraz z częścią żołdactwa, aby powstrzymali choćby na chwilkę szarżę jasnowłosych wojowników. Walka rozgorzała z jeszcze większą zaciętością. Jeźdźcy ugrzęźli w nagłym kontruderzeniu orków. I pomimo tego, że powoli łamali ten punkt oporu, siekąc zawzięcie mieczami i ostrymi toporami, reszta sił obu oddziałów wroga umknęła pod osłonę lasów.

 

Wojownicy Riddermarchi dobijali już ostatnich przeciwników, którzy pozostali na równinie nieopodal lasu. Eomer obrócił swego wierzchowca i rozejrzał się wokół. Opuścił miecz, nie było już niebezpieczeństwa. Spojrzał na starożytne drzewa lasu Fangorna. Nigdy nie odważyłby się zapuścić pomiędzy nie. Mawiano bowiem, że zło czai się w tym leśnym ostępie. Z pewnością nie był to normalny las, o czym doskonale wiedzieli jeźdźdcy. Jakby na potwierdzenie namysłu Eomera las rozbrzmiał echem wielu rogów. Tubalny zew niósł się spomiędzy drzew, a nagły wiatr wstrząsnął ich koronami. Koń dzielnego Marszałka Marchii zarżał i cofnął się. Dowódca zebrał szybko swych ludzi i rozpoczął odwrót. Uczynił wszystko co leżało w jego mocy, teraz mogli już wracać. Wydał rozkaz, aby zebrano poległych i rannych. Na wzgórzach nieopodal poczekają na resztę Eoredu, który miał dotrzeć tutaj lada moment.

Orkowie faktycznie umknęli pogoni. Zagłębili się powoli pomiędzy bardzo stare drzewa. Panował tutaj zaduch, było jednak o wiele spokojniej, aniżeli na równinie, gdzie grasowały słomiane łby na swych strasznych rumakach. Grishnak może i odczuwał pewien niepokój, bowiem las naprawdę sprowadzał do głowy złe skojarzenia. Jedynie Ugluk i jego zuchy wiedzieli, że nie ma czego się obawiać. Ich bracia od wielu miesięcy rąbali ten las na zachodnich zboczach gór. Obie bandy maszerowały obok siebie, lustrując się wzajemnie niechętnym wzrokiem.

I w tym momencie, gdy obaj wrodzy sobie dowódcy zastanawiali się, czy zdołają wydrzeć konkurentowi jego część łupu, stało się coś, co odsunęło w niebyt wszelakie animozje. Las jakby ożył, a przynajmniej jego część. Korony drzew zaczęły się ruszać, a jeden z największych dębów ruszył z niewielkiego wzniesienia wprost na nich.

Jeśliby spojrzeć spokojnie, można by dostrzec w nim pewnie podobieństwo do postawy człowieka. Jego konary przypominały ludzkie kończyny, gotowe zmiażdżyć każdego, lecz Orkowie i Urukowie nie mogli spokojnie patrzeć na szarżę mitycznej istoty. Grishnak i Ugluk zebrali wokół siebie swych żołdaków i przyjęli atak. Ent, tak stary jak sama ziemia, rozdeptał kilku orków, a jednego pochwycił swym długim ramieniem, i wyrzucił ponad korony drzew. Wydał przy tym dźwięk brzmiący jakby na raz grało wiele rogów, tubalny i bardzo niski. Gdyby nie dwaj dzielni dowódcy, zapewne wszyscy żołdacy rozpierzchliby się w popłochu. Rozgorzała walka, orkowie wdrapywali się na straszną istotę, a urukowie rąbali jej konary swymi szerokimi tasakami. Starcie trwało długo, lecz ostatecznie zawziętość i liczebność orków zwyciężyła. Ledwo stojący na swych wielkich nogach ent, wycofał się w głąb lasu.

Niemal w jednej chwili przewrotność obu dowódców popchnęła ich do ataku. Zniknęło już wszelakie zagrożenie, a obaj wysnuli błędne wnioski, że walka mocno nadwyrężyła oddział adwersarza. Obie bandy rzuciły się ku sobie, z brudnymi ostrzami w ręku. Las rozgorzał kolejną walką. Siła uruków starła się ze zwinnością orków. Jednak główny pojedynek należał do Ugluka i Grishnaka. Ich miecze skrzyżowały się w centrum tego starcia. Nie mogło to trwać jednak długo…

W pewnym momencie Grishnak potknął się o korzeń drzewa i upadł. Ugluk skoczył szybko na leżącego przeciwnika i przygwoździł go swym mieczem do ziemi. Ostrze przebiło zbroję i przecięło ciało orka. Ten zacharczał w konwulsjach i  szybko znieruchomiał. Ugluk podniósł się i zawył, czuł piekący ból z wielu ran, jakie zadał mu swą zakrzywioną klingą przeciwnik, jednak teraz nie było to juz ważne. Reszta żołdaków z Mordoru odrzuciła broń i cofnęła się. Nie mieli zamiaru walczyć, gdy ich dowódca poległ. Urukowie przejęli drugiego z hobbitów i szybko ruszyli w las…

Spisał Bartłomiej „Bioły" Urbański, syn Ziemi Pohorskiej.

Skromny skryba pragnie podziękować za pomoc w korekcie Izoldzie Jasnowłosej i Eufrozyne, oraz zacnemu mistrzowi sztuk komputerowych z Ziemi Simoradzkiej, który poświęcił nieco swego cennego czasu na malunki, którymi okraszono tekst.

Dołącz do dyskusji

  1. miecz 27 · 12 czerwca 2009 o 10:58

    Masz racje Ajas

  2. szirer · 15 sierpnia 2008 o 21:59

    gracz walczacy rohanczykami wygrywal jesli odbil hobbitow 🙂 jak widac po zdjeciach niewiele zabraklo bo sily ktore dotarlu do lasu byly mocno zdziesiatkowane 🙂

  3. Janda · 15 sierpnia 2008 o 17:35

    Że tak powiem raport średni, ale faktycznie czy Gracz kierujący Rohirrimami miał jakieś szanse wygrać scenariusz?
    Pozdrawiam
    Janda

  4. Bambusek · 15 sierpnia 2008 o 13:58

    Rohan w ogóle miał jakiekolwiek szanse wygrać ten scenariusz? Chyba spiłowanymi kośćmi tylko.

  5. szirer · 14 sierpnia 2008 o 22:02
    *ugluk / *Sztygar napisał/a:
    Fabularyzowane raporty sa imo lepsze.. jeśli są pożądne. Tutaj trochę kulawo. Scenariusz fajny, to że gra trzech graczy. Sami to wymyśliliście czy skądś wzięte?

    Makiety i malowanie faktycznie słabe, sory ale w raporcie ładne (przyzwoite) figsy na fajnych makietach to podstawa.

    Aaa i skąd się wzięły pancerne uruki pod Amon Hen? Przecież to byli scauci. 😉

    Tak scenariusz sami wymyslilismy 🙂 no taki raport wlasnie chielismy napisac bardziej fabularyzowany niz nudne klepanie o ile przesunelka sie ktora figurka w ktorej turze 🙂 fakt ze stol niezbyt bogato usiany ale jak by policzyc makiety na sztuki… to bylo ich tyle co u zwycieskiego mordora ;P tyle ze scenariusz warynkowal ich dosyc skrajne rozmieszczenie przez co stol jest pusty 🙂 jesli choidzi o figsyt top niestety chyba niepotrzebnie postawilismy na ilosc 🙂 dlatego nie wszystko bylo pomalowane a zdjecia tez mi kiepsko wyszly 🙂 no ale to byly tzw pierwsze koty za ploty 🙂 no a uruki byly zamiast skautow bo…. tylko urukow mielismy 😉 nie wiem czy na mitrilu pojawi sie raport z 6 miejsca w konkursie ( wg obu z nas o niebo lepszy od tego) ale w nim juz o niebo lepsze sa zdjecia a opowiesc do niego poprostu bajka 🙂 (domyslamy sie ze z tego wzgledu zajal tak niskie miejsce 🙂

  6. Lórindol · 14 sierpnia 2008 o 21:50

    No cóż, z tym „pomorzem” to mea culpa bo już dopisywałem po korekcie całości. Jeśli ktoś uważa to za komiks… no cóż, nie chciałem aby wyglądało to jak galeria. Same fotki plus jakieś tam dopiski. Każdy ma inny styl i każdy lubi co innego.
    Osobiście celuję w dłuższych tekstach, ale wiedziałem, że zbytnia długość, szybko nudzi gdy trzeba czytać ze strony internetowej.

  7. ugluk · 14 sierpnia 2008 o 21:22

    Fabularyzowane raporty sa imo lepsze.. jeśli są pożądne. Tutaj trochę kulawo. Scenariusz fajny, to że gra trzech graczy. Sami to wymyśliliście czy skądś wzięte?

    Makiety i malowanie faktycznie słabe, sory ale w raporcie ładne (przyzwoite) figsy na fajnych makietach to podstawa.

    Aaa i skąd się wzięły pancerne uruki pod Amon Hen? Przecież to byli scauci. 😉

  8. Drzewiec · 14 sierpnia 2008 o 20:59

    „W razie śmierci jednego z tragarzy, prędkość zmniejsza się do 7 cm, dopóki ktoś mu nie pomorze.”

    A po co mieszacie do tego Pomorze? Oo
    Naprawdę nic tak nie psuje wrażenia z raportu jak błąd ortograficzny w czołówce artykułu.
    Poza tym średnio- fabularyzowane opisy czyta się nawet nieźle, ale całość jest krótka, armie na średnim poziomie, podobnie zdjęcia. No cóż… poziom Raportów jest rzeczywiście dużo niższy niż Hobby ;).

    Pozdrawiam

  9. szirer · 14 sierpnia 2008 o 20:28

    to byl nasz pierwszy poppelniony w zyciu raport 😉 i szczerze mowiac to nie liczylismy na to ze zajmie jakies dobre miejsce 🙂 bardziej stawialismy na drugi ktory skonczyl na miejscu 6 🙂 nie opisywalismy szczegolowo bitwy bo ….. szczerze mowiac kto to czyta komu ile wypadlo na kostakch 😉 a czesc figsow rzeczywiscie pozostawia wiele do zyczenia 🙂 ale nie bylo czasu zeby je wykonczyc 🙂

  10. BlackMist · 14 sierpnia 2008 o 20:07

    Trochę za blisko miały uruki do lasu, ciekawe co by było, gdyby miały 12″ dalej 🙂
    gg

  11. greyfox3 · 14 sierpnia 2008 o 19:56

    Bitwa? Gdyby nie obecność enta to była by tylko mała potyczka.

  12. Ajas · 14 sierpnia 2008 o 19:36

    Moim zdaniem baza scenariusza jest ciekawa, ale makieta i malowanie pozostawiają wiele do życzenia, troche to krótkie.

    Pozdrawiam, Ajas 😀