Kto dziś pamięta jeszcze beztroskie czasy rozgrywania scenariuszy z gazetek DeAgostini? Gdzie podziała się dawna prostota systemu, kiedy to wystarczyło wiedzieć, że Aragorn zabija goblina na piątkach i nikogo nie interesowało w zasadzie dlaczego? System ewoluował, Games Workshop fundował nam coraz to nowsze możliwości, rozwijał armie, ilość jednostek oraz ich ekwipunek. Doszło jednak do momentu, kiedy klimatyczne i sensowne pomysły zaczęły się GW kończyć. Poczęły wychodzić modele, które w kombinacji z innymi modelami tworzyły Zuo i Mhrok, a większość ludzi ze zgrozą w głosie przepowiadała rychły koniec systemu i grania turniejowego. Wynikający jednak z ludzkiej natury upór przeważył nad wymysłami Szeryfów z Nottingham i system pozostał turniejowo grany, Liga się rozrastała. Coraz częściej pojawiały się jednak przebąkiwania o tym, że coś jest „gięte", paskudne
i olaboga rety. Powstały tony petycji z niewiadomych przyczyn zakładanych głównie przez ludzi bez ogrania turniejowego, istniejących praktycznie tylko na forach
i robiących wielki szum(bez bicia przyznaję się, że po DMP 2 lata temu będąc jeszcze turniejowym gówniarzem sam osobiście wytaczałem ciężkie argumenty przeciw Heru jaki to on jest zły i niedobry, że może grać taką armią- czyt. SQ pod SL). Przytaczając fragment pewnego artykułu Michała Molendy, prezentuję jako taką chronologię „przegięć" w systemie: