Spośród wielu moich hobby, jedno z nich zasługuje na specjalną uwagę, a to z racji swojej niecodzienności. Otóż moja pasja z malowaniem i graniem małymi żołnierzykami jak ironicznie nazywa je mój tato, zaczęła się dawno temu, w zamierzchłych czasach, gdy moje życie było bardziej beztroskie. Otóż jak wielu swoją przygodę rozpocząłem po obejrzeniu reklam w TV promujących nową grę. Chodzi oczywiście o dwutygodniki DeAgostini, który pierwszy numer udało mi się nabyć i... na tym się skończyło. Było to w 2004 roku, wtedy też moje niedoszłe hobby zostało we mnie uśpione i zbierało siły, tylko czekając by w stosownym momencie, wyskoczyć niczym tygrys z ukrycia. Lecz taka okazja nie nadarzyła się przez kolejne pięć lat. W tym czasie mój tato zdążył wyjechać do Norwegii, w celach zarobkowych, a na ferie zimowe roku 2009, w styczniu, ja wraz z mamą przyjechaliśmy w odwiedziny do Stavanger, norweskiej stolicy olejnictwa.
W trakcie szwędaczek malowniczymi uliczkami w centrum, przechodząc po raz kolejny obok sklepu Outland, gdzie na wystawie stało Żądło, miecz Bilba, a później Froda, postanowiłem wejść.
Wraz z mamą weszliśmy do ciasnego sklepiku, gdzie po lewej stronie piętrzyły się półki z komiksami i mangą, a po prawej stronie zobaczyłem mnóstwo pudełek z figurkami. Tygrys zaczął się budzić. Kiedy powolnym krokiem mijałem kolejne boxy, zastanawiałem się czy „mają tu może te świetne figurki z Władcy Pierścieni, które kiedyś kupiłem”. Mieli. Pełno nowych pudełek z figurkami stało na najniższej półce. Tygrys obudził się na dobre.
Jako że było wtedy dużo więcej dziecka we mnie niż teraz, co ze smutkiem zauważam, od razu zaczęło się tzw. „suszenie fujary” o jedno pudełko figurek. Na drodze stanął jednak sceptycyzm rodziców. Na wszelkie sposoby starałem się namówić rodziców do kupna, lecz Ci mimo moich prezentacji takich rodzynek jak wybitny raport bitewny Kalinsa i Darulusa, traktującego o bitwie Haradu z Gondorem, który moim zdaniem jest najlepszym dotychczasowym raportem z jakim przyszło mi się zetknąć i dalej nie mogę się doczekać jego publikacji na Mitrilu, nie dawali za wygraną. Moi rodzice przyjęli znaną z pewnością wielu rodzicom taktykę „przejdzie mu”. Ale nie przeszło. Po powrocie do Polski, starałem się zarazić pasją kolegów, ale skończyło się na jednym koledze. Więc było nas dwóch, a dwóch to już kompania. W tym samym czasie obudził się we mnie inny drzemiący potwór: mol książkowy. Jako, że byłem dzieckiem sprytnym, postanowiłem namówić mamę na Tolkiena, myślałem wtedy, że pomoże to w mojej walce o prawo do figurek. Mama się zgodziła, bo uznała, że nie kupi mi czegoś „mało wartościowego”.
Tolkien był strzałem w setkę. Odkryłem tym samym wspaniałego pisarza i rozkochałem się w jego dziełach, czas mija, a moja pasja wciąż rośnie, zwłaszcza w ostatnich dniach ogień tolkienowski zapłonął jasnym ogniem, bo oto się dowiedziałem, że mogę nabyć tanio Historię Śródziemia. Historię Śródziemia! Gdybyście słyszeli choć ćwierć tego co ja o niej słyszałem, a i ja znam zaledwie część krążących o niej opowieści*, też byście skakali z radości.
Czas mijał, a my z kolegą nieskutecznie próbowaliśmy nabyć na Allegro figurki, ale niejaki Heptun, bezczelnie wykupywał wszystko to na co mieliśmy ochotę! Jeżeli to teraz czytasz, wiedz, że napsułeś nam sporo krwi swoją figurkową zachłannością. Jakimś cudem kolega nabył kilku orków z Mordoru, a tygrys ciekawie przyglądał im się z ukrycia.
Lecz latem 2009 dołączyłem wraz z mamą do taty na obczyznę. Towarzyszyły mi mordorskie orki kolegi, które wspaniałomyślnie zgodził się odsprzedać. Pierwszym moim nabytkiem w Outlandzie była srebrna farbka, a dopiero później w listopadzie kupiłem nowiutki box z Galadhrimami. Jeśli mam być z Wami szczery, nie wiem jak to się stało, że wybrałem właśnie ich, a nie gondorczyków... Może to te złote zbroje i tarcze w kształcie łzy, tak na mnie podziałały? Nie ważne, efektem tego wyboru jest armia stojąca na półce, czy raczej jej zaczątek będący sojuszem wojowników Thrandulila i Galadhrimów z Lothlórien. I mimo upływu czasu i ciągłego powtarzania przez mamę, że wyrzucam tylko pieniądze w błoto, bo wkrótce mi się znudzi moja pasja przetrwała.
Może teraz słówko o tym jak to wygląda za granicą w wydawać by się mogło, zimnej Norwegii. Ano sprawy mają się dość dobrze. Jeden kolega z Niemiec, po moich opowieściach spróbował własnych sił w modelarstwie i szło mu całkiem nieźle jako dowódcy Haradu, ale wkrótce nasze szkolne drogi się rozeszły i obawiam się, że jego hobby odeszło w zapomnienie.
Natomiast Marcin stał się zapalonym graczem i często spotykamy się grając na własne zasady, bo nikt z nas nie zna tych prawdziwych. Ma mnóstwo figurek, a z jego tempem malowania do 2025 roku może się wyrobi.
Co do samego sklepu, stałem się tam postacią znaną i chyba lubianą, bo właściciel często rozmawia ze mną prezentując mi nowości i dyskutując o modelarstwie. Czasami też zachodzę tam pomalować własne figurki i popatrzeć jak grają zawodowcy.
Na koniec opowiem krótką anegdotę o moim pierwszym malowaniu. Otóż kiedy wróciłem z treningu ping ponga, wraz z farbkami i Galadhrimami, postanowiłem nie tracić czasu i od razu zabrać się do pracy. Wycinanie jednego modelu z wypraski zajęło mi jakieś pół godziny, a spodkładowanie go czarną farbką, już dnia następnego, jakieś pięć godzin. Pięć godzin kładłem sam podkład! Jest to chyba absolutny rekord świata. Tu moja opowieść o perypetiach mojej pasji modelarskiej dobiega końca.
Pozdrawiam, Turin Turambar
*Cytat pochodzi z Hobbita











piękna historia!!
Turin - dzielnie, mimo punktu karnego walczyłeś o trzeci stopień podium. Udało się, ale następnym razem nie czekaj z pisaniem do ostatniej chwili, bo stać Cię na więcej. Tutaj ewidentnie zabrakło Ci czasu na przeczytanie całości raz jeszcze i poprawki. Plus za odrobinę humoru. Rozbawił mnie szalenie ten Heptun, ciągle przebijający Wasze oferty na Allegro - przypominały mi się moje pierwsze licytacje...
Co do raportu Kalinsa i Darulusa - obawiam się, że odszedł w niebyt wraz ze Srodziemiem, no chyba, że jakimś cudem zachował się gdzieś chłopakom na dyskach...
Ciekawa historia. Swoją drogą GW współpracując z Deagostini trafiło szóstke... Zastanawiam się czy i z Hobbitem będzie podobna sytuacja, w celu pobudzenia nowego pokolenia...
W każdym razie powodzenia w rozwijaniu Hobby, bo robienie tego co sprawia nam radość jest kluczem do szczęścia;)
Szkoda, że był taki mały limit znaków. Niewiele można napisać mając tylko 10k...
Ale dałeś radę mnie zaciekawić i tak jak Off'a, rozśmieszyć :P
Moim zdaniem mogłeś dać dużo więcej fotek, może nawet jakiś filmik. Teraz żałuję, że nic w tym konkursie nie skrobnąłem xD
Powiem tak: w kategorii "10 lat!" zostaliśmy bardzo negatywnie zaskoczeni frekwencją :P
O i oto jest! Moj najmniej oczekiwany artykul.
Po prawdzie, spodziewalem sie nudnego, smutnego i przydlugawego artykuly, ale! Coz za niespodzianka, nie byl wcale taki dlugi ; D
Ale nie o tym chcialem, super artykul, w miare szybko sie czytalo i ile radosci. Te anegdotki do tygrysa byly przekomiczne, trening ping ponga, ogien i nie ktore zdania sprawialy ze z ochota czytalem dalej i smialem sie glosniej : D
A tak powazniej troche, jak nie znacie zasad, to kupcie sobie podrecznik, skoro juz oskubaliscie rodzicow na figurki, to na ksiazeczke tez wyciagnijcie ; p No i ciekaw jestem tych "zawodowych" graczy z outlandu.
Trzeba wyjezdzac do Norwegii skoro mozna tam zawodowo grac, duzo sie na tym zarabia?
Do jury konkursu, naprawde nie bylo lepszych prac? : o
Hmmm. Czy to ten sklep miałeś na myśli w rozmowie na GG ?
A co do artykułu ciekawy i moja historia jest trochę podobna - też nie znam zasad tak do końca , ale jest w Przasnyszu już trzech graczy i może będą następni...
10/10 mimo wcześniejszych sprzeciwów. Masz ciekawy sposób pisania , stąd pewnie kronikarz z Cb. Pzdr EtAs sorki za długi post
fajnie się czytało aczkolwiek co do czasu podkładowania myśle że pobiłem twój rekord :D . Podkładowałem Gale walczącą bodajrze 8 h xd
Przypomniałem sobie o konkursie na dwie godziny przed zakończeniem I terminu i dość na szybko pisałem, nawet nie zdązyłem go przejrzeć. ;) Gdyby nie to, że mój lapek nie obsługuje jakiegoś tam formatu, nawet nie miałbym tych 30 min spóźnienia. ;)
Takie hobby Rafale. ;)
Pozdrawiam Turin Turambar
Kogoś mi to przypomina;) niesamowicie podobnie jak Ty też po zakupie pierwszego numeru DA wróciłem do Lotra w 2009 roku i podobnie jak w Twoim przypadku moi rodzice cięgle liczą że w końcu sprzedam swoje figurki:(
Tekst napisany spójnie, razi mnie kilka zwrotów ale nie są one jakoś bardzo widoczne. Mam nadzieję że się nie obrazisz ale strasznie nudne to było, moze dlatego że większość przechodziła przez to samo i czytają wypowiedzi ludzi na forum miałem deja vu. Nie ważne, nie podobają mi się jakże częste zdania złożone, które o ironio są zbyt złożone ;) Niewątpliwie masz smykałkę do pisania, ale musisz jeszcze dużooo pracować.