| |
Przeglądasz: Mitril.pl » Relacje, turnieje
Dzisiaj jest Niedziela, 26 marca 2017
Najnowsze artykuły
Relacja z United Kingdom Grand...
Drodzy, Wreszcie znalazłem chwilę czasu, aby spisać swoje wrażenia z...
1 2 3 4 5 6

Drodzy Gracze i Hobbyści,

zapraszamy do udziału w Comiesięczny Przegląd Malarski.

CPM to możliwość poprawy swojego rzemiosła malarskiego i szansa na pojedynki hobbystyczne z innymi.

Wszelkie szczegóły znajdziecie w artykule na stronie głównej i odpowiedniej sekcji forum.

Kuźnia Mitrila
Galeria


Iron guard
od ~Gloin

Ocena: 6.50
Komentarze: 4


Hassassin Lasiqs - Infinity
od ~Seba85TG

Ocena: 7.67
Komentarze: 3


General Store
od ~marcin80

Ocena: 9.00
Komentarze: 5


Mahud Warrior
od ~Raugruth

Ocena: brak ocen
Komentarze: 3


Minas Tirith
od ~palladyn65

Ocena: 9.67
Komentarze: 33


Dom hobbita
od ~StaszQ

Ocena: 8.68
Komentarze: 35
Menu
Sonda
Po długim czasie część z graczy postanowiła przywrócić Ligę Ogólnopolską do stanu używalności - jak oceniacie ten pomysł?
Wszystkich głosów: 597

Relacje, turnieje

Relacja z United Kingdom Grand Tournament 2017
Dodał: Kalins
18.03.2017, 18:58

Drodzy,

Wreszcie znalazłem chwilę czasu, aby spisać swoje wrażenia z wyjazdu wraz z synami na tegoroczny UKGT (United Kingdom Grand Tournament), który odbył się w siedzibie Games Workshop w Nottingham w dniach 25-26.02.2017.

Tegoroczny United Kingdom Grand Tournament został zorganizowany po raz pierwszy od bodajże 2009 roku, gdzie nasza Polska ekipa zajęła pierwsze trzy miejsca. Rok wcześniej wraz z kolegą Darulusem wybraliśmy się przecierać szlak i do tej pory z łezką w oku wspominam ten turniej mimo, że mija 9 lat od tego momentu. Był to także mój duży sukces - na 145 graczy zająłem 10 miejsce wygrywając 5 bitew, a remisując 3. Dla fanów starych rozpisek moja konstrukcja armii z 2008 roku:

 

  • Dobro: Imrahil na koniu, pieszy kapitan, 6 konnych rycerzy, 16 rycerzy pieszych, 15 Man at arms, 12 Rangerów - łącznie 51 modeli.

  • Zło: Suladan, King, Nazgul, 6x Serpent Riders, 18x Serpent Guards, 38x Haradrim Warriors - łącznie 67 modeli.

 

Bardziej szczegółowy opis mojego wyjazdu z 2008 roku znajdziecie na Mitrilu pod tym linkiem:

 

http://www.mitril.pl/relacje-turnieje/id33,Raport-bitewny-z-UK-GT.html

 

No dobra, tyle wspominek. Czas przejść do tegorocznej edycji. Otóż, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o powrocie do organizacji UKGT postanowiłem wyjechać do Anglii raz jeszcze, fundując sobie i synom trasę wspomnień - 9 lat to szmat czasu przyznacie i wiele przez ten czas się zmieniło. Moi synowie dorośli, że mogli spokojnie towarzyszyć mi w tej trochę szalonej eskapadzie. Czy było warto? Zdecydowanie tak i zapraszam Was do opisu wydarzenia.

 

Przygotowania

 

Ze względu na fakt, że od pewnego czasu nie grywaliśmy z synami regularnie w Lotra, postanowiliśmy, że przygotujemy się do wyjazdu najlepiej, jak umiemy. Wykorzystując wolne chwile rozegraliśmy w sumie kilkanaście bitew testując każdy ze scenariuszy przynajmniej dwa razy - dużo nam to dało, bo pozwoliło na wyrobienie sobie opinii o naszych armiach, sposobie realizacji celów w danym scenariuszu, a przede wszystkim podniesieniu tzw. „skilla".  Była to także doskonała okazja do przetestowania koncepcji naszych armii. No właśnie, jak jesteśmy przy armiach, to ogromne wyrazy podziękowania należą się Szanownemu Ajasowi, którego zamęczałem niezliczoną ilością zapytań, koncepcji w strukturze armii. Ku rozpaczy Ajasa nie poszedłem w wyborze swoich armii za jego głosem, ale na pewno jego uwagi braliśmy pod uwagę tworząc armie dla Jana i Grzegorza. Dzięki Ajasowi również sporo tzw. „zagwostek" związanych z zasadami udało mi się przed Turniejem wyjaśnić.

 

Ze względu na wymóg armii Dobro i Zło (600 pkt.) dla jednego gracza zdecydowaliśmy się na następujące armie:

 

Kalins

  • Zło: Azog Hunters: Bolg, Fimbul, Narzug i trzy warbandy pieszych Huntersów (50% łuki).
  • Dobro: Lake Town: Bard, Dzieci, Hilda, Percy, Kapitan, Alfrid i piechota.

 

Grześ

  • Zło: Mordor: Undying na bestii, TaskMaster, Shagrar War Leader, Morannoni, Orki.
  • Dobro: Arnor: Malbeth, Bracia, Halbarad, piechota Arnoru, Rangersi.


Janek

  • Dobro: Leśne Elfy: Galadriela, Thranduil, Legolas, Leśne Elfy.
  • Zło: Mordor: Undying na bestii, Taskmaster, Dwimmerlaik konno, Morannoni, Orki.

 

Jeśli chodzi o moje armie, to postawiłem w przypadku Łowców na ich liczebność, wysoką siłę i liczbę ataków mając nadzieję, że brutalna siła i masa pozwolą mi wygrywać bitwy. Do tego 50% armii została wyposażone w łuki z zasadą „Morgul Arrows", a Bolg, Fimbul i skonwertowany Narzug na wargu miały dać mi mobilność, dużą liczbę punktów potęgi i brutalnego Lidera, jakim jest niewątpliwie Bolg. Zastanawiałem się długo nad Azogiem, jednak uznałem, że Azog bez Białego Warga dużo traci, a wyższa obrona Bolga była dla mnie istotna plus nie musiałem wydać 50 punktów na specjalnego warga.

 

Armii Dobra, która przeżyła pogrom Lake Town nie muszę graczom przedstawiać, niemniej wybrałem wariant bez czarodzieja - generalnie nie przepadam za magią, stąd też nie chciałem brać Gandalfa i postawiłem na dużą liczbę jednostek, jak i tanich bohaterów ze stosunkową dużą liczbą punktów potęgi.

 

Zanim jeszcze zaplanowałem wyjazd na UKGT pracowałem nad projektem pomalowania armii Lake Town, a wydanie podręcznika „There and Back Again" z dodatkowymi bohaterami, zasadami specjalnymi dla tej armii tylko dodało mi sił, aby malować armię. Nie ukrywam, że narzuciłem sobie mordercze tempo, bo czasu nie mam generalnie za dużo, a każdą wolną chwilę późnym wieczorem poświęcałem na malowanie armii, aby zdążyć na UKGT. Efekty mogliście śledzić na stronie FB Mitrila, czy też w kolejnych CPMach i raz jeszcze dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze. Czy opłacił się ten malarski wysiłek? W mojej ocenie tak i to w podwójny sposób: w armii tej jest potencjał, co udowodniła podczas UKGT, a także zostałem malarsko doceniony, o czym napiszę później.

 

Trasa, organizacja imprezy

 

Gdyby ktoś planował wyjazd w przyszłym toku na UKGT, musi wziąć pod uwagę fakt, że nie ma bezpośrednich lotów z Warszawy do Nottingham, gdzie znajduje się główna siedziba Games Workshop i gdzie odbywał się Turniej. Jedyny przelot liniami Ryanair jest z Łodzi, stąd też należy zaplanować dojazd na lotnisko - na szczęście z Warszawy można przejechać trasę w 1,3-1,4 h, ponieważ praktycznie do samego lotniska jedzie się dwupasmową trasą - duża przyjemność i udogodnienie w podróżowaniu. Na samym lotnisku podczas kontroli bagażowej nasze armie wzbudziły lekką sensację, jednak udało się przejść kontrolę bez problemu, a także udało nam się tak spakować modele, że wszystkie armie mieliśmy w bagażu podręcznym strzegąc modeli, jak oka w głowie. Samo lotnisko w Nottingham oddalone jest o ok. 25 km. od centrum miasta, dlatego też trzeba mieć na uwadze dodatkowy koszt taksówki, pociągu lub busa.

 

Po zakwaterowaniu się w hotelu, wieczornym spacerze po Nottingham nadeszła sobota i spacerem udaliśmy się do siedziby GW na turniej.

Część dużego kompleksu GW
Część dużego kompleksu GW
Siedziba GW
Siedziba GW
Wejście na teren Turnieju
Wejście na teren Turnieju

Przed samą siedzibą powitał nas w pełni funkcjonalny transporter opancerzony Space Marines, który trzeba przyznać robi naprawdę wrażenie :).

 

Prawdziwy transporter Space Marine

 

Samo wejście do budynku to spotkanie z rzeźbą Space Marinsa, zwisającymi na ścianach grafikami, bannerami armii ze świata Warhammera, a w tle nastrojowa, bojowa muzyka - naprawdę robi to wrażenie. Jeszcze większe wrażenie robi samo miejsce turnieju - otoczone średniowiecznymi murami, sklepem GW i ForgeWorld, jak i wejściem do słynnego Bugman's Bar - naprawdę bardzo przyjemny widok.

 

Sala turniejowa

 

Coraz więcej graczy

 

Sama rejestracja przebiegła bez większych zakłóceń, a nasze rodzinne przybycie z Polski wzbudziło spore zainteresowanie Adama Troke i przedstawicieli ForgeWorld, że kilku wariantom z Polski chciało się lecieć na turniej do Anglii :) Po życzeniu powodzenia i obietnicy porozmawiania z Adamem w późniejszym czasie ruszyliśmy do stołów wskazanych na ekranie rzutnika.

 

Punkt rejestracyjny

 

Bitwy

W siedzibie GW pojawiliśmy się trochę wcześniej stąd mieliśmy czas na oswojenie się z terenem gry i spokojnym wypakowaniem modeli. Punktualnie o godzinie 10.00 Adam Troke przywitał serdecznie wszystkich Hobbitów (przy głośnym aplauzie), poinformował o głównych zasadach Turnieju, związanych z samą rozgrywką, jak i dodatkowymi atrakcjami, jak wybory najładniejszych armii, czy wieczorne spotkanie z ekipą ForgeWorlda itp. Następnie każdy zajął miejsce przy swoim stole (świetny pomysł z dużym rzutnikiem pokazującym, gdzie i z kim się gra plus z bieżącym pomiarem czasu), a następnie jeden z ochotników rzucił wielką pluszową kością losując pierwszy scenariusz - wypadło na „To the death!".

 

I bitwa - „To the Death"

Rzut kością wskazał, że grałem ten scenariusz moja armią Dobra. Z jednej strony byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, jednak trochę mi mina zrzedła, jak zobaczyłem liczną armię Mordoru naprzeciwko siebie. Dużo Morannonów, Trakersi, dwa sztandary, Szaman oraz Lider w osobie kapitana Morannonów. Trochę nietypowa rozpiska z Liderem w postaci kapitana, ale pozwoliło to Stevenowi wyciągnąć liczebną armię.

 

Zająłem łucznikami miejsce po środku stołu, zaś na lewej flance ustawiłem piechotę pod wodzą Barda. Steven używając punktów potęgo całą swoją armią pędził do jak najszybszego zwarcia z moimi rybakami, tym bardziej, że miał komfort 2 punktów do przodu mając dwa sztandary. Mądrze schował jeden z nich za wzgórzem w swojej strefie wystawienia, a drugi posłał do walki - nie było szans na dopadnięcie schowanego sztandaru za wzgórzem, dlatego też bitwa zapowiadała się dla mnie dość ciężko. Na domiar złego łuki moich rybaków praktycznie nie zadały żadnych strat nadbiegającym orkom, a z kolei Trakersi Stevena ustawieni na centralnym wzgórzu jedną salwą zdjęli mi 4 chłopów. Zanim doszło do walki wręcz Steven wychylił się z za wzgórza (tam, gdzie schował swój sztandar) swoim Liderem i zaczął go przesuwać w kierunku mojej linii - mając świetną zasadę Barda i zapas potęg uzyskany od Alfrida, postanowiłem zapolować na Lidera. Przebijając się przez 3 lub nawet 4 szeregi kosztem dwóch potęg zadałem ranę jego Liderowi, a żaden z punktów losu nie pomógł jego Liderowi! Ucieszyłem się, jednak Steven wolał nie ryzykować i jego Lider po tym, jak zaliczył ranę, zajął ciepluchne miejsce za wzgórzem tuż obok sztandaru.

 

W tym samym czasie zadając sobie trochę strat z ostrzału łukami (ja poniosłem większe) nasze linie wojsk wpadły na siebie i doszło do krwawej wymiany ciosów na całej linii.

 

Walka na całej linii, chociaż zdjęcie nie ostre
Walka na całej linii, chociaż zdjęcie nie ostre
Percy i łucznicy powstrzymali Morannonów
Percy i łucznicy powstrzymali Morannonów
Bard szaleje i wycina Trakerów
Bard szaleje i wycina Trakerów

Mimo moich obaw Rybacy dzielnie się spisali zatrzymując Morannonów na całej linii - dzięki napakowanemu potęgami Bardowi, który mimo tego, że stracił konia, a mając swoje dzieci w pobliżu, szalał deklarując heroiczne walki i skutecznie wybijał przeciwników - chciałem za wszelką cenę dopaść Lidera, jednak Steven podsyłał mi na pożarcie Trakersów, czym spowalniał mi Barda. Także Hilda i jej zasada powodowała, że wygrywając walki byłem w stanie zabijać Morannonów dość skutecznie. Mniej więcej w tym samym momencie obaj mieliśmy „breaka" i tu wydarzyła się dla mnie bardzo szczęśliwa sytuacja - Lider Stevena nie zdał odwagi, uciekł z pola bitwa i tym samym jego schowany sztandar za wzgórzem także nie zdał męstwa i uciekł - yupi! Sytuacja przechylała się na moją stronę, bo jednostki Mordoru zaczęły bez swoich kapitanów dość szybko uciekać z pola walki. Ostatecznie Steven osiągnął 25% strat i zakończyliśmy bitwę. Po podsumowaniu wyników wygrałem 8:3!

 

Bitwa była napięta, jak struna i jej wynik wahał się praktycznie, aż do ostatniej tury, w której uciekł Lider, a mnie udało dopaść się drugi sztandar i wysłać go na wieczne łowy. Uścisnęliśmy sobie piątki, podziękowaliśmy za świetną bitwę i udaliśmy się na lunch. W tym samym czasie moi synowie przegrali swoje pierwsze bitwy. Ehhhh.....

 

W trakcie przerwy lunchowej (obiad wliczony w cenę biletu UKGT) mogliśmy skosztować klasycznego angielskiego jedzenia w stołówce GW i może, to kwestia gustów, ale trzeba przyznać, że chyba rozumiem dlaczego u naszych brytyjskich sąsiadów tyle osób z nadwagą....

Stołówka GW
Stołówka GW
Jak Anglicy mają być fit....
Jak Anglicy mają być fit....

Bitwa II - „Heirlooms of Ages Past"

 

Zgodnie z regulaminem drugą bitwę grałem armią Zła, a kolega Michael grał sojuszem Dain i Iron Hills z Thranduilem (ten maniak od miecza) i kilkoma Rangersami. Rzut dużą pluszową kością spowodował, że graliśmy najbardziej dyskusyjny ze scenariuszy, tj. złapanie i utrzymanie skarbu.

 

Wystawiając się naprzemienne sprawdzaliśmy skarb, jednak żaden z nas nie wyrzucił „6". I tu po raz kolejny dopisało mi szczęście - Bolg podjechał na wargu to jednego ze skarbów, rzut kością i mam „6"!

 

Bolg zdobywa skarb

 

Widziałem „załamkę" na twarzy kolegi Michaela, jednak dzielnie podjął próbę zdobycia skarbu - jego Iron Hills oraz Thranduil rzucili się przez całą planszę w kierunku Bolga. Ja z kolei powoli otaczałem kręgiem wolno nadchodzące krasnoludy i korzystając z dużej ilości łuków, co turę zdejmowałem jednego pancernego krasnoluda.

 

Wszyscy po skarb!

 

Bolg przekazał skarb dwóm swoim Łowcom i spokojnie czekałem na walkę wręcz. Widać było, że Michael chce zdobyć punkty za zabicie mojego Bolga i rzucił w jego kierunku Thranduila - uznałem, że nie po to leciałem taki szmat drogi, aby nie przyjąć wezwania... Odsunąłem moich Łowców, bo znałem straszną zasadę Króla Elfów i natarłem na niego epickiej walce sam na sam. Wygrałem pojedynek, przewaliłem króla, wbiłem mu kilka ran i zmusiłem go do wydania praktycznie wszystkich potęg, aby ratować swoje życie. W kolejnej turze ponownie natarłem na jego króla Elfów, dodatkowo atak wsparłem Łowcami, wygrałem pojedynek i odesłałem króla, tam, gdzie miejsce większości elfów :). Yeah! Mój Bolg rządził w tej bitwie!

 

W tym samym czasie moi Łowcy walczyli przeważając liczebne z Iron Hillsami i mimo, że to twardziele, to z upływem czasu wybiłem ich wszystkich do nogi. Postanowiłem nie szarżować Bolgiem na Daina, bo staram się nie prowokować facetów, którzy są trochę narwani : ). Po breaku strony Dobra podliczyliśmy punkty i wygrałem kolejną bitwę wynikiem 7:3. Bitwa toczyła się w przyjaznej i fajnej atmosferze, przy czym miałem ten komfort, że toczyła się trochę pod moje dyktando.

Thranduil zmierza ku przeznaczeniu...
Thranduil zmierza ku przeznaczeniu...
Bolg nie pęka.
Bolg nie pęka.
Iron Hills to twardziele i też godnie giną z rąk Łowców
Iron Hills to twardziele i też godnie giną z rąk Łowców
Koniec bitwy - ostał się tylko Dain.
Koniec bitwy - ostał się tylko Dain.
Karta Turniejowa
Karta Turniejowa

W tym samym czasie mój starszy syn Jan wygrał swoją pierwszą bitwę, a Grześ niestety przegrał kolejną bitwę o przysłowiowy „włos". Widziałem jego emocje i zdenerwowanie i bardzo chciałem, aby wygrał chociaż jedną bitwę tego dnia, co podniosłoby Go na duchu. Mocno ściskałem kciuki za jego trzecią bitwę.

Po zapisaniu wyników na specjalnej karcie Turniejowej i oderwaniu jej fragmentu, który przekazuje się do stolika sędziowskiego, mieliśmy chwilę odpoczynku i przystąpiliśmy do trzeciej bitwy.

 

Bitwa III - „The Lords of the Battle"

 

Po dwóch pierwszych zwycięstwach awansowałem na 8 stół, czyli top stołów turniejowych. Jak się okazało, trafiłem na Eda Balla, wielokrotnego mistrza Anglii, jednak postanowiłem tanio skóry nie sprzedać. Bardzo liczyłem na to, że przy wyborze armii będę mógł zagrać moimi Łowcami kontra jego Hobbity i Wosy - tu upatrywałem swoją szansę na realne powalczenie. Niestety rzut kością spowodował, że moi rybacy z Lake Town mieli zmierzyć się z Latającym Cyrkiem - trzy imienne Nazgule na bestiach oraz Sheloba.

 

Nie mając za bardzo koncepcji, jak tu skutecznie zagrać, postawiłem na walkę dystansową i wyciągnięcie tego co możliwe z moich łuków - cel ubić bestie. Niestety nie była to moja najlepsza decyzja, teraz to widzę po upływie czasu - powinienem był się wystawić, jak najbliżej środka stołu, tak, aby nie dać polatać bestiom i spróbować zaszarżować je w pierwszej turze. Tym samym dałem Edowi (bardzo doświadczonemu graczowi) przestrzeń do pobrykania i trzeba przyznać, że doskonale to wykorzystał....

 

Chodźcie Nazgule - We are ready!

 

Zło szykuje się do lotu

 

Coś strzeliłem, jakieś rany wbiłem, a później usłyszałem szum skrzydeł, pisk nurkujących bestii i moi rybacy ponownie musieli zmierzyć się z traumatycznym spotkaniem, tym razem aż z trzema smokami i jednym przerośniętym pająkiem. Bitwa zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła - Nazgule na bestiach rzucały, rozrywały, miotały, „puszowały", odpychały, jednym słowem doskonale się bawiły z Szelobą na czele. Nic nie ugrałem, a cała armia została kompletnie zniszczona. Wynik 0:12.

 

No i przyleciały...

 

THE END

 

Dzień pierwszy pod kątem bitewnym został zakończony, a ponieważ Ed Ball rozsmarował mnie, jak powidła na kanapeczce miałem chwilę czasu, aby przyjrzeć się w grze moim synom. Niestety Janek przegrał kolejną bitwę, jednak miał tego dnia jedno zwycięstwo za sobą. Swoje kroki skierowałem do stolika gdzie zauważyłem, że Grześ gra w otoczeniu kilku kolegów z Anglii. Obawiałem się, że może wystąpiły jakieś problemy językowe, jednak nic z tych rzeczy. Lata inwestycji w naukę języka dały świetne rezultaty - Grześ świetnie się bawił tocząc wręcz z kolegą Timem przyjacielski pojedynek, gdzie nie brakowało humoru, co chwilę przybijanych piątek i wzajemnego zapewniania się, że to najfajniejsza bitwa tego dnia. Dodatkowo Tim jest przedstawicielem znanego angielskiego klubu „Team Notts" i Grzegorz, jako jedyny z nas wygrał z jednym z graczy z tego Klubu - ja przegrałem z Edem Ballem.

Grześ w zwycięskim boju
Grześ w zwycięskim boju
Grześ wygrywa swoją pierwszą bitwę
Grześ wygrywa swoją pierwszą bitwę
Czysta przyjemność zapisać zwycięstwo
Czysta przyjemność zapisać zwycięstwo

Dzień pełen wrażeń zakończył się spotkaniem całej grającej ekipy (90 osób) w Bugman's Bar, gdzie każdy spożywał, co chciał :). Jednocześnie Adam Troke i Jay Clare opowiadali o tym, co czeka nas w najbliższym czasie w naszym hobby. Wszystko to już omawiałem w części poświęconej nowością na forum Mitrila, dlatego też pozwólcie, że przejdę do dnia następnego. Aha, dodam, że odbył się także esktremalnie trudny quiz z wiedzy o Śródziemiu, jednak mając na uwadze dzień drugi podjęliśmy zgodnie decyzję, że wracamy do hotelu na zasłużony odpoczynek.

 

Dnia drugiego, pełni animuszu po zwycięskich bitwach (szczególnie ja i cieszył się bardzo Grześ) ruszyliśmy do dalszych zmagań.

 

Bitwa IV - „Reconnoitre"

 

Tym razem grałem Siłami Zła, jednak po wylosowaniu scenariusza, trochę opadła mi szczęka, jak zobaczyłem przeciwko czemu będę grał - 100% konnego Rohanu na czele z Erkenbrandem, Eowiną i Eomerem. Co ciekawe, przeciwnik (niestety nie pamiętam imienia), nie „upgrejdował" jeźdźców na Westfold Redshields, co pozwoliło mu osiągnąć maksymalną liczbę modeli na 600 pkt. Przeciwko moim Hunterom miałem 31 konnych Rohańczyków i 100% łuków.

 

Raiders of Rohan w centrum

 

Rezerwa Rohanu pod wodzą Eowiny

 

Przyjąłem strategię zatrzymania Rohanu na linii krawędzi mojego stołu i wciągnięcia przeciwnika w pułapkę, jednak srogo się przeliczyłem. Mimo moich zachęt, aby zrobić szarżę, jak na polach Pellenoru mój kolega trzymał jednostki w dyscyplinie i raził mnie z łuków uszczuplając szeregi moich Łowców. Ostatecznie rzuciłem się do ataku, ale Bolg stracił zapał do walki, bo jak już dorwał Rohańczyków w swoje szpony, to rzucił na walkę trzy x „1"...

 

Bolg traci wiarę w walkę...  

 

Szarża Rohimirów i temat posprzątany

 

Ostatecznie podbiegam na tyle blisko, że Rohan szarżuje wszystkimi jednostkami. Niestety przegrywam praktycznie wszystkie walki (mimo takiego samego poziomu walki), co kończy sią masakrą moich Łowców. Po dwóch turach pada Bolg, a za nim reszta mojej armii. Świetna poglądowa dla mnie bitwa, która pokazała mi siłę konnego Rohanu - naprawdę szacuneczek i nabrałem ochoty na malarskie odświeżenie mojego konnego Rohanu.

 

Konkurs malarski

 

W przerwie obiadowej zostałem poproszony przez Jury o wystawienie swoich dwóch armii w kategorii konkursowej „Best Army Award" w której uczestniczyło tylko 8 wybranych uczestników z najładniejszymi dwiema armiami. Było mi bardzo miło, że mogłem znaleźć się w tak zacnym gronie, a o jakości figurek i „standów" na których część z nich została wystawiona, niech pokarzą Wam poniższe zdjęcia:

Goblin Town
Goblin Town
Niesamowici Umbarczycy
Niesamowici Umbarczycy
Umbarczycy i ich command
Umbarczycy i ich command
Szczegółowość standu była niesamowita
Szczegółowość standu była niesamowita
Bajka
Bajka
Statek w pełnej krasie
Statek w pełnej krasie
Galadhrimowie
Galadhrimowie
Elitarni Uruk-Hai
Elitarni Uruk-Hai
Fiefdoms
Fiefdoms
Angmar jednej z dwóch dziewczyn na Tunrnieju
Angmar jednej z dwóch dziewczyn na Tunrnieju
Legion Azoga
Legion Azoga
Piękny Numenor
Piękny Numenor
Moria
Moria
Moi Łowcy i Rybacy
Moi Łowcy i Rybacy

Każdy z graczy na Karcie Gracza miał karteczkę, którą się odrywało i głosowało na jednego wybranego gracza - był to głos wyłącznie graczy, co też jest bardzo fajną ideą. Ja swój głos oddałem na kolegę od piratów, bo nie dość, że bardzo ładnie ich pomalował, to sam statek z Umbaru, fragment portu, jak i sam „stand" został zrealizowany z wielką dokładnością i wyglądał kapitalnie. Jak się okazało statek z Umbaru wraz z załogą wygrał w kategorii „Best Army".

Obok „Best Army", każdy z graczy mógł wystawić modele także w dodatkowych kategoriach, takich, jak: maszyna, pojedyncza figurka, bestia oraz oddział (10 pieszych lub 6 konnych).


Bitwa V - „Hold Ground"

 

Po przerwie obiadowej w której odbywał się między innymi wybór najładniejszej armii i pozostałych kategorii malarskich, udałem się do wskazanego stołu, aby stoczyć kolejną bitwę, tym razem moją armią Dobra. Rzut kością i mamy „Hold Ground". Moim przeciwnikiem był właściciel pięknej dioramy z piratami Umbaru, dlatego też zapowiadała się bardzo ładna wizualnie bitwa.

 

Po wyjściu z różnych krawędzi główne swoje siły pod wodzą Barda, skierowałem w stronę centralnego punktu. Ostrzał z kusz piratów nie przynosił rezultatów, ponieważ tak manewrowałem głównymi siłami, aby poruszać się będąc osłoniętym za kamiennym murkiem. Drugą część moich sił, tj. łuczników pod wodzą Perciego ustawiłem na lewej stronie i tym samym główne siły piratów mogłem bez przeszkód „na czysto" ostrzeliwać.

Pozycje startowe
Pozycje startowe
Piraci nadchodzą
Piraci nadchodzą
Wchodzimy w fazę walki
Wchodzimy w fazę walki

Po dwóch, może trzech turach ostrzału nasze armie starły się w pobliżu głównego punktu i muszę powiedzieć, że nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy - Nazgul umiejętnie czarował mojego Barda starając się wyłączyć go z gry, a kiedy nawet odparłem czar, to swojej bombki używał Dalamyr. Z kolei piraci wygrywali walkę za walką masakrując moją armię..... Byłem przekonany, że dzięki przewadze spokojnie doprowadzę do zwycięstwa, a tu zaczęły się poważne problemy. W tym samym czasie kiedy trwała twarda walka przy punkcie, mój przeciwnik rzucił kuszników do walki w kierunku centralnego punktu. Widząc to, ja także ruszyłem łucznikami i Percim w kierunku punktu i walka toczyła się już na całej linii.

 

Finalne starcie

 

Prawą flankę z całą pewnością uratował mi Bard, który nie dość, że przetrzymał czary Nazgula, to zabił Dalamyra i siał postrach wśród piratów, zaś centrum z kluczowym centralnym punktem utrzymałem mimo naprawdę twardej walki. Bitwa zakończyła się moim zwycięstwem 7:3 i była to naprawdę kapitalna, a do tego piękna bitwa.

 

W przerwie przed ostatnią bitwą udałem się z chłopakami zwiedzić wystawę figurek GW w tzw. „Hall of Fame" - pamiętałem jeszcze z 2009 roku, że coś takiego było, ale to co zobaczyliśmy opuściło nam szczęki na podłogę.....

 

Sama wystawa jest bardzo ładnie zrobiona, a zaczyna się od historii, jak powstało GW i pokazane są pierwsze zestawy modeli do 40-stki i Warhammera Fantasy Battles - niektóre liczę po 20 lat. Kolejne makiety przedstawiają starcia ze świata 40-stki i obecnie promowanego „Age of Sigmar" - jedna z makiet była tak duża, że trzeba ją było zwiedzać spacerując wokół niej idąc okrągłymi schodami. Naprawdę dla fana 40-stki bądź Age of Sigmar odwiedzenie „Hall od Fame" jest absolutną koniecznością - oczywiście wszystko zrobione jest tak, że przechodząc galerię i zachwycając się makietami, modelami wychodzisz prosto do sklepu i aż masz ochotę kupić starter Space Marine lub Tau... Na szczęście udało nam się nie popełnić błędu i nie daliśmy się ponieść zakupowym emocjom, ale nie uniknęliśmy zakupu w postaci boxu do „Blood Bowla" :).

Bitwa VI - „Domination"

 

Cieszyłem się z kolejnych zwycięstw moich synów i tym samym każdy z nich miał na koncie po 2 zwycięstwa zanim przystąpiliśmy do rozgrywki ostatniej bitwy - tu już nie było co losować, bo pozostał ostatni scenariusz - „Domination".

 

Wystawiłem swoich Łowców, a mój przeciwnik miał bardzo klimatyczną armię krasnoludów pod wodzą Throra. Przeciwnik wystawił się jako pierwszy i mając w rozpisce dużo bohaterów (Thror, Młody Balin, Młody Dwalin, Młody Thorin) swoje szczupłe siły ustawił przy centralnym punkcie zostawiając Młodego Dwalina i kilka krasnoludów do utrzymania jeszcze jednego punktu. Ja swoje siły ustawiłem w bezpiecznej odległości od krasnoludów i postanowiłem za wszelką cenę wykorzystać potencjał zatrutych strzał i zadać ranę Liderowi, tj. Throrowi. Plan mi się udał, Thor otrzymał ranienie i co ciekawe przez kolejne tury mój przeciwnik rzucał „1" powodując tym samym automatyczną ranę, jednak za każdym razem wykorzystując punkty losu udało mu się uniknąć kolejnych ran.

 

Ostrzał z łuków

 

Bolg szykuje się do szarży  

 

Ja miałem zdobyte punkty za ranę i mogłem spokojnie przygotować się do szarży. W kolejnej turze ruszyłem do walki wręcz. Bolg szalał zabijając kolejne krasnoludy, jednak został osaczony przez kilku bohaterów i po dwóch turach zaciętej walki poległ. Zrobił jednak swoje i Fimbul przejął dowodzenia skutecznie trzymając Łowców na polu walki. W finale kontrolowałem chyba wszystkie punkty i wygrałem ostatecznie 8:3. Kolejna fajna i klimatyczna bitwa.

 

W sumie turniej zakończyłem 4 zwycięstwami i 2 porażkami - odwrotny bilans mieli moi synowie. Byliśmy bardzo zadowoleni z osiągniętych wyników i przyszedł czas na ceremonię nagród.

 

Sama ceremonia przebiegała w bardzo przyjemnej atmosferze, przy dużej ilości braw, pohukiwań i okrzyków na cześć zwycięzców w poszczególnych kategoriach. Dla mnie szczególnym momentem było wyjście na środek i odebranie nominacji wśród 8 pozostałych kolegów za „Best Army" - bardzo fajny moment.

Koniec bitwy
Koniec bitwy
Ceremonia zamknięcia Turnieju
Ceremonia zamknięcia Turnieju
Nominowani w kategorii Best Army
Nominowani w kategorii Best Army
Best Army - inne ujęcie
Best Army - inne ujęcie

Trzy pierwsze miejsca zajęli odpowiednio:

 

  • Ed Ball - III miejsce

  • Jay Clare (z teamu ForgeWorld) - II miejsce

  • Dave Nolan - I miejsce
I miejsce - Dave Nolan
I miejsce - Dave Nolan
II miejsce - Jay Clare
II miejsce - Jay Clare
III miejsce - Ed Ball
III miejsce - Ed Ball

Fantastyczny turniej dobiegł końca i czas na podsumowanie.

 

Podsumowanie

Kalins:

Przede wszystkim, to co mnie uderzyło już po pierwszych kilku bitwach, to absolutny luz graczy, którzy przyjechali na UKGT. Zero jakichkolwiek napięć przy stole, po prostu czysta przyjemność gry - moje zdanie podzielają także moi synowie i w sumie rozegraliśmy 18 bitew nie mając ani jednej, powtórzę, ani jeden dyskusyjnej sytuacji związanej z zasadami, poruszaniem się naszych jednostek itp. Naprawdę kultura gry na najwyższym poziomie i po kilkunastu rozegranych bitwach mam (wraz z synami) wyłącznie pozytywne wspomnienie o stylu i kulturze gry naszych wyspiarskich sąsiadów. Dodam, że nie było żadnej „napinki" o zmianę decyzji po wykonaniu ruchu - ani razu nikt nie protestował, co chyba nie jest normą na naszych turniejach. Co ciekawe - moi synowie obserwowali finałowe starcie w którym finalista podpowiadał swojemu przeciwnikowi kiedy ten zastanawiał się nad jak najlepszym wykorzystaniem zasięgu szarży. Naprawdę ciekawe i bardzo pouczające doświadczenie.

 

Druga kwestia, to oczywiście obok kilku graczy mocno nastawionych na zwycięstwo, zdecydowana większość przyjechała grając bardzo klimatycznymi armiami. Widziałem czyste Dale, Numenor, Isengard (bardzo popularny), Kompanię Thorina, czystą armię na Mahudach, a Dave Nolan (jeśli dobrze pamiętam) swoją armię opierał na konnych rycerzach z Rivendell i jednym bądź dwóch bohaterach - przypomnę, że wygrał turniej. No właśnie i tu dochodzę do kolejnej kwestii - mieliśmy z synami przeświadczenie, że nasi koledzy z Anglii grając nawet bardzo klimatycznymi armiami, które w naszej ocenie „nie rokują", naprawdę umiejętnie nimi grali, wyciągając z nich maksimum możliwości.

 

Jeśli miałbym odpowiedzieć jednym zdaniem, czy polecam wyjazd na UKGT, to zdecydowanie tak: kapitalne miejscem, jakim jest siedziba GW, świetni ludzie, mega przyjemne bitwy i klimat samego miejsca. Co prawda sam wyjazd nie należy do najtańszych, bo wejściówka na Turniej kosztuje 65 funtów (w tym dwa obiady), lot to około 250 zł. bilet w dwie strony + koszty hotelu i jakiegoś wyżywienia.

 

Grześ:

Cały UKGT uważam za wielką i niesamowitą przygodę. Wszystkie sześć bitew, które rozegrałem były bez najmniejszych lub jakichkolwiek spin. To był naprawdę niesamowite, gdy 90 osób gra w ten sam system co Ty i możesz z nimi porozmawiać o LOTRZe w innym języku. Jeżeli chodzi o armie lub klimat ich armii to było super, widziałem chyba tylko dwie, czy trzy armie OP (na szczęście z żadną nie grałem ;) ). Atmosfera gry była bardzo miła, nie było jakoś bardzo głośno i nikt się z nikim o nic nie sprzeczał. Nawet gracze w walce o finał podpowiadali sobie, ten, który przegrał i to jeszcze w kluczowym momencie! Także cały wyjazd oceniam bardzo, ale to bardzo udanie!

 

Jan:

Moim zdaniem turniej UKGT, to niezapomniane doświadczenie, które będę długo wspominał. Bardzo podobało mi się podejście graczy do rozgrywki - odniosłem wrażenie, że priorytetem było stworzenie rozpiski zgodnej z fabułą książek i filmów niż czysty power gaming, jaki można wycisnąć z rozpiski. Było to dla mnie zaskakujące, szczególnie po tym jak nasłuchałem się przed wyjazdem o brytyjskim power gamingu - po doświadczeniach opisanych po Ardaconie. Pozytywnie zaskoczyłem się również lekkością, z jaką Anglicy podchodzili do bitew i brakiem jakichkolwiek kłótni, czy to podczas moich, czy którychkolwiek obserwowanych przeze mnie rozgrywek. Zdecydowanie polecam spróbowanie swoich sił na następnym UKGT każdemu, a nie wyłącznie profesjonalnym graczom turniejowym.

 

Szanowni, mam nadzieję, że opis UKGT Wam się spodobał, raz jeszcze dziękuję tym, którzy mi i moim chłopakom pomogli przed tą eskapadą (Ajas, Barti, Godfryd) z góry dziękuję za wszelkie komentarze, bo to jedyna zapłata za kilka godzin pisania artykułu :)

 

I do zobaczenia w maju na Urodzinach Mitrila (szczegóły niebawem).

 

Serdecznie pozdrawiam,


Kalins

 


 

Aby móc komentować musisz się zalogować!

Kliknij i przejdź do okienka logowania u góry strony.
Dodał: @Barti / @Redaktor   |  
Data: 21.03.2017, 19:39

Kawał dobrej roboty. Gratuluje wyjazdu i wyników!

Dodał: ~kuli / ~Pomocnik Szamana   |  
Data: 20.03.2017, 20:59

Gratki za wyjazd, jak i za relacje ;) napeawno zachęca do brania udziału w tego typu imprezach

Dodał: ~darulus1 / ~Krasnoludzki Zwiadowca   |  
Data: 20.03.2017, 11:01

Witam, po latach :),udało mi się zalogować z tej strony Darulus, pozdrawiam wszystkich. Co tu dużo pisać, wspomnienia wróciły! Gratuluję wyjazdu i świetnego raportu. Figurki zachwycają, zasłużony top8 że się tak wyrażę.
Do LOTRa/Hobbita już pewnie nie wrócę ale jak by co 40k maluję i nawet zacząłem grać.

Dodał: ~bonuspl / ~Straźnik wyschniętej studni   |  
Data: 20.03.2017, 09:03

elegancka relacja ;)
Przeszedł bym się na taki turniej ;)

Dodał: ~puzi / ~Kwatermistrz-piwowar   |  
Data: 19.03.2017, 21:00

Hej hej, super artykuł, wspaniale się czyta. Szczerze gratuluję udanego wyjazdu i przygody. A miejsce faktycznie warte odwiedzenia, jak mi dzieci urosną ;)

Dodał: ~Dragon_Warrior / ~Kwatermistrz-piwowar   |  
Data: 19.03.2017, 18:08

Kurczę, jeśli coś miałoby mnie jeszcze kiedykolwiek przekonać do aktywnego grania w gry GW to pewnie właśnie tak bogate turnieje. W końcu to jaka gra jest lepsza, fajniejsza czy ciekawsza to kwestia subiektywnej dyskusji... ale taka oprawa turniejowa to już stety/niestety czysto obiektywna zarąbistość.

Dodał: ~BlackMist / ~Pomocnik Szamana   |  
Data: 19.03.2017, 17:56

Swietny raport Kalins & Co. Zaraaaaaabiste armie masz :)

2 poprawki - Dave Nolan gral Gondorem / Ostatnie GT bylo w 2012. Michal Molenda wygral w 2009, potem jeszcze ja wygralem w 2011, a Ed Ball w 2012.

Jak to w ogole mozliwe, ze hostowalem Cie z Darulusem prawie dekade temu? :D Stare dziady z nas juz...

Dodał: @TonyStark / @Redaktor   |  
Data: 19.03.2017, 16:05

Super opis. Fajnie że udał się wyjazd. Gratulacje wyróżnienia armii :) i brawo dla synów że potrafili odnieść też swój sukces.

Dodał: ~Huppcio / ~Pogromca Smokłw   |  
Data: 19.03.2017, 14:51

Gratuluję chęci i zazdroszczę wspomnień :)

Dodał: *Mordor_ASR / *Sztygar   |  
Data: 19.03.2017, 14:39

Kalins! Adoptuj mnie!

Dodał: ~Jeru / ~Płomień z Udunu   |  
Data: 19.03.2017, 13:29

Trzy bestie na stole, chyba gdzieś słyszę wycie jakiegoś koszyka :P

Dodał: ~Arasanin- Julian szucik / ~Gobliński jeździec   |  
Data: 19.03.2017, 12:24

Kurcze, no jak będzie jakaś ekipa z Bydzi w przyszłym roku to chyba się wreszcie ruszę z miejsca ;)
Bardzo zachęcający artykuł :D.

Dodał: ~Potemp / ~Sędzia LO   |  
Data: 18.03.2017, 23:54

Raczej obaj nie znaliście do końca nowego scenariusza :P
Rzuciło mi się w oczy i informuje co by nasi postronni gracze przypadkiem nie przyswoili tych informacji za poprawne.

Dodał: @Kalins / @Redaktor Naczelny   |  
Data: 18.03.2017, 23:41

Potemp, w tej sytuacji ze skarbem to już może mnie pamięć może mylić i mogło być tak, że odkryłem skarb Bolgiem, bo jeśli dobrze pamiętam, to ustaliliśmy z kolegą, że konne jednostki mogą podnosić - on miał Daina na śwince i chyba mu na tym zależało. Co do przekazania skarbu, to po prostu nie pamietam, czy Bolg tylko odkrył i zajął się Thranduilem, a skarb przejęli piesi Łowcy. Powinienem raport spisać zaraz po turnieju, ale nie miałem kompletnie czasu.

Dodał: ~Potemp / ~Sędzia LO   |  
Data: 18.03.2017, 23:16

Bardzo fajnie się czytało art. Dobra robota. Zazdroszczę wyjazdu i kusi mnie na kolejną wycieczkę :)
Ps. Jedno co mi tu nie gra to kwestia Bolga na wargu podnoszącego relikt (może podnosić tylko piesza jednostka) i dalszy ciąg, czyli przekazanie go zwykłym Hunterom (reliktu nie można przekazywać).

Dodał: ~Wiesniak / ~Gwardia Drzwi Durina   |  
Data: 18.03.2017, 22:41

Zazdroszczę turnieju i wyprawy!
Wszystko naprawdę pięknie i fajnie. Ale żeby fasola do burgerów??? WTF? To, że frytki są grubości przedramienia i bułka posypana chyba cukrem pudrem to już pominę.. :-)

Dodał: @Ajas / @Redaktor   |  
Data: 18.03.2017, 21:29

Bardzo miła lektura :) Aż coś w środku zaczyna kusić mnie na kolejną eskapadę na Ardacon ;)

Pozdrawiam, Ajas :D

Właściciel strony: Kalins

Grafika:

Realizacja: omnia.pl i Agencja Interaktywna Arcymedia CMS: omnia.CMS