Raport - Cień Wschodu 2011
Dodał: Ajas
30.11.2011, 22:29
Ponownie odrabiając zaległości wyjazdowe poznańsko–bydgoska ekipa ruszyła na daleki Wschód – do egzotycznej krainy Misiów Polarnych (które, pojawiają się również w Słupsku i Ełku, jak informują mnie pewne źródła), pięknego akcentu i autobusów na szelkach.
DZIEŃ PIERWSZY
Ekipa liczyła sobie 8 osób, a byli to Forest, Kevin, Kuli, Lemur, Leo, Madril, Pyrduś, i ja. Sama jazda pociągiem zapowiadała się całkiem wygodnie – bezpośredni pociąg bez przesiadek to jest coś, co lubię. Zapowiadało się tak dobrze, że zaplanowaliśmy nawet turniej lokalny, lecz niestety PKP nie stanęły na wysokości zadania i nie zapewniły nam należytych warunków do gry – innymi słowy: dużą część trasy przebyliśmy siedząc/kucając/opierając się o cokolwiek/lewitując/itp. Mimo niewygody dobry humor nas nie opuszczał i zdecydowanie jak każda rasowa grupa LotR’owców nie dawaliśmy żyć wszystkim dookoła stosując głośne dyskusje, niezrozumiały dla zwykłego śmiertelnika żargon i wybuchanie gromkim śmiechem w dość równych odstępach czasowych.
Początkowy plan zakładał, że w Warszawie Emo dosiądzie się do nas stanowiąc Dziewięciu dotrzemy do Lublina, niestety szumy komunikacyjne wspomniane przez McLuhana doprowadziły do tego, że słupski lubelak pomylił pociągi i był zmuszony czekać na nas w samym Lublinie.
W tym czasie naszą podróż umilały dyskusje na wszelkie tematy zaczynając od kombinowania nad rozpiskami, ekwilibrystyczne popisy duetu Forest & Gumowy Sprzęt, czy też długa debata na temat gwary z okolic byłego zaboru pruskiego. Do tego po raz kolejny przyszło mi bronić terminu ostrzytko w odniesieniu do pewnego elementu wyposażenia piórnika. W owej dyspucie dzielnie towarzyszyła nam Pani studiująca w Poznaniu historię, a pochodząca z okolic Nałęczowa – najpewniej dzięki temu pobiła światowy rekord w przebywaniu z LotR’owcami na czas (w kategorii biorących czynny i udział w dyskusji).
W mieście inspiracji (dla niedoinformowanych – Lublinie) czym prędzej skierowaliśmy swe kroki na dworzec PKS, który był obsługiwane, jak był to rad ocenić MordorASR „busy z Kazachstanu” niemniej, był to jedyny środek transportu do Świdnika, więc nie kaprysząc nadto wpakowaliśmy się do owego wehikułu mylnie sądząc, że mamy do czynienia z niemal w pełni załadowanym środkiem lokomocji (to jak bardzo byliśmy w błędzie miała nam dopiero udowodnić niedzielna eskapada na Dworzec w drodze powrotnej).
Dzięki niebywałym zdolnościom Emo w końcu dotarliśmy na miejsce konwentu (szumnie brzmiący: Świdkon). Powitał nas tam YEELLOW, wraz z kielecko-krakowską ekipą w składzie: Lord Mike, Cichy, Sayid oraz Piter. Pierwszy wieczór minął nam na drobnej pomocy przy rozstawianiu stołów, ogarnianiu lokalizacji najbliższych lokali gastronomicznych, sklepów oraz, co równie ważne (a może, jeszcze ważniejsze na turniejach) pryszniców.
Kevin prezentujący pierwszy styl siedzenia w pociagach
Kevin prezentujący pierwszy styl siedzenia w pociagach
Madril jako młody człowiek (jeszcze) stoi
Kuli i jego zdjąto z przygody z Bocianem (ocalał!)
Ekipa z Poznania opłaca wejściówkę
Leo zastanawia się nad pizzą
Kuli i Sayid podczas noszenia stołów
Kuli brata Mike'a i Lemura (kto był na DF, ten wie o co chodzi)
Kuli odkrywa nowe (sic!) kapcie Lemura
Materac czteroosobowy z Poznania
Materac czteroosobowy z Krakowa
Kat i Mazi (poranny zaciesz)
Śniadanie... śniadanie... śniadanie...
Kuli odkrywa liściki od Alexa
Rozpiski
Dodatkowym atutem turnieju poza jego zwyczajowymi przyjemnościami do których zalicza się spotkanie z dawno nie widzianymi ludźmi było to, że odbywał się on na zasadach LoME, i jak by to było mało na duże punkty. Z pomocą Geigera skleciłem sobie wesołe dobro w którym po raz pierwszy w życiu zagrałem turniejowo outsiderami wraz z Gamlingiem pod czujną opieką Galadrieli.
Zło składało się z mojego ulubieńca wśród Nazguli jakim jest Knight of Umbar, znanego i (nie) lubianego bębniarza, taskmastera i podwójnego wałka morków. Wyglądało to tak:
|
PLEŚNIACKI KORPUS STRZELCÓW POD WODZĄ BIAŁEJ WIEDŹMY I WOLNA KOMPANIA STEFANÓW Z ROHANU
LOTHLORIEN
Galadriela (LIDER)
17x Wojownik Leśnych Elfów (broń miotana)
14x Wojownik Leśnych Elfów (włócznia)
13x Wojownik Leśnych Elfów (elficki łuk)
4x Wojownik Leśnych Elfów (elficki łuk, włócznia)
3x Gwardzista Pałacu Galadhimów
THEODEN’S HOST
Gamling Chorąży Rohanu (Królewska Chorągiew Rohanu)
Stefan (Straż Przednia Rohanu + koń)
Alex (Straż Przednia Rohanu + koń)
Balin (Straż Przednia Rohanu)
Neo (Straż Przednia Rohanu)
Szirer (Straż Przednia Rohanu)
Zich (Straż Przednia Rohanu)
Ven (Straż Przednia Rohanu)
Gymlet (Straż Przednia Rohanu)
Zack (Straż Przednia Rohanu)
Kevin (Straż Przednia Rohanu)
|
BO LICZY SIĘ KLIMAT I DOBRA ZABAWA
THE NAZGUL
Rycerz Umbaru (Bestia) LIDER
DOL GULDUR
Tekla <Królowa Pająków>
THE BLACK GATE
Mścisław <Poganiacz Orków>
Dobosław <Bębniarz Orków>
20x Ork z Morannon (tarcza, włócznia)
18x Ork z Morannon (tarcza)
13x Tropiciel Orków
6x Tropiciel Orków (warg)
|
DZIEŃ DRUGI
Pierwsza Bitwa
Przeciwnik: Piotr „Piterson” Grzegolec
Armia: Nazgul, katapulta czarnych, standard morków/orków/tracków i szaman
Scenariusz: Meeting Engagement
Pierwszą bitwę przyszło mi stoczyć z jednym ze starych kieleckich wyjadaczy – Piterem. Wylosowany scenariusz zakładał, że naszym celem jest wybicie ¾ modeli wroga jako, że nasze armie należały do tych stosunkowo licznych od początku zapowiadało się na remis. Dzięki takiemu, a nie innemu rozstawieniu terenów udało mi się schować za skałami wszystkich łuczników, których miałem.
Plan był prosty – odstrzelić dwóch obsługantów, co spowodowało by, że maszynka trafia tylko na „6” i rozstrzelać wroga. Niestety 17 leśnych łuków i 10 z Potęgami nie wystarczyło… Pozostała część armii przyjęła formację bojową znaną jako „biedronka” dzięki której straty z ostrzału katapulty zostały zminimalizowane.
Bitwa nie należała do najciekawszych, jedynym elementem zasługującym na uwagę była zabawa moich łuczników z warg riderami w chowanego. Po bitwie stwierdzam, że trzeba było zaryzykować i albo postawić strzelecki klocek z „czujkami”, albo całą armią ruszyć od początku w rozsypce. Tak, czy inaczej wynik był uczciwy, a bitwa miła – akurat na początek.
Wynik: Draw
Niestety odwrócony, ale Piter
Leśniaki szykują się do galopu
Łuki udają, że ich nie ma
Formacja bojowa szerzej znana jako "Biedronka"
Zielonoskóre tracki szczerzą się z oddali
Morki... leśniaki ich nie lubią
Orkowe łuki zbierają niezłe żniwo
Tu rzucim, tam strzelim... ale i tak będzie remis
Pajęczyca przez całą bitwę straszyła z oddali
Co ciekawe, walka wręcz leśniaków sprawiała wrażenie skuteczniejszej
Ale i tak nikt nie zdążył wyciąć wroga do 1/4 sił początkowych
Druga Bitwa
Przeciwnik: Lew „Leo” Sołowiej
Armia: Durin, Mardin, Galadriela i mieszanka krasiów z leśniakami
Scenariusz: High Ground
Posiadając bęben posiadałem sporą przewagę w tym scenariuszu, lecz zarówno wroga armia jak i przeciwnik byli wymagający. Leoris jakiś czas temu zaczął osiągać coraz lepsze wyniki, co mnie cieszy, lecz od czasu do czasu zdarza mu się nieprzyjemnie hawkować ;)
Strzelanie niewiele wnosiło do gry, ponieważ Galadriela odpaliła „światełko” więc strzelanie na czysto nie miało sensu – oddałem tylko ze dwie honorowe salwy, które w zasadzie nic nie zmieniły.
Po zdobyciu górki rozpoczęła się walka wręcz. Przyznam szczerze, że liczyłem na dużo większą żywotność morków w walce z Khazadami. Prawdą jest, że wyższa walka i zabijanie na 5+ z dwóch kości jest mocne, ale chwilami statystyka zmieniała się na korzyść Leo. Licząc się z ewentualną przegraną walką ruszyłem bestią na tyły wroga, jednak walka z czterema modelami Leo zakończyła się dwiema ranami, co w sumie Nazgul mający 3 Potęgi i 2 losy statystycznie powinien przeżyć, lecz to był ten moment, gdy kości pokazują tak zwane „snake eyes”. Uboższy o bestię i turę później o spiderkę – co w zasadzie było logiczną konsekwencją tego, że mimo wszystko 3 Wole to mało przeciwko Galadrieli.
W pewnym momencie zaczął się brejk, tak więc byłem skazany na bardzo chwiejną defensywę opierającą się na Męstwie Dobosza (Man of The Match!) i biczownika. Paniczna obrona pagórka przed rosnącymi zewsząd szeregami udała się o tyle, że kilku cwanych orków dzięki pomyłce Leo pozostała na górce.
Wynik: Minor Lose
Rzut oka na pole bitwy z daleka
KoU stara się szarpać wroga na jego tyłach...
... i znika, bo nie ma to ja 1 i 1 na Los...
PRZERWA OBIADOWA
Czas dostępny na posilenie się spędziliśmy w najbliższej restauracji ciesząc się smakiem mniej (londyńska z… jajkiem!) lub bardziej (hawajska) klasycznej pizzy. Siadając przy wspólnym stole Jagoda, Jurek, oraz reprezentacja UWO i AP zgodnie szamała włoskie specjały.
Trzecia Bitwa
Przeciwnik: Tomasz „Recuso” Urbanowski
Armia: Sauron z masą morków i orków + banner
Scenariusz: Contest of the Champions
Trzecia bitwa po małej przegranej i remisie to chyba czas najwyższy na odbicie się od dna! Niestety na owym dnie gdzie miało się równie żałosny wynik, jak mój cierpliwie czekał Sauron i Contest – na serio gorzej już być nie mogło…
Przyszło nam zagrać na klimatycznym stole wzorowanym na ruiny Osgiliath. Armia Recuso została podzielona na dwie części – do jednej z nich wraz z jednostkami do walki wręcz (dzidy i piki) pobiegła Galadriela, by czym prędzej nabijać fragi. Ostrzał outów miał na celu zdjęcie tylko i wyłącznie modeli będących zasłoną dla leśniaków, by ci mogli próbować zranić Saurona.
Początkowe saldo zabitych modeli wynosiło 2:1 dla mnie (tak to jest, gdy udaje się unieruchamiać Nieprzyjaciela, a Galadriela swoją bladoskórą łapką pierze orków po ich szkaradnych mordach). Niestety od czasu do czasu nawet chmara elfów przegrywa z jednym orkiem i w ten właśnie sposób Gala zbierała rany od wroga (co ciekawe, dopiero po bitwie spostrzegłem, że nie udało mi się zdać ani jednego fate’a). Niestety przy wyniku 4:2 dla mnie Galadriela zginęła i nic już nie stało na przeszkodzie by Sauron wygrał. Bitwa była bardzo emocjonująca, choć pozostał pewien niedosyt – wszak Sauron stał już tylko na 2 życiach ;)
Wynik: Major Lose
"A plan jest taki... ja idę plaskać orków po mordach, a wy mnie osłaniacie!"
Orkowie znikają, ale Sauron wciaż żyje mimo niezłych sukcesów z ostrzalu
Czwarta Bitwa
Przeciwnik: Piotr „Guardian” Żórawski
Armia: Khamul, Suladan, Taskmaster i mieszanka eastów z haradrimami
Scenariusz: Kill the King
W tej bitwie naprzeciw siebie stanęli Galadriela i Khamul. Bitwa była dość przewidywalna – armia Guardiana biegła, a moja strzelała. W końcu łuki mogły się popisać i udowodnić, że jednak z czymś sobie radzą (armia ze wschodu i południa została złamana w 3 turze ostrzału). W chwili, gdy doszło do walki wręcz, Khamul był już bez bestii, a Suladan zginął Guardian poddał bitwę.
Wynik: Major Win
Guardian rozstawia swoje siły
Tutaj juz mieli brejka :)
Nieco zdjęć z innych stołów:
Z samego rana LotR'owcy przybywali tłumnie na miejsce gry
Garsteczka battlowców dodawała kolorytu
Blaty gotowe, by spłynąć krwią (ewentualnie roztopionym plastikiem)
Mobilne Centrum Dowodzenia
Kuli wyraźnie o coś zatroskany
Leniwa atmosfera przed starciami
Zack i jego dzielna pomocniczka
Zack optymistycznie patrzy w przyszłość
Bardzo ładnie przygotowane stanowska gry
Hajmon, Kijanka, Leo i Madril
Justin Bieber Polskiego LotR'a (jeszcze chwila i zobaczycie tą zaczeskę!)
Battlowcy równiez przygotowują się do gry
Nasze stoły były dużo ładniejsze :)
Brrr... kwadratowe podstawki x_X
Kawaleryjska rozpiska Mordora
Piesze mięsko do rozjechania
W mojej ocenie drejki są ładniejsze od smoczków
"Jak tu nie dać się rozjechać?"
Smoki, trolle, balrogowie - czego tam nie było!
Klimatyczna potyczka Isenu i Rohanu
Madril - generał Białej Dłoni
Forest Miłośnik Czarnuchów (bez skojarzeń)
Omnomnomnomnom! Krasnoludki! Omnomnomnomnom!
Redaktorzy podczas ostrej gry o pietruszkę
Na szczęście sala miała duże okna :)
Standardowa wymiana koszulek... yyy co?!
Majkel dostrzega czujne oko obiektywu
Mroczny Pan i wianuszek wielbicieli
Nie ma to jak domek a'la Bag End w samym sercu Mordoru
Kevin i jego nieśmiertelny kapelusz
Rzeźnia, rzeźnia, rzeźnia...
Spokojnie, ten Pan tylko udaje wariata... chyba...
Chyba nawet Unga miał smoka!
Choć akurat tego nie jestem pewien
Klepanie D10 to ciężki kawał chleba
Hajmon deprawuje nieletnich
"Hmm.. czegoś jakby brakuje..."
Centrum dowodzenia przeszkadzało wolnej prasie w czasie zdobywania materiałów
Isen również w formacji bojowej
"Trzeciego dnia o świcie wypatrujcie..." czy jakoś tak :)
Forest przybiera marsowy wyraz twarzy chcąc przerazić wroga
Ven wspierał nas duchowo...
Lemur (ma loczki ja łowiecka!)
Jurek wyraźnie zadowolony z debiutu na turnieju
Kuli zamawiający pizzę z jajkiem sadzonym
Jak zwykle cały "lokal" musiał być dla nas przemeblowany
YEELLOW wyróżnia się za pomocą koszulki
Omnomnomnom! Obgryzanie paznokci! Omnomnomnom!
Hmm tak wiem, Kuli jest dziwny
Nie ma to jak sproszkowane pieguski z jogurtem!
NOCNE MANEWRY
Wieczór zaczął się zabawnie, otóż Lemur i Kuli planując następny dzień perspektywicznie przy licznym audytorium rozegrali swoja czwartą bitwę (było, by mniej liczne gdyby Kijanka słuchał komend Lemura, które oscylowały w okolicach „Won!” i „Kijanka idź sobie!”). W tej tytanicznej walce okazało się, że bardziej smocze, były smoki Kuliego.
Część graczy powędrowała do pobliskiego pubu odbić się od ściany ludzi, która oglądała walkę Kliczko vs Adame, pozostali korzystali z uroków prysznica, gry w piłkę nożna za pomocą kulki papieru, lub zabawy w „Czarne Historie”. Później część ludzi poszła grać w pokera, zaś inni wciąż starali się dowiedzieć dlaczego „W samo południe ktoś zginął nienaturalną śmiercią” (pozdro Kuli).
Czymś na co chciał bym oficjalnie posmęcić jest fakt, iż nikt nie potrafił zgasić jupiterów świecących pod sufitem.. sala gimnastyczna jest ok, ale światła non stop już nie :/
Drugi dzień gry zaczął się od konkursu malarskiego:
Saruman (tak, Gandalf poddał się operacji)
Prawie krasnoludzki sztab dowodzenia
SL w towarzystwie dwóch kapcioszków BGoBD
DZIEŃ TRZECI
Piąta Bitwa
Przeciwnik: Bartłomiej „Cichy” Cichy
Armia: Gandalf, król krasnoludów i GC + KG
Scenariusz: Reconnoitre
Początek gry nie zapowiadał się zbyt miło – w pierwszej rundzie po wygranym pierwszeństwie poruszyłem moje szeregi o 9” ciesząc się benefitem płynącym z posiadania bębniarza, nagle jednak Cichy oznajmił mi, że mogę poruszyć się ponieważ deklaracja bębnienia ma miejsce przed rzutem na pierwszeństwo. W tamtej chwili oniemiałem… Pomijąc taki detal, że zasada Advance! „(…) after start of The Moving phase (…)” to i tak nie sądziłem, że przjdzie mi spotkać się z tak niemiłym zagraniem. Niestety głośne protesty Cichego i brak zrozumienia dla moich argumentów zmusiły mnie do zawołania Zacka. Spór został rozstrzygnięty w sposób zgodny z regułami gry, choć Bartek nie omieszkał na koniec dodać, że w Krakowie grają inaczej. Po tym niemiłym i zupełnie zbędnym spięciu postanowiłem, że gdy pojawi się równie pierdołowata kwestia w której można zagrać przeciwnikowi na nerwach skorzystam z niej – nie spodziewałem się, że grając o pietruszkę Cichy będzie tak zacięcie próbował postawić na swoim wprowadzając do gry złą atmosferę.
Po kilku standardowych rundach grzecznościowych wymian salwy, która w zasadzie nic nie zmieniała moja armia gnała w stronę krawędzi wroga. Po rozdzieleniu jej na połowę trackersami zająłem prawą flankę, zaś twardszym mięskiem pod wodzą KoU ruszyłem na prawą. Tekla niemal całą bitwę przesiedziała ze spokojem za jedną z makiet umiejscowionych przy mojej krawędzi. Nie zważając na straty spowodowane ostrzałem gnałem ile sił.
Gandalf rzucił około 2 lub 3 blastów po czym stracił wolę. Najważniejsze działo się na prawej flance, niestety 18 tracków nie dało rady zastrzelić 2 RotN’ów, którzy przebili się przez nich i ruszyli w stronę mojej krawędzi, w międzyczasie Tekla zdążyła przebiec niemal cały stół i nawet nadgryźć nieco Gandalfa. Po urodzeniu 3 dzieciaczków wróciła do szamania czarodzieja, zaś o wszystkim rozstrzygnęła ostatnia runda. Wygrałem spornego heroika i mogłem wystawić nerwy Cichego na próbę: moje saldo modeli za krawędzią wroga wyniosło 3:0 dla mnie, a mój wygrany sporny pozwalał mi na 2 minuty zastanowienia się, co też zrobić KoU, by doczekać do końca gry. Nagle Cichy zaczął lament pod tytułem „Nie bądź chamski/tak się nie gra!” itp. Później, gdy skończyłem ruch jednak czas, który został Cichemu dawał mu tylko Minora w plecy, a mi odbierał 6 VP (albo coś koło tego), ale mam nadzieję, że jest to dobra nauczka na przyszłość – albo gra się całą bitwę miło i kulturalnie, albo chamsko jednocześnie licząc się z tym, że przeciwnik również może w ten sposób zagrać.
Wynik: Minor Win
Niech strzelaja... co mi tam :)
Przeciskamy się przez wały!
Cudaki zapewniające mi Minora :)
Szósta Bitwa
Przeciwnik: Marcin „Emo” Naprawski
Armia: Isildur, Galadriela i mieszanka Numenorejczyków z pikami Galadhrimów
Scenariusz: I’ll met by Moonlight
Po raz kolejny przyszło mi stanąć naprzeciw Emo – jako, że znamy się nie od dziś była to najprzyjemniejsza i najzabawniejsza z moich bitew na tym turnieju. Rozstawienie wymagało od nas podzielenia armii. Siły Emo w postaci łuków i pik wraz z Galadrielą zostały rozstawione niedaleko środka stołu, naprzeciw postawiłem masę morków pod wodzą poganiacza. Szybko okazało się, że strzelania w wykonaniu Emo nie będzie. Szereg morków zaczął sukcesywne zdejmować szlachetnych pobratymców Islidura. Sam panicz Numenoru śmigał do walki na swym cudnym rumaku, lecz na jego drodze pojawiło się 18 łuków trackersów, które zręcznie pozbawiały go szansy na Heroiczne Walki i nie tylko. Sprawę sukcesji Numenoru zakończył KoU w duecie z Teklą zjadając dzielnego człowieczka z Pierścieniem. Ku mojemu zdumieniu Galadriela wycofała się do lasu skąd od czasu do czasu, raczej z grzeczności próbowała rzucić jakieś zaklęcie na moich bohaterów.
Od tamtej chwili gra stała się wyścigiem z czasem – czy szeregi z Mordoru dadzą radę zjeść Numenor do końca, czy też nie? Jednak udało się, przy czym bitwa i tak była miła dla obu stron.
Wynik: Major Win
Tereny zostały rozstawione w bardzo zabawny sposób robiąc zygzak na prawej części stołu
Isildur gna na swym cudnym rumaku :)
Szeregi numenoru topnieją...
Których jest całlkiem sporo
Trackery celują w stronę...
Żeby nie było, że KoU gdzieś zniknął ;)
Rumil dzielnie odpierał ataki orków
Podsumowanie Turnieju
Turniej zaliczam do udanych mimo dość słabego miejsca, jak na początkowe oczekiwania. Na szczęście należałem do tych farciarzy, którzy nie wlekli ze sobą przez pół Polski drugiej armii na wycieczkę do Świdnika (ukłony dla Solmyra i paru innych osób). Atmosfera była nadzwyczaj przyjazna, a przeciwnicy (z małym wyjątkiem) sympatyczni i bezspinowi. W tym miejscu należy podziękować:
- sędziom: Zackowi i Jelonkowi za wspólne ogarnianie
- ekipie z Poznania i reprezentacji wyjazdowej AP
- Jagodzie i Jurkowi za nawiedzenie nas
- moim przeciwnikom: Piterowi, Leo, Recuso, Guardianowi, Cichemu (mimo wszystko) i niezastąpionemu Emo
- UWO, MKE, Kielcom i innym niezrzeszonym za wspólne przebywanie na turnieju
- lubelskim graczom za ich rewelacyjny akcent i podejście do życia
Na sam koniec chciał bym zawrzeć pewną sugestię: niech za rok będzie wymóg dwóch armii – patrząc na stoły jestem pewien, że dzieciaki zazwyczaj miały 2 armie, a starzy wyjadacze z lenistwa tylko po jednej! :P
Warto też dodać, że gracze Ligi Lubelskiej świętowali koniec swego sezonu :)
Zaroiło się od reporterów
"Nie dotykaj! Losowanie będzie!"
Maszyna losująca typu Jurek
Kuli sprawia wrażenie niezadowolonego
Oczekiwanie pełne napięcia
Karty turniejowe były kluczem do wygrania nagród losowych
Sedziowie wręczają nagrody za malarkę...
Jelon za to zdjęcie mnie znienawidzi, ale chyba warto! :D
Nieznany mi bliżej gracz ^^
2 smoki to jednak nie wszystko xD
Trio Lubelskiego Top 3 ligi regionalnej
Wyniki turnieju:
1 Marcin "Balin" Pommersbach
2 Lew "Leo" Sołowiej
3 Michal "ugluk" Ławniczak
4 Mariusz "Solmyr" Futyma
5 Mikolaj "Kijanka" Żaboklicki
6 Maciej "LordMike" Rutkowski
7 Michal "Forest" Lasecki
8 Wojciech "Kat" Cenkar
9 Adam "Ajas" Sokół
10 Jan “Madril” Klinger
11 Pawel "Kuli" Kuligowski
12 Jakub "Lemur" Siedlecki
13 Michal "Mikz" Żórawski
14 Oskar Kida
15 Lukasz "Ismaril" Zarębski
16 Rafal "Mordor" Zarębski
17 Michal Flis
18 Michal "Jelon" Jaworski
19 Rafal "vonRumil" Rugala
20 Piotr "Piterson" Grzegolec
21 Bartek "Sayid" Trebacz
22 Tomasz "Recuso" Urbankowski
23 Filip "Kevin" Tuliszka
24 Bartosz "Cichy" Cichy
25 Jacek Płowaś
26 Marcin "Emo" Naprawski
27 Piotr "Guardian" Żórawski
28 Adam "Mazi" Mazur
29 Mateusz "Kirkor" Zając
30 Robert "Pyrdus" Wandas
31 Kuba Szczypiński
32 Grzegorz Szajna
33 Marcin "Majkel" Piechota
34 Kacper Niewiński
35 Julek "legolasik00" Kotowski
36 Michal "Unga Bunga" Lipinski
37 Rafal "Rafal650"
38 Bartek Łakuta
Powrót do domu
Z każdego wyjazdu trzeba w końcu wrócić, powroty mają to do siebie, że czasem bywają nieco skomplikowane – tym razem było to spore wyzwanie… Cała karawana LotR’owców ruszyła w kierunku przystanku busika kursującego między Świdnikiem, a Lublinem. Około 25 osób z bagażami nie mieści się do jednego minivana… ale około 17 (do dziś nie wiem, ilu nas w sumie się tam upchnęło) jednak daje radę. W tych komfortowych warunkach dotarliśmy do dworca PKP. Zdecydowałem się wracać przez Bydgoszcz, by zaoszczędzić sobie dojazdu do mojej wioski po 23. Dzięki uprzejmości Lemura miałem gdzie się przespać.
Jakimś cudem udało nam się zdobyć jeden przedział, choć Kat musiał stać w przejściu. W okolicach Warszawy zostaliśmy osamotnieni i we trzech (Kuli, Lemur i ja) wracaliśmy dalej. Czas umilały nam ponownie „Czarne Historie”, kminienie o wszystkim i o niczym. Na jednym ze zdjęć widać pana, który poddał się i zdecydował się przespać cały nasz bełkot ;)
W busie było kapeńkę ciasnawo
Kat z nami w drodze do Warszawy
Kminienie zagadki z zapałkami
Kuli je swojego batona (a raczej, to co z niego zostało)
...i Kuli grają w "Czarne Historie"
A tego pana uśpiły nasze rozkminy...
PS: Drugie pół tony zdjęć:
"Co, wy wiecie o LotR'rze?" (dla niedoinformowanych, to jest słynny Jacek Lublin!)
W oddali kilku battlowców
Tak, wiem ten Rohan jest już nudny, ale Mordorowi będzie przykro jak wywalę jego zdjęcia
Khandyjczyk Klanu Windows
Zdjęcia Rafała już się kończą! :)
Kuli spogląda na przeciwnika
LotR'owców obraz powszedni
Dramatic Kevin i studium ziewania Ismarila
Tak wiem, Rafał z szybkostrzelnym aparatem to nie przelewki
Haradrimowie i Lennicy walczący w tartaku
Madril ma ogromną zaletę - nie jest ani Rohanem, ani Ismarilem
Kuli lansuje się za pomocą kubka Knorr
bardzo fajny artykuł fajnie się czyta, ciekawe bitwy, ładne malowanie...
PO PROSTU SUPER!
Świetny artykuł, będący w mojej ocenie, wzorem z relacji turniejowych. Dużo zdjęć z komentarzami, dystans w opisie sytuacji -jednym słowem - kawał dobrej roboty.
Pozdrawiam,
Kalins
foto 81 "Piesze mięsko do rozjechania" - może i do rozjechania, ale na pewno nie przez Rohan;p Conajwyżej przez elfy czy Gondor na fontankach i 38łukach:P
"Tatooo? a czy ja jestem jakiś dziwnyy?" (Tofik) aż się łezka w oku kraja jak się widzi jak czas leci... ach przemija z wiatrem ;) język pisania cud miód ;)
Raport syty, ale stwierdzenie, że poddałem bitwę był nieco przesadzony. Po prostu mnie wystrzelałeś. ;) (Bitwę miałem w plecy w momencie gdy przegrałem rzut na wybór armii. Armia malarkowa to jednak nie jest coś specjalnie grywalnego.)
ale ja jestem paskudny...
Nie dało rady wcześniej zamieścić z różnych powodów. Dobrze, że jednak jest w końcu (sam zresztą wrzucałem te ~300 zdjęć..). Ogarnia całkiem, chociaż parę słów więcej sam bym dodał :P
Że tak powiem stare ,ale jare:D
troche nie wczas, ale za to sytooo, takie relacje byc powinny madafaka! : D GJ
haha widze że się spiełeś cichy :D , niezła relacja ajas aczkolwiek troche późno publikowana
Dobra relacja .
Fajnie wiedzieć , co się dzieje w tym Lotrowym świecie :D
Adamie *
Dzięki :P nie każdy boi się ciebie Adami ^^ w dodatku jakbyś mógł Bartłomiej, a nie Bartosz.. -.-
Turniej ogólnie spoko :P aa i ten materac nie jest krakowski tylko kielecki.. bo Sayida :P
Hmhmhm, brawo Cichy.
Ale się naczekaliśmy na tą relację :) Ale dzięki ci za nią Adamie :)