Relacja z Kędziorkonu 2011
Dodał: Ajas
04.08.2011, 21:43
Nie mogąc pojawić się na challengerze Emo rok temu solennie obiecałem mu, że w roku 2011 dotrę choćby po trupach - na szczęście nie musiałem się spełniać tej obietnicy dosłownie. Początkowo nasza ekipa miała liczyć dużo więcej osób niż finalne 5, ale niestety Misiowa Gromadka ponownie okazała się zbiorem Misiów O Bardzo Małych Rozumkach i nie dała rady zebrać się w sobie i ruszyć zadków.
Słówko od Emo:
Cała
historia tegorocznego słupskiego challengera zaczęła się, jak to zwykle bywa,
po zakończeniu poprzedniej edycji. Wspólnie z kilkoma uczestnikami (wśród nich
można wymienić Lemura, Kędziora czy też Heru) obgadywaliśmy preferowany format,
limit punktowy na bohaterów (90 punktów max sprawdziło się świetnie w zeszłym
roku), czy też potrzebę zniesienia chorych scenariuszy rodem z Pomorza ;)
Kolejnym
etapem było załatwienie tej samej co w zeszłym roku miejscówki - szczęśliwie,
udało się dogadać i tym razem z dyrektorem internatu SOSW w Słupsku. Niewiadomą
było, czy udostępnione zostaną pokoje w celu zapewnienia uczestnikom spokojnego
i wygodnego spędzenia nocy - to jednak miało się okazać już w czerwcu. Pech
chciał, że podobnie jak rok temu, tak i w tym w internacie trwał remont - wtedy
były to pokoje właśnie, tym razem jedna z łazienek ;) Koniec końców nie
przeszkodziło to w żadnym stopniu w organizacji.
Jednym
z ostatnich i z pewnością głównym (w sensie intelektualnym) krokiem było
stworzenie stosownego regulaminu. Dyskusję rozpoczęła się na długo przed turniejem.
Z racji małej ilości wypowiedzi wybór padł na regulamin inspirowany jednym z
pomorskich lokali.
Armie
składające się z głównego, 450cio punktowego kontyngentu oraz trzech opcji
150cio punktowych, w połączeniu z ograniczeniem wystawiania czołowych herosów
(max 90, podobnie jak rok temu) miał sprawić, że na stołach pojawi się więcej
ciekawszych, niekonwencjonalnych, dziwnych czy też funowych rozpisek. Czy to
się udało - dowiecie się w dalszej części raportu ;)
Ciekawostką
odnośnie organizacji był fakt zagubienia się jednego z kartonów makiet, który
mamy w Słupsku na stanie ;) Szczęśliwie dowiedziałem się o tym na tyle
wcześnie, że gracze z Poznania i okolic byli w stanie przywieźć ekwiwalent.
DZIEŃ PIERWSZY
Ostatecznie
w zacnym samochodzie pełniącego rolę wyśmienitego kierowcy Foresta jechałem
wraz z Pyrdusiem i Kosharą. Początkowe plany były budowane w oparciu o sporą
ilość optymizmu i wiary w dobrą pogodę. Pierwotnie
mieliśmy ambitny pomysł, aby udać się do Ustki wczesnym piątkowym świtem, by poczuć,
że pojechaliśmy tyle kilometrów nie tylko po to, by poprzesuwać plastikowe
ludziki po niepomalowanych blatach. Niestety nasze nadzieje były płonne i aż do
niedzieli nie mieliśmy okazji zobaczyć lipcowego słoneczka, zaś sam wyjazd
opóźnił się na godzinę 16 lekko licząc. Na szczęście trasa była przyjemna,
kierowca doświadczony, więc na miejsce dotarliśmy bezbłędnie w okolicach
godziny 20.
W
czasie jazdy rozprawialiśmy o wielu różnych sprawach, od krasnali z „Hobbita"
począwszy, dalej o POL LotR'ze i jego ocenach, przez wymyślanie nazw jednostek
do LotR'a na podstawie rejestracji samochodów na trasie (bezapelacyjnie wygrał
Koshara wymyślając Piechotę Wargowych Stażników Cytadeli) aż do rozmów o
wyższości Star Wars nad Harrym Potterem i innym dziadostwem jego pokroju.
Na
miejscu przywitał nas Głos Emoera i ekipa pomorskich graczy. Nie wolno też
zapomnieć o największym globtrotterze na który to tytuł zapracował sobie Xard
ciągnąc na turniej aż z Śląska. Po rozrzuceniu naszych manatków w odpowiednich
pokojach (co za standard! Łóżka, szafy na ubrania i porządne łazienki -
turniejowy ewenement!) zebraliśmy się na krótką eskapadę do wspomnianej już
Ustki, gdzie Gymlet i ja popływaliśmy w morzu i na koniec całą ekipą zjedliśmy
sobie lody lub gofry zgodnie z własnym gustem odnośnie nadmorskich specjałów.
Lepszy (jest taki...?) profil Gymleta
Uśmiech no_5 w wykonaniu Koshary
Forest - nie, w czasie jazdy tak nie robił
Tuż przed wbieganiem do morza
Gymlet i prężący się Pyrduś
Szczyt piramidy Maslowa wg Gymleta osiągnięty
Każdy coś wpiernicza, jem i ja!
Tak w przybliżeniu wyglądał nasz środek lokomocji ;)
Rozpiska
Jako,
że na Pomorzu istnieje długa i uświęcona już tradycja szalonych scenariuszy
byłem zmuszony przygotować się na sypanie cukrem, polowanie na smoki i inne
zapalające się stoły do gry. Mając własny Harad praktycznie w proszku, żeby nie
powiedzieć w piasku dzięki uprzejmości Geigera, Eomera i Vena zagrałem ich
modelami z tej frakcji. Specyficzny format turnieju zakładał wystawienie trzonu
armii wartego maksymalnie 450 punktów i trzech wariacji posiłków po 150 każda.
W trzonie armii miałem godnego zaufania Suladana i masę mięska wspartą
dzikusami w wiklinowych wdziankach. Posiłki zawierały w sobie oddział
niszczycieli spod znaku dziwnych mieszanek seksualno-kulturowych (halftrolle),
kawalerię pod wodzą solidnego Króla Haradrimów jako oddział szybkiego
reagowania i na samym końcu Król Nazguli zwany Łowcą Smoków.
KEBABY W TRZECH
POSTACIACH ATAKUJĄ by AJAS
|
Harad
Suladan
25x Wojownik Haradrimów <włócznia>
15x Wojownik Haradrimów <łuk>
10x
Wojownik Mahudów
Posiłki 1
5x Wojownik Haradrimów <włócznia>
4x Pół Troll
3x Wojownik Haradrimów <łuk>
2x Wojownik Haradrimów <łuk,
włócznia>
Posiłki 2
Król Haradu <wojenna włócznia, koń>
Drughaz - nar
3x Wężowy Jeździec
Wojownik Haradrimów <łuk>
Posiłki 3
Król Nazguli <ostrze Morgulu>
(2/10/0)
5x Wojownik Haradrimów <włócznia>
5x Wojownik Haradrimów <łuk>
|
Opcja 1:
65 jednostki
3 Potęgi
20 łuków
Opcja 2:
60 jednostek
6 Potęg
16 łuków
Opcja 3:
62 jednostki
5 Potęg
20 łuków
|
Uwaga!
Tutaj
znajdują się scenariusze:
http://www.mitril.pl/forum/viewtopic.php?t=10436&postdays=0&postorder=asc&&start=0
Po
powrocie do miejsca noclegu spotkaliśmy wymęczoną przedłużoną podróżą Estel,
która wraz z bratem mimo przeciwności dzielnie dotarła na turniej. Choć w
chwili tej osamotnił ją Tredor, który
niecnie udał się upajać coca colą w jakimś szemranym towarzystwie ;) Po
ogarnięciu brudnych stóp (nigdy nie chodźcie na boso po Ustce!) mogliśmy zebrać
się w pokoju Emo, Foresta, Pyrdusia i Xarda by zacząć turniejową integrację.
Przy sporej ilości śmiechu i poważnych merytorycznych ocen w nasze łapska
wpadły dwa modele rzeźbione przez Off'a (ich zdjęcia znajdziecie w tej
relacji).
Po
dniu pełnym atrakcji udaliśmy się spać :)
Słówko od Emo 2:
Początkiem
wielkiego wydarzenia był dwudziesty drugi dzień lipca bieżącego roku. Wtedy to
zaczęli do Słupska zjeżdżać gracze biorący udział w turnieju. Pierwszym z nich
był mój druh Xard, pochodzący ze Śląska (mieszka w okolicach Gliwic). Po
jedenastogodzinnej podróży zawitał on o godzinie mniej więcej 16.30 na dworcu
PKP. Przywitałem kolegę i ruszyliśmy w kierunku internatu, aby podróżnik
pozostawił swoje rzeczy.
W
międzyczasie okazało się, że ekipa z Koszalina pod wodzą Killera stawiła się
już na miejscu. Wszyscy wspólnie zaczęliśmy więc ogarniać posiłek, Marcin zaś
zabrał się do malowania modeli ;)
Po
chwili odpoczynku otrzymałem telefon od Offa, który wraz z Rysiem miał zawitać
w Słupsku, wedle moich obliczeń, ok. godziny 20tej. Dotarli jednak prędzej,
zebrać zaś miał ich kastyl, jedyny obecny (pośród grający) na turnieju gracz ze
Słupska. Punktualnie przyjechała również Piła. Po zebraniu chłopaków musiałem
wykonać jeszcze kurs po reprezentantów Ełku oraz Warszawy. Ci ostatni mieli
dość spore opóźnienie - cóż, shit happens ;)
W
punkcie zbornym musiała zapaść decyzja mająca wpływ na cały wieczór i część
nocy. Z racji niemożności spożycia napojów wspomagających (a dokładniej nie
jest to stymulator, a wręcz odwrotnie :P) układ nerwowy, grupa musiała się
rozdzielić. Część, rodem ze stolicy, udała się w miejsce znane sprzed roku na
partyjkę bilarda, Pomorze wraz z Xardem do bardzo przyjemnego pubu (nazwy znów
nie podaję, ale jakby ktoś pytał, to polecę ;)), zaś Poznań - do Ustki. Ja z
racji pełnionej funkcji zostałem na miejscu, celem dopilnowania porządku.
Po
jakimś czasie zawitali z powrotem gracze z Wielkopolski. Koshara, przynosząc mi
suwenir będący oznaką wdzięczności za pożyczkę armii na jeden z zeszłych
turniejów, pospieszył mnie tylko do skonsumowania owego prezentu. Z racji
późnej pory rozeszliśmy się do pokojów tak, by nie przeszkadzać w
uskutecznianiu snu Krakowiakom przebywającym w ośrodku na wakacjach. Wkrótce
przybyli także pozostali uczestnicy, nocne manewry zaczęły się więc na dobre ;)
Sporo
czasu spędziłem (o dziwo) w swoim własnym pokoju, rozprawiając na temat POL - LotRa,
mew i innych paskudztw ;) Towarzystwo wymagało częstego uciszania, z czasem
jednak nie było to tak bardzo potrzebne.
Nieodzowną
częścią turniejów, na których możliwe jest odpalenie komputera, stała się gra w
Heroes III. Powstał plan podjęcia jednej partyjki (Koshara - rewanż wkrótce
:D), natomiast było tak dużo do obgadania, że zrezygnowaliśmy z tego ;)
Kijanka ponownie przybiera image Grimy
W naszym pokoju powitał nas Misio i zapytał "Gdzie Misiowa Gromadka?"
"Yyy... OK, możesz tu siedzieć ale odsuń się troszkę..."
Koshara w stanie hibernacji
"A teraz powiem Ci największą życiową prawdę, więc słuchaj uważnie..."
Na serio offowe już dzieło
Tylko Emo ogarnął, że leci ptaszek
Cudowne dzieło na ścianie naszego pokoju
Koshara vs Poszewka - 0:1
Stoły były ok - jeśli grało się w Top 8 ;)
DZIEŃ DRUGI
Pierwsza Bitwa
Przeciwnik:
Łukasz „KędzioR_vo" Wojtal
Armia:
SQ, WK, Durghaz-nar, solidny oddział morków ze wsparciem gwardii Morgulu i
mieszanka mniej, lub bardziej mobilnych trackersów
Wybrane
posiłki: opcja z trollami
Scenariusz:
zasypanie cukrem biednego Piernika z pomocą Offa, Muchy i Mirona
Jako,
że nigdy nie miałem okazji zagrać z Kędziorem, który od jakiegoś czasu zadowala
się wyłącznie klepaniem do znudzenia w zamkniętym kręgu pomorskich lokali,
skrzętnie skorzystałem z szansy potyczki z nim - przyjął moje wyzwanie, co
bardzo mnie ucieszyło, gdyż liczyłem na dobrą i ciekawą bitwę na początek
turnieju.
Początek
gry (jak i cała późniejsza rozgrywka, jak się okazało) była wyrównana i bez
szaleństw - ot zwyczajowa i uprzejmościowa wymiana salw bez jakichś
spektakularnych sukcesów.
Mimo,
że byłem nastawiony na strzelanie, to scenariusz wymusił na mnie galop w stronę
drzemiącego spokojnie Piernika. W chwili, gdy nasze szeregi stanęły naprzeciw
siebie by móc sobie swobodnie nawrzucać, to co brudne orkasy sądzą o
zapiaszczonych turbanach ich wodzowie zadeklarowali Heroiczne Ruchy, chcąc
zyskać monopol na dobro jakim w tym wyjątkowym przypadku był Piernik. Los
chciał, że to wojska Kędziora wysunęły się jako pierwsze i w zasadzie dzięki
temu rzutowi udało mu się w późniejszym czasie ugrać tej jeden Duży Punkt
przewagi.
Szeregi
młóciły się słusznie, skutecznie i uczciwie - niemal do końca gry utrzymało się
równe saldo Małych Punktów. Warto wspomnieć o jednym zabawnym momencie - kiedy
to SQ podczas walki z dwoma mahudami była zmuszona do wydania wszystkich
punktów Potęgi, dzięki czemu do końca gry stała się stosunkowo niegroźna. No i
WK, który zasłużył na tytuł czarodziejskiego beztalencia roku - nie ma to jak
około pięć zaklęć z jednej kości rzuconych na „1" ;)
Gdy
gra miała się ku końcowi Kędziorowy pomorski wybraniec skutecznie wysypał
cukier na śpiącego Piernika (wynik 6 na k6) dzięki czemu udało mu się ugrać
przewagę rozstrzygającą grę na 11:9 dla Kędziora.
Gra
z Kędziorem i Księżną okazała się bardzo przyjemnym i miły doświadczeniem,
które z chęcią powtórzę - dobrze by było zagrać mniej losowy scenariusz. Za
bitwę dziękuję i do następnej (o ile Kędzior ruszy się w końcu z tego swojego pomorskiego
leża).
Wynik:
9:11
Dowiedziałem się kim jest Kedzior!
Ego Kędziora rozlewa się nawet na rozpiskę! ;)
Orkowa masa i jej monopol na Piernika (w zastępstwie wystąpiły nietoperki)
Czarni pełnią funkcję przeszkód w strzelaniu
Gdyby gra trwała nieco dłużej siły Mordoru uległy by złamaniu
SQ śmiga w okolicach namiotu...
Druga Bitwa
Przeciwnik:
Marcin „Killer" Falkiewicz
Armia:
Vrasku, herszt Dunlandu i nieprzyzwoita wręcz ilość kusz przetykanych blachami
uruków i pancernym orkowym wsparciem
Wybrane
posiłki: opcja z Królem Nazguli
Scenariusz:
eksterminacja smoka i zdobycie jego skarbu
Kolejną
bitwę miałem okazję zagrać z przedstawicielem koszalińskiej sceny LotR'owej.
Przypadło nam zagrać scenariusz zakładający morderstwo ze szczególnym
okrucieństwem przedstawiciela wymierającego gatunku. Specjalnie na tą okazję
miałem przygotowanego Króla Nazguli 2/10/- z Ostrzem Morgulu. Dzięki
specyficznemu rozstawianiu terenów i wygraniu rzutu na rozstawienie udało mi
się zajść tak, że trzonem armii byłem osłonięty przed ostrzałem z kusz.
Pomijając początkowy fart (zmuszenie Vrasku do wydania obu Losów i chyba
jednego punktu Potęgi) w strzelaniu nie osiągnąłem niczego zadowalającego.
Uparcie
usiłując zabić smoka wbrew jego uporczywie skutecznej odporności na magię
straciłem zdecydowanie za dużo wojowników. Król Nazguli sumiennie w każdej
możliwej turze starał się unieruchomić gada by wrazić mu w jego łuskowany tyłek
mordercza klingę - niestety udało mi się to dopiero w chwili rzucania czaru z
przedostatniej Woli, a z ostatnią poleciałem na „hip hip hura!" do walki.
Podczas
moich wysiłków Killer stał swoimi wojskami jakieś 12" od moich topniejących
szeregów - gdyby wleciał na mnie całą swoją blaszaną masą (tak Harad uwielbia
strzelać do D6 i D5) zmiótł by mnie bardzo szybko - na szczęście tego nie
zrobił.
Wracając
do mojego Króla Nazguli - udało mi się wygrać walkę. Pytaniem było to, czy uda mi
się rzucić „4" przynajmniej na jednej z dwóch kości, na szczęście udało się! Wydałem
ostatnie punkty Potęgi i zdobyłem 600 mp przewidzianych za zabicie gada -
niestety kosztem Króla Nazguli, ale cóż... moim zdaniem było warto.
Końcówka
bitwy była dość zabawna - wycofywałem moje złamane już wojsko, Suladan dzielnie
tachał skarb i utrzymywał armię. Gra była przyjemna, choć gdyby mój przeciwnik
zagrał nieco inaczej, to zmiótł by mnie do zera :)
Wynik:
13:7
Smoczek zastawiony terenami
"Tam się gadzina zapluta schowała!"
No to podejście pierwsze...
... i ostatnie wraz z WK i jego Ostrzem Morgulu
Herszt Dunlandu prowadzi uruki
"No to bierzemy skarb i w nogi!"
suladan: "Chłopaki zatrzymajcie ich, a ja spadam!"
Trzecia Bitwa
Przeciwnik:
Szymon „Commandor" Macek
Armia:
Cirdan, Legolas i klocek wysokich elfów
Wybrane
posiłki: opcja z Królem Haradrimów
Scenariusz:
zdobywanie ćwiartek i Punktów Masakry (PM)
Ostatnią
bitwę pierwszego dnia miałem przyjemność stoczyć z Commandorem. Scenariusz
zakładał podzielenie armii i rozstawienie w ćwiartkach. Celem było zajęcie
stref rozstawienia wroga i zdobywanie punktów Masakry (naliczanych po pierwszej
walce wręcz) z założeniem, że jest głucha i ciemna noc, która nie pozwala na
swobodny ostrzał ograniczając widoczność do 12".
Mając
w swojej armii orka z Gorgoroth czym prędzej rozegraliśmy przepisową walkę
wręcz przewidzianą w chwili, gdy nie widzi on żadnego wroga - odblokowało to
możliwość zdobywania Punktów Masakry. Szeregi elfów z narożnika bez terenu
prowadzone przez Cirdana gnały w stronę sił Legolasa - na szczęście Szymon nie
zdecydował się na schowanie wszystkich łuków pod światłem, ale podzielił je na
pół - co zdecydowanie ułatwiło mi walkę.
Szeregi
Haradu gnały w stronę sił wysokich elfów i Legolasa - oceniłem, że lepiej jest
ich zjeść jako pierwszych - zwłaszcza, że Książę Mrocznej Puszczy śmigał w
samych rajstopkach, bez kawałka zbroi - co bardzo rozochociło mahudów.
Kawaleria zaczęła natarcie zdobywając dla mnie pierwsze PM. Później w ruch
weszły Mahudy siekające niemiłosiernie szeregi ostrouchych. Zanim wojska Cirdana
dotarły oddział Legolasa przestał istnieć, zaś sam jego dowódca został
spałowany przez dzikich mahudów. Chwilę później szeregi Haradu uformowały nowy
szyk i natarły na resztki łamiących się już elfów. Zdobyłem jakieś 6 PM, zaś
Commandor 0.
W
tym czasie jeden z kawalerzystów spod znaku węża zajął strefę rozstawienia
Cirdana, zaś dwóch Haradrimów tą należącą pierwotnie do Legolasa. Cirdan zmarł
pod kopytami Króla Haradu, a ostatnich wrogów do lepszego świata przepędził
Suladan. Cała bitwa była szybka, kulturalna i przyjemna.
Wynik:
20:0
Drugi oddział Haradrimów nadciąga
Kawaleria przeprowadza druzgoczącą szarżę
Elfy Cirdana docierają by chwalebnie zginąć
Słówko od Emo 3:
Pierwszy
dzień zmagań zaczął się od ustawienia stołów. Z pomocą Offa i Kastyla oraz
Xarda uczyniliśmy to szybko i sprawnie. Off podjął się też megawymagającego
zajęcia - pocięcia papieru z wydrukowanymi kartami graczy :P
Wkrótce
przybyła pozostała część Koszalinian oraz Pomorze w składzie KędzioR, MaRta,
Ariel, Draigar, Ponczek. Zapisy poszły dziwnie szybko (głównie ze względu na
to, że większość miała 10+5 zł :D), mogliśmy więc rozpocząć zmagania o koronę
Pomorza w aktualnym sezonie ligowym.
Same
bitwy miały bliską standardowej długość (godzina i 50 minut), natomiast
wydawały się upływać dość szybko ;) Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie.
Na stołach można było zobaczyć sporo różnych armii, w tym ekstrawaganckie The
Last Alliance Rysia (którego serdecznie pozdrawiam). Panowała atmosfera zdrowej
rywalizacji, nie trzeba było wielu interwencji (czasem kwestie widoczności,
które pojawiają się co turniej), a więc mieliśmy z Offem nadmiar wolnego czasu.
Stary snuffer jako pierwszy ogarnął, co można robić - odpalił Starcraft: Brood
War i zaczął pocinać komputer :D Niestety dla niego okazało się, że AI jest
nieco lepsze, niż spodziewane, i nie potrafił wygrać ;)
Po
godzinie 17tej zebrane zostały wszystkie wyniki, gracze udali się w poszukiwaniu
obiadu. Ponownie ekipy rozeszły się w różnych kierunkach. Pomorze - część
młodsza w w wersji z Xardem podjęło zaś omawianą poprzedniego dnia partię
Heroes`ów. W trakcie mojego wyjścia (konieczne było zwiezienie nagród
turniejowych właśnie w sobotę wieczorem) kolega kasty (sojusznik) zrobił mi,
jak to określił Off z Rysiem „trzęsienie ziemi" - czyli wpadł na jakiegoś
potworka o sporej liczebności i tym razem zanihilował moją własną armię (wcześniej
zrobił to z własną) :P Już po moim powrocie i rozegraniu jeszcze paru ładnych
tur zrezygnowaliśmy, gdyż towarzystwo grało nazbyt asekuracyjnie ;)
Po
licznych dyskusjach, około godziny pierwszej w nocy gracze grzecznie rozeszli
się do pokojów w celu zaspokojenia potrzeby snu. Wtedy zaczęły się też rozkminy,
z których Forest wyszedł z ksywą Kormoran, Pyrduś został odchudzającą się
babcią oraz powstała nazwa jednego z teamów na tegoroczne DMP :)
Jeśli
chodzi o Pyrdusia, to wspomnieć muszę o jego bieliźnie nocnej. Udokumentowane
zostały jego majtki wyszczuplające w spadku po mamie/babci ;)
Jako,
że Xard umarł pierwszy, nie spodziewałem się, że obudzą go nasze rozmowy. Tak
się jednak nie stało :P Forest, wyjrzawszy przez okno stwierdził, że w Słupsku
latają kormorany. Panicznym śmiechem zareagował Pyrduś, wraz ze mną zresztą.
Michał dodał, że tutejsze ptaki mają rozpiętość skrzydeł rzędu 2,5 metra. Ślązak
przebudził się wtedy po raz pierwszy ;)
Następnym
hitem w wykonaniu Foresta było pościelenie sobie na łóżku posłania ze stołu :P
„To cerata ze stołu Forest.." Tak oto nasz mistrz uległ śliskiemu materiałowi
;) Xard oczywiście znów zareagował, tym razem gromkim śmiechem, po czym zasnął ponownie
:D
Jeśli
komuś się wydawało, że na tym koniec, to oczywiście się myli :P Pyrduś siedzący
na łóżku wpatrywał się z panicznym wyrazem twarzy w okno. Myśleliśmy, że to
kormoran..
-
„Ona na mnie patrzy."
-
„Ale kto?"
-
„Mewa! Chce mnie zaatakować!"
Forest
wyjrzał i zobaczył.. gołębia. Ogółem kolejny raz obudził się kolega ze Śląska,
natomiast tym razem wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem i nie mogliśmy przez to
zasnąć do późnych godzin :D Jednym z powodów takiego stanu rzeczy była też
niska temperatura powietrza - niektórym taka mroźna noc dała się mocno we znaki
;)
Reszta
zdjęć z soboty:
Off, Kijanka, Xard i Forest
"A właśnie, że Czerwony!"
"Guzik tam! Niebieski i basta!"
Na tym zdjeciu widać, że Kijanka źle trzyma miarkę - Heru poczuł by się dotknięty
Tredor pomścił Estel - nie można bezkarnie strzelać do pajączków!
Szmaciarze vs Kalesoniarze
Odwieczne "Kto ma długopis?"
Karty turniejowe same się nie wytną...
Kędzior ogarnia sytuację z lotu ptaka
Estel zauważyła namolnego paparazzi
Druga sala też się bawi :)
Jedni siedzą, inni stoją - każdy gra po swojemu
Kędzior wisi nad przeciwnikiem
"A może damy komuś 6k6 karnych?"
Tutaj gra szła zupełnie innym tempem
_
NOCNE MANEWRY
Zaraz
po turnieju Estel, Tredor, Gymlet i ja udaliśmy się do kościoła na mszę, po
niej zaś czym prędzej ruszyliśmy na obiad do zachwalanej pizzerii, w której
ruch był tak ogromny, że miało się wrażenie, że jest to giełda papierów
wartościowych.
Później
rozpoczęliśmy obiecaną wcześniej partyjkę „Fasolek" w której debiutujący Tredor
pokonał zarówno Estel, Gymleta, Kosharę jak i mnie - okazało się, ze plantacje
Kowbojów w połączeniu z Trzecim Polem podczas gry na 5 osób dają radę - kto nie
zrozumiał tego zdania niech kupi Fasolki i pogra - wtedy powinien zrozumieć
dlaczego jest to dobra gra i dlaczego Ogrodnik i Golas za Grubasa to słaby
interes.
Później
nadszedł czas na serię zabaw traumatycznych - po małej eskapadzie do
pobliskiego marketu wraz z Estel i Tredorem wróciliśmy wyposażeni w cynamon -
który jest bardzo miłym dodatkiem do każdego turnieju. Cynamonowe fragi
zaliczyliśmy na Pączku (tak tak, za rok scenariusz „Ponczek z Cynamonem!") i
Dragairze - czy Ty drogi czytelniku odważył byś się zjeść łyżkę cynamonu?
Pod
koniec zabawiliśmy się w zagadki przy rozwiązywaniu „Czarnych Historii 2" ale nie zadziałało, bo
niektórzy znający historie udawali, że są niesamowicie błyskotliwi i z zupełnie
przypadkowo odkrywają sens historii (pozdro Kijanka). Chwilę zabawy dała ta
zagadka:
Masz
10 sadzonek drzew. Zasadź je tak, by powstało 5 rzędów po 4 drzewa. Pamiętaj,
nie możesz ich ciąć, łamać ani sadzić do górny nogami. Jest to wykonalne, a
dowodem na to, że da się jest to, że na rozwiązanie wpadł Daniel! ;)
Na
sam koniec już zagraliśmy szybkie partyjki Rummikuba kartami - polecam!
DZIEŃ TRZECI
Kilka
zdjęć z niedzielnego poranku:
Kijanka je śniadanie prawdziwego wojownika
Zdjęcie zdjęcie robiącego + Koshara gratis
Co prawda do Pyrkonu nieco czasu... ale co tam, reklamować można ;)
Nie tylko ja jadłem żarcie z pseudo miseczek
Czwarta Bitwa
Ajas'a
Przeciwnik:
Ariel „artiss" Tissler
Armia:
Król Nazguli, Herszt Wargów i zatrzęsienie umarlaków z Angmaru delikatnie
wsparte wilczkami
Wybrane
posiłki: opcja z Królem Nazguli
Scenariusz:
spłacenie się bohatera i przeprowadzenie większej ilości modeli przez krawędź
wroga
Pierwszą
bitwę przyszło mi rozegrać z Arielem, który już dzień wcześniej wypytywał mnie
o armię. Przed bitwą ustaliliśmy, że jednostki przechodzące za krawędź wroga
nie będą liczone jako zabite, gdyż uważaliśmy że założenie scenariusza jest po
prostu niepoważne - wybacz Emo :P
Jak
sądzę bitwa z boku nie wyglądała jakoś szalenie pasjonująco - ot Angmar gna na
złamanie uduchowionego karku, a turbany prują z łuków ile sił w śniadych
łapskach. Ostrzał wyeliminował spora ilość duszków i dość nierozważnie
pozostawiony samemu sobie sztandar. Jedynym bardziej dynamicznym (choć nie do
końca) momentem było sap will'owe tango naszych Królów Nazguli.
Zgodnie
z oczekiwaniami oddział psiaków Angmaru przedarł się przez moją prawą flankę
wraz ze sporą grupką duszków. Król Nazguli Ariela nie skorzystał z tej okazji i
pokusił się o wyssanie mojego z jego ostatniej Woli - dzięki czemu mój Suladan
w następnej turze mógł go złapać i dzięki temu spłacić się. W chwili złamania
szeregów z Carn Dum Duży Psiak stwierdził, że wraca do domu - nieliczne duszki
również zabrały swoje uduchowione dupska w troki i chwilę później na stole
ostały się nieliczne orkowe jednostki. Dzięki ciągłemu wygrywaniu rzutu na
pierwszeństwo, albo zbytniej odwadze orków Ariela udało mi się tak długo
tarczować jego niedobitki, że właściwa ilość moich wojowników przedostała się
prze wrogą krawędź dzięki czemu udało mi się wygrać.
Wynik:
17:3
W martwej armii martwy duch!
Kółko strzeleckie pod wezwaniem jadu skorpiona
Piąta Bitwa
Przeciwnik:
Mikołaj „Kijanka" Żaboklicki
Armia:
SQ, Shagrat, horda morków, morguli i orków różnego autoramentu
Wybrane
posiłki: opcja z trollami
Scenariusz:
opanowanie górki (6 i ostatnia tura) podczas szalejącej pożogi
Ostatnią
bitwę turnieju zagrałem z Kijanką, którego już długo znam, choć okazji do
wspólnej gry wcześniej nie mieliśmy. Scenariusz zakładał zdobycie wzniesienia
znajdującego się na środku stołu pamiętając, że niemal w każdej turze obszar
dotkliwych płomieni trawi coraz większą część stołu.
Marsz
w stronę wzgórza szedł nam po równo - ze strzelania udało mi się wbić Królowej
Pająków dwie rany - niestety wciąż o jedną za mało... zderzenie szeregów orków,
póltrolli i mahudów zakończyło się lekką przewagą na moją korzyść, dzięki
czemu udało mi się ugrać pierwsze punkty
za zdobycie górki w 6 turze.
Później
szło różnie - raz ja spychałem Kijankę (choć w mojej ocenie za mało modeli było
otoczonych, ale cóż byłem miły :P) Niestety nie udało mi się zatłuc trollami
Shagrata, SQ mimo ciężkich ran wykonała 2 irytujące heroiki dzięki czemu
utraciłem mój monopol na górkę - przez, co to Kijanka zapunktował w ostatniej
turze gry.
Po
grze czułem lekki niesmak, gdyż miałem wrażenie, że Kijanka nieco przedłuża -
ale solennie zapewniał mnie, że tak nie było - finalnie to gra z nim zabrała mi
możliwość przeskoczenia Kędziora, ale nic to - zagramy pewnie jeszcze nie raz.
Wynik:
10:10
Jego armia prezentowała się bardzo zgrabnie
SQ była wystawiona na strzelanie
Orkowie idą w zwartej formacji
Podsumowanie
Turnieju
Turniej
zaliczam do bardzo udanych - zwłaszcza z powodu atrakcji około turniejowych nie
ma to jak zjeść rybkę i popływać nad morzem! Samo miejsce gry było rewelacyjne
- ładny kompleks z miejscami zarówno do spania, jak i grania. Obsadzie
sędziowskiej nie mam nic do zarzucenia - wbrew złośliwym komentarzom Off
ogarniał :P
Bardzo
fajnie poszło całej „ekipie Audi" - dawno nie było tak, żeby na wyjeździe cała
ekipa z Poznania upchnęła się w ramach top 10. Bardzo miło było się spotkać z
pomorskimi gospodarzami jak i innymi podróżnikami z Warszawy, czy Ełku.
Daniel tuż po usłszeniu swojego wyniku
Ponczek - miłośnik cynamonu
Zaszczytne ostatnie miejsce zdobył Łukasz!
"Wstyd wracać do domu..."
Estel odbiera swój dyplom
Koshara odkrywa, że własne malowane modele lepiej grają!
Kijanka zajmuje 2 miejsce
Kędzior zjada łyżkę cynamonu dla zwycięzcy
Niestety za mało go było :(
Wyniki
turnieju:
1.
Łukasz "KędzioR_vo" Wojtal 89
2.
Mikołaj "Kijanka" Żaboklicki 78
3.
Adam "Ajas" Sokół 76
4.
Robert "Pyrduś" Wandas 73
5.
Łukasz "Tredor" Olszewski 71
6.
Paweł "Koshara" Kosicki 71
7.
Michał "Forest" Lasecki 70
8. Ariel Tissler 68
9. Mateusz "Xard" Pozimski 65
10.
Paweł "Gymlet" Szymkowiak 64
11.
Magdalena "Estel" Olszewska 63
12.
Adam "yogi" Kielar 61
13.
Michał "kastyl" Studziński 54
14.
Piotr "Grunthor" Kisielewski 54
15.
Mateusz "Froogy" Pamin 50
16.
Dariusz "dixdix" Waltoś 49
17.
Patryk "Ryś" Gęsiak 49
18.
Paweł Gruchacz 48
19.
Arkadiusz Kostrzewa 48
20.
Daniel Derda 47
21.
Tomasz Lewczuk
22.
Marcin Falkiewicz 47
23.
Oskar Ponczek 42
24.
Piotr Chmielewski 40
25.
Szymon Macek 39
26.
Łukasz Lewandowski 28
Na
koniec nieco zdjęć z niedzieli:
Liczenie małych punktów... błeeee
Plejada pajączków siekajacych Numenor
Killer nieco przysypia ;)
Morki idą zrobić porządek
Wszędzie piasek, a dookoła mrok
Na szczęście mama dała mi to!
Zdjęcie zdjęcie robiącemu 2
Powrót
mieliśmy równie miły, jak dojazd - słoneczko pozwoliło na kolejny skok do Ustki,
więc zamiast galopu na dworzec mieliśmy ostatnią szansę na zjedzenie ryby i
popływanie w naszym Bałtyku (który wcale nie był taki zimny!). Cała jazda
powrotna mijała nam przy kolejnych salwach śmiechu, szoku poznawczym Koshary na
którego krasie od tego dnia za każdym rogiem czai się mumak, oglądaniu zdjęć i
świetnej zabawie.
Słówko od Emo 4:
Gdy
otworzyłem oczy o poranku, wiedziałem już, że nie ma mowy o poleżeniu sobie,
typowym dla mnie. Słońce doskwierało dość mocno, do tego było strasznie ciepło.
Zdziwiłem się, jak bardzo kontrastowa może być aura w ciągu kilku (sześciu
dokładniej) godzin, natomiast jest to dość typowe dla północnej części naszego
kraju, z którego przecież pochodzę ;) Zrzucam więc to zaskoczenie faktem, iż na
co dzień przebywam w Lublinie ;)
Rozpoczęcie
niedzielnych bitew o godzinie 9-tej uważam za masterową i challengerową
powinność. Jeśli ktoś uważa, że nie zdąży się wyspać - niestety, ale prawda
jest taka, że start o godzinie 10ej także tego nie gwarantuje ;)
Zaczęliśmy
z impetem drugi dzień rozgrywek. Spin jak nie było w sobotę, tak i w niedzielę
trudno było ich szukać. Uskutecznialiśmy więc z Offem kolejne partie w
StarCrafta, w wolnym czasie przechadzaliśmy się między stołami. Ja obrałem
sobie jako główny cel osobę Estel - nie tylko z sympatii ;) Taki już jestem, że
lubię motywować graczy (pozdro KędzioR) :D
Bitwy
minęły równie szybko jak w niedzielę. Klasyfikacja punktowa nie była łatwa do
przewidzenia - koniec końców jednak wyniki ostatniej bitwy nie przetasowały
zbytnio czołowych miejsc.
Jako
małe podsumowanie niemałego raportu chciałbym podziękować:
-
ośrodkowi, w którym przyszło mi tworzyć historię słupskiego LotRa
-
Offowi i kastylowi jako wsparciu technicznemu, podobnie jak Poznaniowi za
przywózkę makiet
-
wszystkim przyjezdnym - miło było Was gościć ;)
-
czytelnikowi - za przebrnięcie przez ten trudny opis trzech dni ;)
Wnioski:
-
ograniczenie do 90ciu punktów naprawdę się sprawdza. Przy odpowiednim górnym
limicie jednostek nie ma także sensu robić tu wyjątku dla Shade`a (pozdro Heru
:P)
-
scenariusze są w naszych rejonach mocno zakręcone, ale jak widać pozwalają na
dobrą zabawę ;)
-
odpowiednia ekipa gwarantuje bezspinową grę. Nie pozdrawiam co poniektórych
pociskaczy ;)
-
makiet za rok będzie więcej zdecydowanie, tym razem nic się nie zagubi :P
-
najwygodniejsze są puste blaty, ew. maźnięte samą farbą :D
-
życzyłbym sobie, żeby Pomorze odżyło już na dobre (pierwszy etap - Rysiek :D),
miejmy nadzieję to się uda zrobić w niedługim czasie ;)
To
chyba tyle ode mnie.. Dziękuję jeszcze raz za uwagę i do zobaczenia na słupskim
- miejmy nadzieję - masterze w lipcu przyszłego roku!
Podziękowania
Ajasa:
-
całej Ekipie Audi!
-
Emo i Off'owi za ogarnięte sędziowanie
-
Kosharze za liczenie metrum w techno Foresta, kminienie nazw z rejestracji i
dźwięczne przekleństwa
-
Gymletowi za ciągły zaciesz i za to, że wciąż nie powiedział mi co mu się w POL
LotR'ze podoba :P
-
Forestowi za rewelacyjną jazdę, ciekawą kolekcję muzyki i atmosferę cudnej
bryki
-
Pyrdusiowi za całokształt, mewy i inne rzeczy, których przeciętny czytający i
tak nie zrozumie
-
przeciwnikom: Kędzior'owi, Killer'owi, Commandor'owi, Artiss'owi i Kijance
każda bitwa była przyjemnością!
-
Estel i Tredorowi, za przemiłą obecność :]
-
Xardzikowi za to, że ratował honor Śląska
-
cynamonowi za to, że kosztuje 1,09 zł
-
wszystkim obecnym!
Do
zobaczenia za rok - oby na masterze!
Gymlet na dopalaczach przerósł Pyrdusia
Ilość osób pływajacych wzrosła o 33%!
Tia... każdy ma okulary ;)
Dodatek
- zdjęcia Kastyla:
Rewelacyjny wyjazd i turniej. Bardzo polubiłem klimat Słupskich zmagań. Pozdrawiam Team A-8.
Łyżka cynamonu na taką masę mięśniową, jak moja, to nic! :P
Artykuł dobry, miło spojrzeć na turniej z nieco innej perspektywy :) Dużo żeście z Emo napisali... A wnioski popieram - Słupsk to świetne miejsce i turniej był zaiste przedni.
Mam nadzieję, że moja relacja pojawi się jakoś w weekend, będzie kolejna reklama dla miejscówki ;)
PozdRawiam
I tak przy okazji - bliżej niż do zaśnięcia było mi do stworzenia wielobarwnego kolażu na blatach (błeee)xD
Ogień k***a!
Ajas - przy pierwszej nadażającej się okazji chcę rewanżu ;P
Do tego czasu odprawię czary voodoo by sytuacje w stylu Vrasku z 1 might'em na 4 kościach przegrywający heroic fight'a z pojedynczym kebabem nie miały miejsca xD
Zaiste wyborny był to turniej.
Z krainy dziurawych sofiksów i szalonych kanarków, pozdro dla wszystkich przeciwników (szczególnie dla Gymleta i jego turbo-predatoro-krasnoludzkich łuczników) itd.
Niech Cherry będzie z wami :)
Emo to naprawdę było trzęsienie ziemi i to przez nie, nie chcieliśmy już kopać leżącego.
Tak moje TLA było chyba największą atrakcją 2 sali xP, ale tak muszę Ci podziękować, że znowu lubię Lotra
No k.... : D
Tyle słowem komentarzu ^^
Thein, nazwy nicków pisze sie dużą litrą... Wcale nie wiedziałem jak kończy sie tamta Czana Historia! ;)
A swoją drogą łyżeczka cynamonu faktycznie musiała być za mała bo wtedy efekt byłby taki [url]http://www.joemonster.org/filmy/6589/Czy_zjesz_lyzeczke_cynamonu_[/url]
Zdecydowanie za mało Żabolencjii
BOMBA ! JA CHCE MOJEGO SCENA "Ponczuś z cynamonem" !
Zdecydowanie za mało o "środku lokomocji"
Zdecydowanie za dużo kijanki