Czym prędzej odpaliłem Excela i ułożyłem następującą rozpiskę:
|
1 |
Betrayer |
horse |
135 |
|
43 |
Haradmen |
spear |
258 |
|
22 |
Haradmen |
bow |
132 |
|
2 |
Haradmen |
default |
10 |
|
1 |
Mordor War Catapult |
inż., +3crew, troll, heads |
265 |
Co razem dało równe 800 punktów i 75 modeli. Jak później wytknął mi to duet Lemur&Kuli mogłem wymaksować ją trochę bardziej dorzucając odpowiednich mordorskich łuczników z WD. No ale nie miałem ich pod ręką przy tworzeniu rozpiski (L&K znaczy, bo orki miałem), tak więc powyższa wersja poszła ze zgłoszeniem.
Z Wrocławia miało wybierać się na turniej parę osób, ale jednemu wypadło, drugiemu wpadło i zostałem tylko ja z Solmyrem. Solmyr nie do końca wiedział czym chce pojechać i w końcu zdecydował się na 4funową rozpiskę na Gandalfie Białym, Aragornie, Pipinie i minaskach. Jak bardzo 4funowa była i co Solmyr nią robił, będzie jednak później. Czas przejść do bitew!
1. Mają się pojawić nowości do Lotra, wszyscy chcą zdążyć do komputerów żeby przeczytać artykuł! Vs Lucky
Pod tą przydługą nazwą kryło się proste zajmowanie narożników blatu. Dodatkowo należało zabić najdroższy model przeciwnika. Wystawienie w sąsiednich rogach.
Lucky grał na Mordorze na katapulcie z trolem i inżynierem plus Undying i Shagrat. Do tego standardowy mix Morannonów, wsparcia i Trackerów. Klasycznie już zapomniałem o aparacie na początku bitwy, więc nie zdążyłem zrobić zdjęć wystawienia. Ale po pierwszych paru turach, sytuacja przedstawiała się następująco.
<zdjęcie1>
Górka strzelnicza
Jak to zazwyczaj wygląda przy grze katapulta na katapultę, kluczowe miało być pierwszych parę tur ostrzału. Kto pierwszy wyeliminuje katapultę wroga, wyjdzie na prowadzenie w pojedynku strzeleckim. Wiedząc o tym, ustawiłem łuczników blisko siebie, nie zważając na widmo oberwania głazem i zacząłem strzelać do nadbiegającego mięsa. Nasze katapulty zadziwiająco nieskutecznie ostrzeliwywały się nawzajem i po paru turach i zużyciu potęg po obu stronach wciąż nic się nie stało. Trackerzy przegrali pojedynek strzelecki z moimi Haradrimami z dużą pomocą aury Batrayera i zacząłem szpikować strzałami nadbiegające morki.
Shagrat prowadzi natarcie
Rozciągnąłem moich piechurów w szeroki wachlarz żeby złapać wszystkich przeciwników którzy biegli w stronę rogu. Sam nie przejmowałem się specjalnie scenariuszem, bo po wybiciu przeciwnika można było dokończyć grę samemu. Łucznicy dalej strzelali do wojska Luckiego i widmo złamania armii zaczęło nieubłaganie się zbliżać.
Widok z lotu kamienia katapulty
W którejś już turze nędznego i śmiechu wartego ostrzału naszych katapult nastąpił przełom. Trafiłem katapultę wroga i zraniłem ją. Wystarczyło tylko rzucić 6 na tabelce Battering Chart żeby ją zniszczyć. Zacisnąłem mocno zęby, wybrałem najbardziej zapalczywie wyglądającą kostkę (ah ta magia) i rzuciłem. Przysięgam, że toczyła się co najmniej pół minuty, zanim wreszcie się zatrzymała. 6! Siła 10, cztery rany i katapulta wreszcie zniszczona.
Pojedynek katapult wygrany!
Niestety w tym momencie szczęście się ode mnie odwróciło. Gdy nasze armie miały już-zaraz zetrzeć się w walce, zaczęliśmy z Luckym konkurs ssania nazguli. Miałem nadzieję, że moja Beta sobie poradzi, bo zszedłem z konia i ukryłem się za górką. Niestety Undying przeciwnika wypatrzył mnie i rzucil wyssanie woli na piątce. Nie chcąc ryzykować, zdecydowałem się bronić na trzech kościach. Z potęgami powinno udać się bez problemu... kulnąłem 2,2 ,1 i Betrayer odparował. Jako, że był moim najdroższym modelem kosztowało mnie to kopę małych punktów.
W końcu wojska Mordoru dobiegły do moich pozycji i zaczął się combat. Miałem przewagę liczebną i lepsze pozycje, więc szybko skanapkowałem morki i nabiłem brake'a. Niestety wrogi inżynier katapulty zdał parę razy męstwo, bezpiecznie doprowadzając trolla do moich linii.
Kanapkowanie morków
W związku z tym uruchomiłem mojego trolla, który przebiegł się po paru zawadzających Morannonach i Shagracie żeby zmierzyć się z kimś swojej postury i umiejętności.
Niedobitki armii wroga
Wytłukłem mięsko i zacząłem dobierać się do Undyinga i trolla przeciwnika. Niestety obniżona odwaga moich chłopców utrudniała to zadanie. Jednak i Herkules dupa kiedy wrogów kupa, zdałem wreszcie męstwo i troll wgniótł resztki armii wroga w piasek pustyni (katapulta katapultą, ale gram przecież Haradem, prawda?).
Undying czy Dying, dla trolla jeden pies
Katapulta w tej bitwie sprawowała się beznadziejnie i przyznam, że zacząłem się trochę martwić jak będzie szło mi dalej. Jednak troll stanął na wysokości zadania i zjadł bohaterów przeciwnika. Dobre i to.
16:4
2.Olać LotRa, chodźmy na łyżwy! Vs. Yogi vel Celeborn
Najdziwniejszy scenariusz turnieju. Wyznaczało się po 10 modeli (w tym max 1 bohater) które miały zabić więcej jednostek, niż te przeciwnika. Nie to było jednak dziwne, a zasada specjalna - jeżeli pod koniec fazy ruchu na obszarze o promieniu 3 cali znajdowało się więcej niż 10 modeli, załamywał się lód i wszystkie otrzymywały hita z siłą 6.
Yogi grał leśnymi na Galadrieli czarującej, Legolasie i Haldirze. Standardowa rozpiska na którą byłem przygotowany. Graliśmy jednak na bardzo specyficznym stole, przeciętym rzeką. Na rzece był tylko jeden mostek. Jako, że Yogi był przeciwnikiem pływania, zgodziliśmy się obaj aby wyżej wymieniony mostek był jedynym sposobem na przedostanie się na drugą stronę. Mi bardzo to odpowiadało, bo nie zamierzałem fatygować się w stronę elfów. W lewym, najdalszym od wroga rogu wystawiłem katapultę z obsługą i Harad schowany za różnymi górkami i opłotkami w centrum stołu.
Wystawienie Haradu..
Jako, że miałem bardzo dużo modeli, musiałem uważać na zasadę specjalną i rozstawiać moje wojsko w kupkach. Tak więc wszyscy stali w dość dziwnym szyku, dziewięciu łuczników z mojej ekipy (dziesiąty był oczywiście kap katapulty) razem z Betą salwowali zza górki a reszta stanęła w formacjach prostokątów i kwadratów tu i tam.
.. i leśnych
Yogi schował swoja ekipę (dziewięciu łuczników i Haldira) za rzekę a resztę łuków z Legolasem za górkę. Zaczęliśmy się salwować. Szybko jednak okazało się, że wymiana ognia z Haradem i katapultą nie jest najlepszym pomysłem i elfy zaczęły umierać. Przeciwnik zadecydował więc, że łucznicy będą kontynuować ostrzał a reszta armii w oddziałkach (zasada specjalna) będzie forsować rzekę.
Elfy forsują rzekę
Mi było to bardzo na rękę. Odstrzeliłem z łuków czujki elfów na które Yogi chciał znosić strzały z katapulty i przywaliłem kamieniem w pierwszą grupę na moście. Mięciutkie elfy nakryły się grupowo nogami i zacząłem prowadzić wyraźnie w krwawym konkursie ekip. Co wbiegało na mostek, dostawało sytego placka a łuki kończyły tych co przeżyli. Galadriela biegnąca forsować przeprawę w ostatniej chwili zrejterowała i schowała się za górkę do łuczników.
Uda się im?
Bum i następna grupa elfów odchodzi do Valhalli. Łuki dobiły opornych.
Niestety nie
W końcu elfy dostały brake'a i jasne stało się, że taktyka przeprawy się nie sprawdza. W konkursie drużyn prowadziłem bardzo dużo do bardzo mało i wciąż powiększałem przewagę. Yogi wyszedł elfami zza górki, aby pod osłoną światła spróbować strzałów na bezpośrednim zasięgu.
Betrayer wskazuje gdzie strzelać
Haradrimowie się nie przelękli, ale taktycznie wycofali się poza zasięg ostrzału bezpośredniego dalej nękając elfy salwą. Poszedł jeszcze jeden krwawy placek i przeciwnik poddał grę.
Fragi katapulty
Przez kiepskie ustawienie modeli katapulta nawet przy znoszeniu zabijała bardzo dużo jednostek. Do tego doszły łuki i leśne naprawdę nie miały co zrobić. Straciłem pięciu Haradrimów i wygrałem masakrą.
20:0
3. Kserowanie materiału dla redaktorów. Vs. Solmyr
Gra ograniczona do dwunastu tur. Na środku stołu znajdowały się trzy punkty. Każdej tury, stykając się z punktem na 3+ kserowało się materiały, czyli zdobywało się punkt. Kto miał więcej (lub 2x więcej) wygrywał scenariusz.
W końcu musieliśmy trafić na siebie z Solmyrem. Trochę nieszczęśliwie, bo stół wyżej grali Kevin z Venem którzy też nie byli zachwyceni parowaniem. Solmyr pomimo niestandardowej rozpiski radził sobie bardzo dobrze i miał niewiele mniej punktów ode mnie. Jeśli nie więcej! Grał, jak już wspomniałem, na Gondorze na Gandalfie, Aragornie i Pipinie.
Ta mina mówi wszystko
Zacząłem bitwę w dobrym nastroju. Lubię grać z Solmim, miałem 35modelową przewagę liczebną, katapultę i dużo więcej łuków. Co mogło pójść źle? Wystawiłem katapultę w rogu, łuczników w centrum w ramach strzelnicy i mięsko na całej długości stołu.
Wystawienie
Po pierwszej turze wiedziałem już, że coś jest nie tak. Katapulta nie trafiła ani razu a ostrzał wszystkich łuków po minaskach przyniósł.. jednego zabitego łucznika. Jednego łucznika!? 22 łuki i katapulta?
I znów trzeba pokazać, w którą stronę strzelać
W drugiej turze odpaliłem znów wszystkie moje zabawki i zabiłem.. dwa modele. Totalne nieporozumienie! Zacząłem poważnie się niepokoić o losy bitwy. Skląłem swoje rzuty, swoje szczęście, szczęście Solmyra (zabił mi z 7 modeli z łuku), całą bitwę i system ogólnie. Po chwili stwierdziłem, że nie ma na co czekać bo Solmyr dochodził już do punktów. Zaprzestałem ostrzału i pobiegłem wszystkim do przodu.
Troll bieży na ratunek
Zgodnie z moimi przewidywaniami, jednostki Solmyra dotarły do punktów bardzo rozproszone przez niebezpieczeństwo zarwania głazem, co postarałem się wykorzystać. Rzuciłem się moimi dzielnymi chłopakami do walki.
Przewaga liczebna panów w turbanach
Jednak moje wojsko okazało się nie dość dzielne. Nie dość, że prawie nic nie zabili, to jeszcze dali spuścić sobie srogie lanie od mniej liczebnych fontann i minasków. Do tego do akcji włączył się Gandalf i Aragorn i w ogóle zaczęło robić się nieciekawie.
Aragorn heroicznie odbija się od czterech dzielnych wojaków
Po paru turach walki przetarłem oczy ze zdumienia. Moja cała armia, dostała okrutny łomot od niecałej armii Solmyra, nawet gdy nie wszystkie jego jednostki zdążyły dojść do walki. Batrayer starał się dzielić uwagę między ssanie Gandalfa i paraliżowanie Aragorna, w zależności od potrzeby. Jednak to nie bohaterowie a zwykli żołnierze byli problemem. Walcząc w okrążeniu, dwa albo trzy na jednego wygrywali walki i zjadali moich Haradrimów.
Walka o punkty
Sytuacja zrobiła się na tyle nieciekawa, że musiałem wrzucić do walki Betę, aby wspomóc moich żołnierzy. Do walki dobiegł wreszcie troll i na lewej flance wszystko wyglądało dobrze.
Trolling i beting żołnierzy wroga
Niestety na prawej wszystko wyglądało bardzo niedobrze i z niepokojem zacząłem liczyć zabite modele. Prowadziłem odrobinę scenariusz w punktach ale szło coraz ciężej, bo nie miałem już potęg a Solmyr dzięki celnie ulokowanym blastom i heroicznym ruchom Aragorna przejmował coraz częściej kontrolę nad większością punktów.
Na dodatek zdecydowałem się na strzał katapultą w pobliże walki i rzuciłem papcia na scatter. Solmyr zniósł kamień i zabił mi następnych czterech haradrimów. Jedynym szczęśliwym trafem okazała się heroiczna walka Aragorna którą przegrał plewnym rzutem z czterema Haradrimami i stracił konia.
Harad zaczyna się spać...
Zorientowałem się, że czas prawie się skończył a ja stoję na progu złamania. Zacząłem grać dokładnie, prowadziłem rozmaite taktyczne manewry moim mięskiem żeby zyskać parę minut. Prowadziłem w scenariuszu i tylko to mogło mnie uratować od przegranej. Na szczęście Haradrimowie dotrzymali do końca czasu i wygrałem scenariusz jednym punktem.
.. a tu już niemal po fakcie
Solmyr zagrał bardzo dobrze, to była bezsprzecznie najtrudniejsza bitwa w całym turnieju. Dodatkowo niesamowicie szły mu kości i mój Harad posypał się w zastraszającym tempie. Ledwo wyciągnąłem zwycięstwo w scenariuszu - gdybyśmy grali jeszcze parę tur, na pewno bym przegrał.
Katapulta absolutnie nic nie zrobiła, zabijając jednego czy dwóch minasków z łukiem. Po raz kolejny zacząłem zastanawiać się czy dobrze zrobiłem topiąc w niej aż 265 punktów!
11:9
4. Banowanie. Sztygar banuje użytkowników. Vs. Lemur
Contest of Champions z wystawieniem w rogach stołu.
Czyli to co tygrysy lubią najbardziej, jeśli są to tygrysy z katapultą oczywiście. Moim championem został kapitan katapulty. Lemur wybrał na championa WK konno z koroną. W rozpisce miał WK, Dwimma i Noname'a konno, cztery SQ i trochę wargowo-batowo-orkowego mięska.
Cyrk Lemura
Moja armia rozstawiła się wsparta o ruiny budynku. Nie pamiętam, mówiąc szczerze, kto wygrał rozstawienie, ale byłem ze swojego rogu bardzo zadowolony. W budynku była wnęka, w której mogłem schować Betę a za murkami ustawić defensywną linię moich Haradrimów.
Obrona ruin; po sąsiedzku hobbity Vena
Armia Lemura ruszyła z kopyta (z pazura?) a moi chłopcy zacisnęli mocniej ręce na łukach i przygotowali katapultę. Miałem tylko parę tur w których mogłem poskładać nadbiegające SQ i nazgule. Priorytetem było utłuczenie SQ z katapulty i zestrzelenie konia Witch Kingowi. W walce nie miałbym zbyt wiele do powiedzenia, trzy nazgule z pewnością wyłączyłyby szybko Betę i poradziły sobie z moim biednym trollem.
Ognia!
Padło parę dobrych placków, trafiło parę dobrych salw i armia Lemura poszła w rozsypkę. Dwie SQ nakryły się wieloma nogami a wszystkie nazgule spadły z rumaków. Jako, że Lemur nie miał spadaka WK, król nazguli magicznie zamienił się w mojego Mahud Kinga pieszo. ;-) W tym momencie prowadziłem tylko 2:0 w scenariuszu a WK był tuż przy moich liniach. Poszedł szybki Black Dart i zrobiło się 2:1.
Widok po dwóch plackach
W odpowiedzi WK dostał jeszcze raz plackiem i musiał zużyć wszystkie losy żeby obronić się przed śmiercią. W tym momencie Lemur nie miał już prawie armii, trzymały się tylko otoczone nazgule, Witch King powoli przesuwajacy się w stronę walki i parę broodlingów. Gdzieś po drodze Betrayer przegrał konkurs ssania z trzema nazgulami i udał się do krainy wiecznych łowów.
O tych broodlingach trzeba napisać trochę szerzej, bo były to roje pająków które biegały ze sztandarem. Właśnie tak - kiedy zastrzeliłem Warg Ridera ze sztandarem, podniósł go właśnie broodling. Według zasad jest to całkowicie poprawne, nawet jeśli dziwnie wyglądające. Tak więc dzielne roje pająków niosły sztandar wolności wiodąc lud na barykady. Niestety w tym momencie padł mi aparat i broodlingi ze sztandarem nie zostały zarejestrowane. Zresztą mała strata, bo szybko zginęły. :-P
Witch King wstał, splewił Black Darta i pobiegł w stronę moich chłopaków. W odpowiedzi ustawiłem dwudziestoosobowy pluton strzelecki i wpakowałem królowi nazguli strzałę w wizjer hełmu. Wynik w scenariuszu 2:1 dla mnie i tak chłopaki w turbanach zatriumfowały nad klimatyczną rozpiską Lemura. :-)
Chłopcy trochę niewyraźni, ale bardzo dzielni
Bitwa rozegrana w świetnej atmosferze, do końca bardzo emocjonująca. Gdyby WK Lemura sprawił się lepiej w blackdartowaniu i ominął z jeden placek wynik mógłby być inny. Grało mi się bardzo przyjemnie, jak zwykle zresztą z Lemurem. Żadnych spin i przegięć, duch fair play i 4fun unosił się nad stołem całą bitwę. :-D
Katapulta sprawiła się nieźle, trafiła ze dwa razy centralnie zabijając dwie SQ i wyrzucając z siodła nazgule. Niestety zwałowałem sam siebie i z siłą 6 placka raniłem SQ po bokach na 4+ zamiast 3+ a Lemur zachował kamienną twarz pokerzysty przez całą bitwę i powiedział mi o tym dopiero wieczorem. Brawo Michał.
19:1
5. Mitrilowa amnestia. Vs. Kuli
Czyli przepchnięcie przez krawędź po trzech posłańców. Plus dodatkowe punkty za zabicie każdego z nich.
Jedne SQ za mną, czas na drugie. Kuli grał identyczną rozpiską jak Lemur. Wygrałem rzut na rozstawienie i krytycznie przyjrzałem się terenom. Z jednej strony stodoła, las i wielopoziomowa górka, z drugiej ładna patelnia + dwie urocze górki proszące o wystawienie na nich łuczników. Wybrałem stronę która ładnie się do mnie uśmiechała i wystawiłem swoich chłopaków. Katapulta standardowo poszła w róg stołu, Beta schował się za górką.
Ci trzej grubi panowie to posłańcy
Kuli poleciał pełną parą do przodu, wyrzucając parę baz do ściągania ostrzału z katapulty. Do tego Compelem wyciągnął jeden z moich łuków i zajął go rojami, żeby zasłonić części łuczników swoją armię. W odpowiedzi zacisnąłem kciuki i otworzyłem ogień do nadbiegających zwierzaków. Niestety, trafienie 1,2 i pierwsza z niewielu tur ostrzału na które mogłem liczyć poszła się bujać. Łucznicy odpalili do nadbiegających SQ, zabili trochę mięsa i zranili jedną z pajęczyc. Naprawdę świetnie.
Cyrk Kuliego
W drugiej turze Kuli zaczął grubo kombinować z wystawieniem rojów, mieliśmy masę kłopotów z jego pomysłami na szarżowanie SQ i Broodlingami pod różnymi dziwnymi kątami ścian i opłotków i ogólnie mówiąc dobrze się bawiliśmy. Betrayer wychylił się zza górki i czarną strzałą dobił pierwszą pajęczyce.
Batalion strzelecki „Górka" gotowy do akcji
W fazie strzelania znów odpaliłem ciężką artylerię, trafiłem raz i rzuciłem 2 na znoszenie. Brawo, wspaniale. Łucznicy spisali się niewiele lepiej. Na wszystkie strzały udało mi się zabić parę rojów, jakiegoś warga czy orka i poranić dwie pajęczyce.
Roje atakują
W tym momencie sędzia głośno oznajmił sali: dziesięć minut do końca! Coooooo?! Spojrzeliśmy na siebie z Kulim totalnie zaskoczeni - gdzie podział się ten cały czas? Albo niesłychanie wolno graliśmy, albo przy kłótniach na żarty zagubiliśmy zbyt dużo czasu, może też wystawialiśmy się zbyt długo. Ciężko powiedzieć, zaskoczenie było ogromne. Trochę przygnębieni, że dopiero się rozkręcamy a tu zaraz trzeba będzie kończyć zaczęliśmy następną turę.
Nierozstrzygnięty pojedynek, troll vs pająki
Kuli zaszarżował jakiś Haradrimów na lewej flance dwoma pająkami i jednym pająkiem z królem nazguli na prawej. W odpowiedzi ustawiłem batalion strzelecki który miał pruć do walk i pobiegłem trollem na pomoc. Jednak czasu było tak mało, że nie mieliśmy szans dojść nawet do fazy strzału. Widząc to, wybiegłem Betą zza górki i na wszystkich pozostałych kościach, oprócz ostatniej oczywiście, rzuciłem wyssanie woli na noname'a przeciwnika. Kulnąłem najwyżej 5, podbiłem potęgą do szóstki; Kuli kulnął mniej i nazgul odparował.
Prawa flanka
W tym momencie czas się skończył i gra dobiegła końca. Jedna SQ i nazgul noname przeciw paru zabitym Haradrimom i moje mentalne zwycięstwo.
Grało się świetnie - jak zawsze z Kulim. Próbował co prawda przekonać mnie parę razy, że jego nazgule widząc miecz mojego Betrayera mogą go wysysać, SQ poruszają się z gracją i swobodą po wąziutkich płotkach a roje mogą szarżować przebiegając pod kątem po pionowych skałach ale złożę to na karb jego poczucia humoru. ;-)
Katapulta zrobiła absolutnie nic, zabijając jednego gołego orka. Pozostawiam to bez komentarza.
10:10
6. Urodziny Vs. Kubbek
Standardowa wyrzynka, gdzie zabite modele liczą się podwójnie. Dodatkowo każdy pieszy model miał jeden cal ruchu wiecej. Ot, taki bonus.
Kubbek grał bardzo ładnie zrobioną armią Arnoru na masie chłopków plus Saruman, Arvedui i Malbeth. Wygrałem rzut na rozstawienie i wybrałem stronę z ładną górką na której wystawiłem połowę swoich łuczników. Druga połowa stanęła bliżej środka, katapulta poszła do rogu a mięsko rozproszyło się tu i tam.
Kubbek wybrał ryzykowny wariant rozstawienia przeciw katapulcie. Wystawił się w trzech oddziałach z pojedynczymi modelami z tyłu w charakterze ściągania niecelnych strzałów z placka. Widząc to, zatarłem ręce z uciechy. Moja katapulta była wyposażona w ścięte głowy! Przez cały turniej ani razu nie miałem okazji użyć tej zasady aż do wymarzonego przeciwnika - Arnoru z niskim męstwem.
W pierwszej turze nie trafiłem ani razu, ale zabiłem paru Arnorczyków z łuków. Przeciwnik pełną parą szedł na przód. W drugiej turze trafiłem jednym plackiem, decydując się wystrzelić ścięte głowy i zmusić Kubbka do testowania męstwa. Rzuciłem scatter... sześć! Idealnie w środek jego linii! Oberwało czternastu wojowników, sztandar, Arvedui i Malbeth. Bohaterowie poradzili sobie z testem męstwa bez problemu, natomiast Arnorczycy posypali się koncertowo i dziesięciu zwiało ze stołu w panice. Piękny strzał!
Niebiescy z łuków, czerwoni z placka
Niestety chwilowo szczęście katapulty się skończyło i przeciwnik częścią sił dobiegł do walki. Moi łucznicy dzielnie bronili górki, ale dostali sytego blasta i nakryli się nogami a paru rozmaśliło się na skałach. Przesunąłem mięsko z włóczniami do walki, Beta wyssał trochę Sarumana a katapulta przygotowała się do strzału. Kubbek zostawił poza minimalnym zasięgiem grupę Rangerów, którzy aż prosili się o placka. Trafiłem jednym strzałem i rzuciłem cztery na scatter. Wiedząc, że drugiej takiej szansy nie będzie, podbiłem dwoma potęgami i łucznicy wroga dostali o co się prosili.
Atak na górkę
Dzięki niskiej obronie, raniłem ich na 3+. Złapało się dwunastu, szczęśliwie pokulałem i jedenastu zostało rozgniecionych na papkę. Drugi strzał życia katapulty.
Armia Arnoru została złamana ale przegrałem heroiczny ruch w następnej turze. Kubbek zadeklarował swój RotNem, rzucił męstwo.. i oblał haniebnie spalając swój heroik. Wykorzystałem to skrupulatnie zajmując bohaterów przeciwnika walką i wymuszając testy męstwa na pozostałych Arnorczykach. Niestety nie poszło już tak pięknie i większość z nich, nawet z odwagą 1, zdała męstwo. Uruchomiłem trolla i poleciałem wszystkim do walki żeby skończyć sprawę.
Troll wkracza do akcji
Niestety następną inicjatywę przegrałem a nie miałem już potęg. Kubbek zdecydował, że czas już na nas i zatrąbił na odwrót. Puścił blasta na do widzenia i cofnął pełnym ruchem wszystkie swoje modele. Co mogłem robić innego, jak gonić. Haradrimowie pozbierali się z ziemi i pomknęli w pościg.
Pełna koncentracja
Niestety szczęście mi nie sprzyjało i przegrywałem ciągle inicjatywę. Jeśli już coś wygrałem, Kubbek deklarował heroiczny ruch i znów mi umykał. Goniłem armią niedobitki wojsk przeciwnika przez cały stół, prawie co turę obrywając blastem z darmowej kości. W końcu, gdy już porządnie wkurzony, zapędziłem ich w przeciwległy róg stołu... i czas minął. Bohaterowie i resztki wojski Kubbka wyprzedziły śmierć o jakieś dwie tury i gra się skończyła.
W pogoni za szczęściem
Jako, że straciłem wielu Haradrimów z pożegnalnych blastów Sarumana, wygrałem zbyt nisko żeby liczyć na zwycięstwo w turnieju. Stół niżej Michał Adamczyk pojechał wysoko Kuliego a Ven rozjechał kogoś dwa stoły dalej.
Moje bitwy z Kubbkiem zazwyczaj przebiegają bardzo nerwowo, ale tym razem udzielił nam się duch turnieju i rozegraliśmy bardzo przyjemną grę bez spin. Jedyny problem który nas dzielił rozwiązaliśmy po dżentelmeńsku rzutem kością, zgodnie zresztą z sugestiami zawartymi w podręczniku. :-D
Katapulta sprawiła się w tej bitwie znakomicie, zabiła ponad 20 modeli i przywróciła mi wiarę w sens jej wystawiania.
12:8
Koniec końców zająłem trzecie miejsce, lądując na końcu podium. Wszystkie bitwy były ciekawe i wymagające, przy wszystkich świetnie się bawiłem. Gra katapultą jest bardzo rozluźniająca, bo przez pół gry wystarczy liczyć na dobre rzuty i nie przejmować się niczym, gdy przeciwnik musi omijać padające kamienie i lecące nieprzerwanie strzały.
Myślę, że jeszcze jeden lub dwa turnieje zagrane na katapulcie i zbiorę wszystkie nabyte doświadczenia w formie artykułu. Jeśli miłość do LotRa przeważy nad lenistwem oczywiście. :-)
Wspomnę też słowem o sobotnim wieczorze, kiedy to sporo się działo.
- doborowe towarzystwo, szczególnie ekipa Jagoda, Solmyr, Kuli i Lemur
- wspaniałe popisy wokalne Kuliego i choreograficzne Lemura
- budowanie wielopoziomowych tuneli i czołgów wraz z ludźmi grającymi w kolejową planszówkę
- emocjonujący pokaz boksu zakończony krwią, potem i łzami
- emocjonujący pokaz mocnej głowy, niestety nie do końca udany i zakończony zafajdaniem okolicy
- gra w karteczki vel zgadywanie, która niektórych pokonała
- wizja straszliwego kapitana Haka, którą to nie wszyscy zrozumieli
i wiele, wiele innych. Ci co byli wiedzą jak dobrze było, ci co nie byli niech za rok przyjadą.
Au Revoir!
Gra w karteczki





































Świetny art, pozazdrościć wygranej:D
super, naprawdę w żadnej bitwie nie przegrałeś?????????????????????????????
spoko dobra informacja bardzo przydatna. spoko się czyta
Super się czyta! Szkoda że niektóre zdjęcia są nieco rozmazane. Ale ogólnie jest dobrze.
Chodzi mi o ostrość foci :P Takich akurat kilka jest ;)
PozdRawiam
Hm, mówisz? Które wyszły zbyt sweet?
Dobry art, świetnie napisany - zwłaszcza spodobał mi się opis sztandarowych broodlingów i 3 tury z Kulim - gratki ;) Jedyne, czego można się czepić, to sweet focie, ale to nie psuje zabawy z czytania :)
PozdRawiam
Według mnie super art.
cóż artykuł świetny ale i tak wielką tajemnicą zostanie dla mnie jak potrafiliście z kulim zagrać 3 tury w 2 h xd ??
Miły artykuł - szybko się czytało i z dużą przyjemnością :)
Pozdrawiam, Ajas :D
Bardzo fajny art :) Dobrze się czyta, leki i przystępny język. BTW: czemu elfy idą do Valhalli? :P
Raporcik spoko :D
Fajnie się czytało, turniej też bardzo przyjemny, jeden z ciekawszych na jakich byłem. :)
Pierwszya relacja z turnieju w życiu w której przeczytałem, wszystkie opisy bitew itd:) naprawde spoko napisane ;)
PO-PO-PO-PO-PO-PO-PO-PO-POKER FACE! To tak apropo ranienia esek ;D Generalnie bardzo przyjemnie czyta się ten art, lekki i przystępny język, fajny opis bitew. Opis naszej jak najbardziej się zgadza, jak zawsze zero spin i bardzo miło. A sobotnia noc zdecydowanie do powtórzenia na manewrach ;)