Raport z mastera w Bydgoszczy
Dodał: Ajas
23.08.2010, 20:14
Bromberg – miasto słynące z tego, że leży niedaleko Torunia, szczyci się posiadaniem dj Waldiego, niezłego chińskiego makaronu i tego, że Kuli i Lemur mieszkają niedaleko. W miniony weekend po raz drugi miał tam miejsce master. Po raz pierwszy przybrał on formę turnieju na zasadach Balancing Patch’a – niestety przez swoją parową naturę nie był to wymierny test „łatki”. Bydgoszcz jako ośrodek rozwijający postawiła sobie poprzeczkę dość wysoko organizując turniej w wakacje – z tego powodu większość graczy stanowiły osoby przyjezdne. Master (jak każdy inny) planowo zaczynał się w sobotę, ale na szczęście nocleg był przewidziany już od piątkowego wieczoru z czego moja ekipa skrzętnie skorzystała.
WYJAZD:
Nasza
ekipa liczyła 4 głowy Ven'a w charakterze kierowcy, Gymlet'a jako tego który
pilnuje Haby na tylnych siedzeniach, Haby jako kogoś kto dba o dobrą zabawę i
mnie w roli pilota. Planowy wyjazd mieliśmy w okolicach godziny 18, lecz jak
zawsze ktoś miał inne pomysły na temat punktualności i ruszyliśmy nieco po
19:00. Trasa między Poznaniem i Bydgoszczą do długich nie należy, więc mogliśmy
sobie pozwolić na jazdę tuż przed zajściem słońca.
Po
posiłku w KFC - co jest już uświęconą tradycją naszych eskapad zaatakowaliśmy
trasę. W czasie jazdy rozkminialiśmy różne pierdołki zaczynając od tego, co
widzimy w najnowszym rzucie nowości do LotR'a, poprzez gry RPG wszechczasów
(łącznie z opierniczeniem Ven'a i Haby za niegranie w Baldura), aż do tego
dlaczego mocno pachnie jakby... żelem pod prysznic? (nieszczelne opakowanie w
torbie Haby -_-).
W
trasie pozwoliliśmy sobie na przerwę (Haba marudzący, że chce iść na ćmika jest
nie do wytrzymania) w tym czasie postanowiliśmy zafundować Lemurowi mały zawał
serca: Gymlet zadzwonił do niego z informacją, że nie będzie mógł sędziować i
przypadnie to Lemurowi, powoływał się na pilną sytuację rodzinną - ton głosu
Lemura był wystarczającą nagrodą za stracone 5 min jazdy.
Dzięki
GPS'owi na miejsce dotarliśmy bez opóźnienia w okolicach godziny 22:00 na
miejscu była już ekipa z Wrocławia, Pomorza, Ełku oraz tubylcy.
Z
upływem czasu zaczęły docierać coraz liczniejsze grupy graczy z całej Polski -
Kielczanie, Krakowiacy, Bydgoszczanie i inni. Pierwszy nocleg zaczął się
spokojnie i tak samo się zakończył. Impreza była w pełni kulturalna i bez
wyskoków z kategorii farby z nosa. Spanie zaczęło się nieco wcześniej z racji
turnieju dnia następnego.
Ven - nasz kierowca a'la "Taxi"
"Z której strony mam wlew paliwa...?" niekończąca się zagadka Ven'a
Sałatka w KFC - żart czy prowokacja?
Kubełek - podstawa posiłku przed wyjazdem na turniej
Haba czyści torbę z rozlanego żelu pod prysznic
NOCNE MANEWRY I:
Po
drobnych zakupach Ven dosiadł się do pokerowego stołu gdzie cwaniak wygrał
nieco pieniędzy. Później rozeszliśmy się po całej szkole, przenieśliśmy nasze
materace do innej Sali gdzie było wszystko, czego dusza pragnie: drzwi,
wystarczająca ilość podłogi i wieszaki niestety wadą okazało się nieotwieralne
okno, które spowodowało, że noc była trudna do zniesienia.
Po
pewnym czasie dołączyła ekipa z Kielc i w zasadzie wszyscy piątkowi
noclegowicze byli już na miejscu. Rozegraliśmy partyjkę „Ryzyka" naśmiewając
się z siedzących niedaleko ludzi grających w LotR'a - po co jechać tyle
kilometrów? Przecież nie po to, żeby
przesuwać figurki :P później poszliśmy się wyspać.
Muszka myśli, że ma dobre karty
Ludzie grajacy w LotR'a - dziwolągi nie? ;)
Christo, Lemur i Chimek dyskutują w rzykmskim stylu
Hmm... no ta... Daniel - cóż więcej napisać ;)
Sędziówka już rozkminia exella
ROZPISKA:
Rozpiskę
złożył Ven - ja przez długi czas (czyli do pierwszej bitwy) uznałem ją za
beznadziejną i bez większych szans na sukces , niemniej skoro Andrzej zebrał
wszystkie potrzebne modele zgodziłem się na grę nią - wszak maluchami nigdy nie
grałem i otwierało to pole do zupełnie nowych doświadczeń bitewnych.
Bazą
rozpisek są liczne pokurcze ze wsparciem dwóch żwawych staruszków miotających
blasty (jeden mobilny, drugi lepiej wyszkolony) do tego dwóch strategicznych
Strażników - do odpalania heroików na skrzydłach oraz pancernego oddziału
świetnie wyszkolonych Arnorczyków:
Shire + The Rangers + Arnor + The Wizards
Gandalf
Szary (Cienistogrzwy)
Strażnik
Północy
14x
Szeryf Hobitów
13x
Milicjant Hobbitow
13x
Łucznik Hobbitów
Saruman
Biały
Strażnik
Północy (włócznia)
17x
Wojownik z Arnoru
9x
Łucznik Hobbitów
68/100
modeli||22+2 łuki||dwa blasty
Armia
nie jest jakaś szalenie liczna, ale i tak więcej myślących sensownie
przeciwników powinna do niej podejść. Dwa blasty pozwalają na spowolnienie tego
marsza. Strażnicy Północy odpalają czasem przydatne heroiki na skrzydłach, a
łuki mają na celu ostrzał wszystkiego, co chce podejść zbyt blisko.
PIERWSZA BITWA:
Przeciwnicy: Adrian „Habbzdung"
Brygarczyk & Marcin „EMOer" Naprawski
Armia:
Isengard
+ Umbar
Vrasku
22x
Ork (włócznia)
13x
Wojownik Uruk-Hai (kusza)
3x
Dziki Dunlandczyk
Pan
Cienia (koń)
Kapitan
Korsarzy (tarcza)
9x
Rozbójnik
6x
Kusznik Korsarzy
1x
Korsarz (tarcza)
1x
Korsarz
Scenariusz: Zdobycie i utrzymanie ćwiartek ze wsparciem
wybranego bohatera z Bydgoszczy.
Po
rozlosowaniu par okazało się, że jedziemy masę kilometrów po to, by pograć z
Habą i Emoerem - w sumie trzeba by się kiedyś do tego przyzwyczaić. Każda ze
stron pokusiła się na wielokrotnego motacza blastów - czyli Kubuna. Korzystając
z zasłony naszych światełek sumiennie dreptaliśmy w kierunku środku stołu -
wymiana ognia wychodziła raczej na naszą korzyść - kwestia sytych blastów.
Blasty wrogiego Kubuna nie wchodziły głównie dlatego, że (zdaniem Emoera)
wyginałem statystykę rzutami na Resistance.
W
całej bitwie nie było niczego ciekawszego pominąwszy ładną akcję Haby, w której
ściągnął z kusz nam Sarumana (strzelając przez miliard hobbitów). Generalnie
szczęście było po naszej stronie. Sukcesywnie wycinaliśmy wrogie szeregi
doprowadzając do złamania armii. Nasze nie uciekały ze stołu - dwaj Istari
skutecznie zachęcali ich do dalszej walki.
Po
wybiciu wroga do zera (kapitan piratów dzielnie utrzymał się kilka rund)
zakończyliśmy grę podliczając ćwiartki.
Mimo
niefarta po stronie naszych przeciwników bitwa z Marcinem i Adrianem była jak
zawsze przyjemna - dobrze się znamy i szanujemy, więc rozgrywkę zaliczam do
przyjemnych.
Wynik: 17:3 dla nas
Hobbity "biegną" do ataku
Ciemniak prowadzi swoją ekipę
Jak każdy kozak idzie na solo
ITW - przydatne w chwilach, gdy ktoś chce zastrzelić maga
Kusze strzelają, a reszta udaje, że ich nie ma
EMO patrzy jakoś tak z wyrzutem
Dobijanie szeregów piaratów
DRUGA BITWA:
Przeciwnicy: Paweł
„Pablo_von_Kozlov" Kozłowski & Jakub „Kubbek" Charmo
Armia:
Arnor
+ Dwarf Holds
Malbeth
22x
Wojownik z Arnoru
12x
Zwiadowca z Arnoru
Balin
8x
Żelazny Gwardzista
8x
Wojownik Krasnoludów (łuk)
8x
Wojownik Krasnoludów (tarcza)
1x
Krasnoludzki Gwardzista
Scenariusz: Zabicie wrogiego Haby i zdobycie Laczków od
Babci.
Po
raz pierwszy w życiu przyszło mi zagrać z Kubbkiem, a po raz drugi z Pablem.
Ven i ja spodziewaliśmy się wymagającego parcia na przód długobrodych wojsk,
lecz Kubbek ii Pablo zadziwili nas grą w stylu „stoję i strzelam" - może było
to spowodowane przyzwyczajeniem Kubbka do Haradu ;)
Po
początkowej utracie garstki modeli udało nam się wyrównać i przebić straty z
ostrzału - zawdzięczaliśmy to obieraniu na cele modeli spoza aury troskliwej
opieki Malbetha. Specjalnie omijaliśmy rangerów z naszego ostrzału - woleliśmy
by Kubbek i Pablo zachowali dystans jaki im pasował.
Korzystając
z błędu naszych przeciwników zaprosiliśmy commandami pewnego osamotnionego
krasia, który zapodział się w okolicach pewnego murka. Specjalnie ze względu na
cel scenariusza zaprosiliśmy go do tańca z Habą, by ten zasłużył na laczki od
Babci. Po dość intensywnej spinie na temat tego, gdzie ów kraś stał Haba jednak
zdobył laczki i pospieszył z nimi do naszej krawędzi, gdzie czekał na niego
Kuli.
Do
tego czasu wrogie szeregi dotarły pod zasięg blasta, który nieco skarcił
szeregi graczy MKE. W walce wręcz przegrywaliśmy - ale nie było to zbyt ważne -
hobbity warte kilka punktów nie były dla nas dotkliwą stratą.
Straty
które poniosły obie strony nie były duże, ale na szczęście to my wypełniliśmy
scenariusz.
Wynik: 13:7dla nas
Arnowo - hobbickie szeregi
Arnorowo - krasnalowe szeregi
Maluchy wdrapują się na górkę...
... zyskując lepsza pozycję do ostrzału
Krasnale zwlekają z atakiem
Zwróćcie uwagę na cwaniaków koło murka
Cmentarz modeli graczy MKE
Zadowolony z siebie Kubbek
Pozytywnie ustosunkowany do świata Pablo
Commandowany krasnal idzie do Haby
Haba wygląda lepiej niż kiedykolwiek
TRZECIA BITWA:
Przeciwnicy: Konrad "Konraduss"
Krystecki & Grzegorz „Genio" Kartaszewicz & Klaudia Krystecka
Armia:
Harad
+ Angmar
Pan
Cienia (koń)
10x
Wojownik Mahudów
2x
Kapitan Haradu
2x
Ork z Gorgoroth
1x
Wojownik Haradrimów (włócznia)
Cień
14x
Upiór
12x
Wojownik Orków (włócznia, łuk)
12x
Wojownik Orków (włócznia)
1x
Wojownik Orków (sztandar)
Scenariusz: przeprowadzenie Beczki i Zedegendena do Lichenia.
Na
bitwę dotarliśmy spóźnieni (za co nie omieszkaliśmy w bardzo nieładnych słowach
zbesztać Lemura - nigdy nie proście go o wskazówki terenowe). Na szczęście nasi
przeciwnicy nie mieli nam tego za złe - kwestia 10 minut.
Widząc
przeciw sobie kolejnego Pana Ciemniaka stwierdziliśmy, że przeciw dwóm blastom
nie jest to nic trudnego, w pierwszych turach bitwy bardziej niepokoił nas ork
z Gorgoroth, który skutecznie wyłączał nam salwę - choć w sumie i tak byśmy
dreptali z Beczką i Zede-gongo-gongo-gongiem do przodu.
Po
osiągnięciu bezpośredniego zasięgu naszych łuków zrobiliśmy mały pogrom miękkim
duszkom i niektórym Mahudom. Na szczęście Konrad i Grzegorz postanowili
podzielić armię - co bardzo nam pomogło. Czarodziejów trzymaliśmy z dala od
nikczemnego nazgula, który i tak nieco nam zwarzywił Gandalfa, który wypłukał
się z Potęg, by zachować Wolę.
Później
obie armie podzieliły się na dwie części - mniej liczna część Mahudów pod
opieką Nazgula i kapitana Haradu starała się powstrzymać naszą beczkę i
Zedegonga, zaś Shade i masa próbowała pomóc w przeciśnięciu się wrogim modelom.
Nasza
Beczka i Zedegen-coś-tam przebili się większego kłopotu - Genio był pod
wrażeniem możliwości blastów i łuków hobbitów. Na flance Ven'a Gandalf dzielnie
powstrzymywał przejście wrogich modeli, co w końcu zakończyło się zabiciem ich.
Później
było jeszcze weselej - podzieliliśmy stół na dwie części i graliśmy dwie jakby
minii wersje bitew. Na mojej flance hitem było gonienie Nazgula stojącego na
ostatniej Woli Arnorczykiem - nieskutecznie - choć warto podkreślić, że gonił
go przez jakieś 30"!
Bitwa
ta była niesłychanie zabawna - miłym elementem była gra w „czy Klaudii uda się
zrobić zdjęcie?". Rozgrywka minęła w miłej i bezspinowej atmosferze, obie
strony miały niezły ubaw i to jest coś, co bardzo mnie cieszy w naszym hobby.
Wynik: 17:3 dla nas
Hobbity dotarły do linii zasięgu łuków
Mahudy skupione wokół SL'a
Arnorczycy i duchy w oddali
"Mało nas... mało nas..."
Beczka i Zedegogongon wychodzą
Genio i KOnraduss w glorii i chwale dobrego humoru
CZWARTA BITWA:
Przeciwnicy: Marcin "Herudaio"
Mycek & Henryk „Alexander" Jankowski
Armia:
Arnor
+ Dwarf Holds
Malbeth
22x
Wojownik Arnoru
11x
Zwiadowca Arnoru (włócznia)
Balin
12x
Wojownik Krasnoludów (tarcza)
10x
Wojownik Krasnoludów (łuk)
7x
Gwardzista Khazadów
Scenariusz: zdobycie wrogiego
obozu
Po
raz trzeci przyszło mi zasiać z Heru po przeciwnej stronie stołu, choć tym
razem każdy z nas miał wsparcie w postaci odpowiednio Alexa i Ven'a. Bitwa
zapowiadała się na niezbyt interesującą - ot kolejne krasio - arnorowe masy
zmierzające do naszego dzielnego narożnika nafaszerowanego hobbitami.
Pomijając
wielką nudę jaka wiała z pola bitwy - gra pozycyjna ze spinami ze strony Heru,
a później Ven'a całość starcia była rozgrywana bez większej ingerencji Alexa
czy mojej - nasze „połówki" zajęły się sobą, a my by kłóciły się dwie, a nie
cztery osoby oddaliśmy się grze logicznej podrzuconej przez Marcina (gorąco
polecam - świetna zabawa).
W
tym miejscu pragnę potępić nieco zachowanie Heru - nie jest tak, że tylko jedna
strona jest zobligowania do gry z dokładnością, co do nanocala, a inni mogą
grać „na oko". Pierdołki typu 5" ruch Dziadzią na kucyku nie powinny być
rozkminane przez kilka minut skoro wyżej wymieniony ma jeszcze 7" by wrócić na
z góry upatrzone pozycje. Heru - przegiąłeś z czepianiem się, co prawda Ven
później też wpadł w głupi nastrój do czepiania się, ale to Ty zacząłeś -
następnym razem to Alex i ja gramy sobie, a Wy idziecie do sklepu po żarcie,
czy co tam innego - w każdym razie z dala od stołu :P
Bitwa
zakończyła się minimalnym sukcesem - oczywiście nikt nie zdobył obozu, ale
Venowi udało się zabić Malbetha :)
Tak dla odmiany - krasie i Arnor... -_-
Jak tu wydusić więcej blastów...?
Nie, to nie była katapulta
"Pi**l PeGje zostań Nindża"
NOCNE MANEWRY II:
Następnego
dnia ponownie łupaliśmy w „Ryzyko", niektórzy zabawiali się pokerem, a pewna
patologiczna ekipa nadal grzmociła LotR'a. Atmosfera był miła i spokojna -
obyło się bez większych atrakcji z cyklu najazd miejscowej dresiarni. Niestety
Mucha i PomoRska Ekipa nie skminiły nam żarcia z KFC, więc musieliśmy pożywić
się w Mac'u - zapamiętamy to sobie.
Później
spędziliśmy czas poza terenem budynku szkoły prowadząc kulturalną rozmowę wraz
z Balinkiem i gościnnie Jagódką. Po jakimś czasie miała miejsce niemiła akcja
związana z ekipą siedzącą koło parkingu - głośna muzyka w kolejnej miejscówce
nie była najlepszym pomysłem - Lemur nieco na wyrost wkurzył się na to, co
zobaczył niemniej trzeba uszanować jego podenerwowanie - wszak kolejna
miejscówka dla LotR'a była efektem długotrwałego poszukiwania i dobrze by było
zachować ją na przyszłość. Po szybkim ogarnieciu ekipy sprawa została rozwiązana
kulturalnie i skończyło się bez 5k6 karnych VP na team.
Kolejną
noc spędziliśmy na sali tam gdzie graliśmy - większość ekip rozłożyła się w
salce szkolnej i na korytarzach. Ta noc minęła nam w miłej atmosferze gdyż z
nami była jedynie skład Off & Muszka, którzy planowali przespać się przed
powrotem - warto też nadmienić, że warunki przestrzenne były optymalne -
przewiewność pomieszczenia była idealna - 7 osób na salę o powierzchni 40 m2
to dobry układ.
Następnego
dnia wstaliśmy dobrze wypoczęci. Po porannych ablucjach - tak w umywalce da się
dobrze umyć, tylko trzeba chcieć (na marginesie: brawa dla Mietka - Człowieka Z
Papierem Toaletowym!). Po ogarnięciu się do końca zabraliśmy się do kolejnej
batalii.
Tak dla odmiany - RYZYKO...
Kuli 2011 - już niedługo rozkładówka w Twoim Cosmopolitan
Mietek - Człowiek, Który Miał Papier
PIĄTA BITWA:
Przeciwnik: Joachim „Chimek"
Czalej & Szymon „Szymonstein" Prostko
Armia:
Harad
+ Moria
Król
Haradu (lanca, koń)
32x
Wojownik Haradu (włócznia)
16x
Wojownik Haradu (łuk)
Durburz
22x
Wojownik Goblinów (włócznia)
17x
Wojownik Goblinów (łuk)
12x
Wojownik Goblinów (tarcza)
Rój
nietoperzy*
*rozpiski
napisałem z pamięci - oddają ogólny sens armii - nie udało mi się skontaktować
z Joachimem i Szymonem
Scenariusz: zabicie dziesięciu podpakowanych modeli
przeciwnika
No
to masówka - zdarza się, ale żeby biła nawet nasze hobbisty? To już spore
przegięcie! Po raz kolejny przyszło nam dzielnie dreptać do wroga na zasięg
naszych wspaniałych łuków.
Niestety
jest to kolejna bitwa bez historii - zagraliśmy beznadziejnie asekuracyjnie - i
mam tutaj na myśli obie strony - zarówno graczy z Ełku jaki naszą parę. Odnoszę
wrażenie, że gdyby armia Haradu i goblinów pomimo potencjalnych strat z
ostrzału i zaklęć zdecydowała się ruszyć na nas swoją niewiarygodną masą mogło
by im udać się zgniecenie nas. Z kolei z naszej strony zbyt późno
zdecydowaliśmy się na szalony pomysł z zaatakowaniem bandy upgrade'owanych
modeli za skałą naszym konnym Dziadzią.
Bitwa
zakończyła się uczciwym remisem - żadna ze stron nie popisała się niczym nadzwyczajnym
- ot parę małych punktów dla nas więcej.
Wynik: 10:10
Chimek i Szymon - nie, nie wiem, co oni robili wnocy :P
Snickers - i drepczesz dalej...
Almette - badania kliczniczne dowodzą, ze działa lepiej niż Malbeth
Łuki Haradu - gdyby nie one to my byśmy salwowali
Chimek i Szymonstein w odwrocie
Ucieczka od zasięgu blasta
SZÓSTA BITWA:
Przeciwnik: Grzegorz "PiterSon"
Gorzelec & Sylwester „Mithrandir" Sekuła
Armia:
Isengard
+ Angmar
Saruman
(koń)
Grima
(koń)
10x
Wojownik Uruk - hai (pika)
5x
Wojownik Orków (łuk, włócznia)
Cień
29x
Upiór
15x
Wojownik Orków (łuk, włócznia)
Scenariusz: wycinka absolutna -
dwukrotnie punktowany koszt modeli
Ostatnią
batalię mieliśmy przyjemność rozegrać z ekipą z Kielc - zawsze pogodni i weseli
Piter i Mietek. Grając przeciw dość licznej armii duszków ze wsparciem blaszek
pod Cieniem i z opieką Grimy i Sarumana ponownie zostaliśmy zmuszeni do
dreptania do wroga. Po przemarszu i malutkich stratach otworzyliśmy
wyniszczający ogień w kierunku upiorów.
Czarowanie
Mietka (Piter wyruszył po jedzenie) odbywało się bez większych sukcesów - niech
żyje resistance maluszków, zaś nasze balsty zamiatały już zwyczajowo - słabiej
było z ich zasięgiem - ponownie zaatakowała nas zmora 1" zaklęć. Po
krótkotrwałej zabawie w „jak strącić Sarumana z konia" stwierdziliśmy razem z
Ven'em, że lepiej będzie zając się brejkowaniem armii Mietka.
Ciesząc
się sporym żniwem z łuków i blastów wkrótce udało nam się dokonać dzieła
zniszczenia - pierwszy czmychnął Grima parę tur po nim Cień - zaś uparty
Saruman stał dzielnie utrzymując resztki swoich wojaków.
Po
odważnym, lecz rozpaczliwym ataku Sarumana na nasze szeregi niecnie
zabawialiśmy się nim w piłkę rzucając blasty raz w jedną stronę, raz w drugą z
przeciwnych krawędzi stołu - kończąc naszą sadystyczną zabawę skończyliśmy
bitwę wycinając armię Mietka i Pitera w pień.
Choć
Mietek już od początku przeczuwał ostre baty nie poddał się i stoczył z nami
miłą, spokojną i zabawną bitwę. Do końca zachował poczucie humoru i uśmiech -
to się liczy!
Wynik: 19:1 dla nas
Mietek i PiterSon - mamy Was!
Nowa wersja Pink Horrorów
Znowu hobbity zmuszone do marszu
Isen czeka na nadejscie nieuniknionego
Dręczenie duchów blastami
Umarli... umarli jeszcze raz
Ej! Nie mam modeli do blastowania!
WYNIKI:
Końcowa
tabela zajętych miejsc (za brak niektórych nazwisk przepraszam - nie byłem w
stanie ich zdobyć), EMOer zyskał nagrodę za najładniej pomalowaną armię:
1. Jakub „Lemur"
Siedlecki & Paweł „Kuli" Kuligowski 92 VP
2. Adam „Ajas"
Sokół i Andrzej „Ven" Reszelski 87 VP
3. Alex i Heru 79
VP
4.
Joachim „Chimek" Czalej & Szymon „Szymonstein" Prostko
5.
Krzysztof „Christo" Remus & Oskar „Hajmon" Kida
6.
Michał „Ugluk" Ławniczak & Wojciech „Pluto" Pluciński
7.
Mikołaj „Kijanka" Łaboklicki & Jarosław „Yar-chan" Bobynko
8.
Marcin „Duży" Włodarski & Bartosz
„Bartos" Federowicz
9.
Stanisław „Gotthark" Płachetko & Paweł „Eorl" Kotas
10.
Jakub "Kubbek" Charmo & Paweł "Pablo" Kozłowski
11.
Piotr "Off Jenkins" Kurek & Romuald "Mucha" Muszyński
12.
Grzegorz "PiterSon" Gorzelec & Sylwester „Mithrandir" Sekuła
13.
Konrad "Konraduss" Krystecki & Grzegorz „Genio"
14.
Adrian „Habbzdung" Brygarczyk & Marcin „EMOer" Naprawski
15.
Michał „Tiaw" Dyrkacz i Alan „Evilstasiu" Staszczyk
16.
Przemysław „Hawk" Jastrzębski & Mateusz „Mativini" Łakomiec
17.
Igor „Alva" Wojtunik & „Kłaczek"
18.
Mateusz „Xard" Pozimski & „Seem"
19.
Jagoda „Jagoodka" Majcherek i Marcin „Balin" Pommersbach
20.
Alexij i Paulina
21.
Jerzy „dr Jurek" Sikorski
22.
„Muaddib i Piotr „Pitermalina" Malinowski
23.
„Tomex" i „Commandor95"
24.
Daniel „Isengard" Derda i Adam „Yogi" Kielar
25.
„Gruchacz" i „Dixdix"
EMO - zwyciezca konkursu na najładniejszą armię
Po
turnieju mogę w pełni miarodajnie ocenić naszą rozpiskę - zabawa masą
dzieciaków z łukami i kamieniami pod wodzą dwóch szacownych starszych panów
była zaiste przednia. Trzeba było mierzyć, co do cala i zaplanować odpowiednio
wcześnie wszelkie manewry czarodziejami, rozważnie wydawać punkty Potęgi i
dobierać odpowiednie zaklęcia.
Pancerne
wsparcie ze strony Arnoru było niesłychanie pomocne - chłopaki, choć nieco
tchórzliwe potrafiły się świetnie bić i od czasu do czasu kogoś zabić ;) Mimo
tego, ze armia była stosunkowo nieliczna jak na hobbity to i tak często
mogliśmy wykorzystać atut przewagi liczebnej.
Ven:
Pomysł na rozpiskę wpadł mi od razu po przeczytaniu regulaminu. Szukałem czegoś
nowego i ambitniejszego w rozgrywce. Każda gra wymagała dokładności co połówek
cala. Jestem zadowolony z efektu. Nie przegraliśmy ani jednej bitwy, co uważam za
sukces. Po za tym resistance hobbitów for the win! Przeciwnicy coś o tym wiedzą
xD
OCENA MASTERA:
Niewymiarowe
blaty - jest to jedyne zastrzeżenie jakie miał bym do chłopaków z Bydgoszczy,
cała reszta jest drobiazgiem - makiety mieli, salę mieli, dobrą obsadę
sędziowską też. Rozumiem, że brak stołów o właściwych rozmiarach jest sporym
niedociągnięciem, ale nie wpływało to jakoś znacząco na rozgrywkę - piszę jako
osoba która grała, jak by nie patrząc armią masówkową.
Kłopot
pryszniców jest mocno przesadzony - może i było niezbyt łatwo myć się w
umywalce, ale masterowi bywalcy powinni poradzić sobie z takimi małymi
niedogodnościami. Największym kłopotem była tak na prawdę panująca aura -
duszna i parna pogoda.
Insynuacje,
jakoby Lemur i Kuli robili pod siebie regulamin są co najmniej śmieszne, a na
pewno żenujące - poziom tej merytoryki jest poniżej wody i mułu. Gdyby tak
było, to nieco więcej osób wpadłoby na to, by zagrać na kilku pajęczakach niż
jedna para. Zwłaszcza, że na turnieju pojawił się ojciec chrzestny
nazgulo-arachnidowego miksu - czyli Heru. Pomijam już fakt, że obaj zasłynęli z
gry masą SQ z SL'em i bez, więc mają to ograne do granic możliwości. Prawdą jest to, że chcieli „zjeść ciastko i
mieć ciastko" - ale nie było przecież żadną tajemnicą, że sędziował będzie
Gymlet, więc brak pretensji o to przed turniejem i żale po świadczą jedynie o
tym, że ktoś za słabo zagrał i szuka sobie tematu do marudzenia.
Ogłaszanie
zakończenia gry mogło by być przeprowadzane lepiej, choć nie sprawiało to
(przynajmniej Ven'owi i mi) większych kłopotów.
Ponownie
namawiam do zastanowienia się nad tym, dlaczego w tym roku mieliśmy do
dyspozycji słabszą miejscówkę, skromniejsze zaplecze terenowe i brak blatów -
podpowiem, że odpowiedzi należy szukać w zeszłorocznej edycji imprezy.
Ven:
Jeśli chodzi o rezultat, to master bardzo udany. Ze strony technicznej wszystko
już zostało wspomniane. Gdyby chłopaki z Bydgoszczy mieli lepsze możliwości
organizacji, to wystarczy zmienić szkołę na taką z prysznicami i wszystko by
było w najlepszym porządku. Jestem zadowolony z wyjazdu i nawet jakbym miał
jechać jeszcze raz spodziewając się podobnych warunków to bym pojechał.
POWRÓT:
Po
ogarnięciu makiet, pożegnaniu się z ludźmi gnającymi na pociągi załadowaliśmy
się w wehikuł Ven'a. Po małej grze w „kto wrzuci komu butelkę po coli przez
okno (Wielkopolska vs Pomorze - 1:0) pojechaliśmy na obiad - ponownie
chińszczyzna. Będąc jeszcze w Bydzi Lemur poinformował Habę, że w szkole została
jego walizką - na szczęście mogliśmy się jeszcze cofnąć. Dalsza część trasy
minęła nam spokojnie i szybko - pogoda i warunki na drodze sprzyjały nam - może
poza kiszonką rozrzuconą na polach ;) Pomijając moment z szybkim schowaniem
lusterka dotarliśmy do Poznania ze spokojem.
Powrót do szkoły po walizkę Haby
Gymlet szuka pytań do testu wiedzy na Czwartym Starciu - bójcie się ;)
Na
koniec podziękowania:
-
za wspólną jazdę ekipie z Wielkopolski Ven'owi, Habie, i Gymlet'owi
-
przeciwnikom za bitwy (kolejno: Habie, EMOer'owi, Pablo, Kubbkowi,
Konradussss'owi, Genio'wi, Heru, Alex'owi, Chimkowi, Szymonstein'owi, Mietkowi
i PiterSon'owi - Panowie: mimo kilku spięć gra z Wami była miła i ciekawa) :)
-
Jagódce za przesympatyczne rozmowy
-
Lemur'owi, SS'owi, Kuli'emu, Alexiej'owi, Gymlet'owi i Gokish'owi za
zorganizowanie imprezy
-
ekipie od gry „RYZYKO" z Kubbkiem na czele
-
wszystkim przyjezdnym ekipom za stawienie się i świetną zabawę
Do
zobaczenia za rok!
Pozdrawiam,
Ajas :D
Genio - poza space marines bez kombinezonu, na pierwszym planie Mativini
Ugluk i Pluto po ostatniej bitwie
Ale pokarani z Chimkiem wyszliśmy :P
raport dobry ale był by świetny jak by było więcej mnie :D . Ajas standardowo przekręciłeś moje nazwisko "Jastrząb" misiek nie jastrzębski ;/
Zle Ci z ta broda Ajas :
all in w ciemno na prefopie? ;d heheheh
eomer ostatni raz grał z tą ekipą - to nie jest gra, bez kart. ;)
W sobotę SS 50, Lemur 30, Romek 20. Procent ;)
no to emoer sie nie popisał ;d
WOW jest nawet ktoś kto ma takie samo imię jak ja. xD Mietek. xD Trza się poznać gdzieś na turnieju. :P
żałue że mnie nie było
Pierwsza ja z heru na pół, potem ja z hawkiem na pół... sobotniego dnia nie wiem - ale z tego co słyszałem lemur chyba z heru na pół albo hawkiem ;P
Akurat Pitersonowi pasuje "Gorzelec" XD
btw kto wygral w pokera? ;d
Joo.. z tymi nazwiskami to pare dobrych wtop jest :P Ale generalnie Grzegorze GORZELEC brzmi świetnie :D
A i jeszcze - nie po to zmieniałem nick, żeby go wszędzie pisać w całości i z dużych liter. Ma być pisany tak jak w profilu, tyle, że bez gwiazdeczki i kropki na końcu :P
Paru znaczy ilu xDDDD?
Mieciu and BlackBurn Painterd rządzą co po paru żelkach ma sie fantazje malarskie xD, ale moj domek juz ma taki klimat ;D
i tak dla nowo poznałych zawsze jestem Grzesiu xDD
Grzegorz "PiterSon" Gorzelec - eno chłopaki.... Piotr Grzegolec a nie xDDD
aaaa zapomniałem dodać że różowe konie rządzą!!!.
Raporcik bardzo fajny ale faktycznie gdzie fotki armii Emo , jestem bardzo ciekawy.
Nie wspomniałeś, że to ja wpadłem na pomysł spania na sali przeznaczonej do grania :P
Poza tym:
1. Wyglądam jak człowiek.
2. Podobnie jak paru "miłych" akcji w Szczecinie, nie zapomnę Ci tych rzutów z 1ej bitwy - gwarantuję Ci to :)
Pozdrawiam :P
*Żaboklicki, a nie Łaboklicki ;)
Roporcik spoko
Zauważyłem coś jeszcze, a mianowicie Ajas na wszystkich fotkach ma coś do jedzenia
Ahahahahha, mina Daniela jest genialna!
Ajas a gdzie fotki najpiękniejszej armii?