Dni Fantastyki 2010 - raport
Dodał: Ajas
03.07.2010, 22:29
Dni Fantastyki – od dłuższego czasu zbierałem się w sobie, żeby się w końcu pojawić na tym (jak mi wielokrotnie opowiadano) najbardziej prestiżowym solowym masterze w naszej lidze. Pomijając już sam bajer jakim jest filmowy certyfikowany miecz najważniejszym elementem DF’ów jest ich pokaźna frekwencja – związana jak mniemam z tym, że jest to czas najbardziej optymalny zarówno dla uczniów, jak i studentów.
WYJAZD:
Jako,
że termin przypasował sporej grupie Wielkopolan postanowiliśmy ruszyć już w
piątek pokaźną grupą (pokaźną, jak na nasz region - spora część z nas dopiero
rozkręca się wyjazdowo ;) liczącą Ven'a, Habę, Forest'a, Pyrdus'ia, Gymlet'a,
Kobi'ego i moją nieskromną osobę. W dniu następnym dotrzeć miał Lord Makaron
oraz Kevin („Misiowa Gromadka" się wykruszyła, więc Quik, Arfa oraz Fingon nie
dotarli - plewki :P).
Sam
piątek był dodatkowo kuszący z powodu okazję wzięcia udziału w turnieju WotR'a
- mój debiut umotywowany ciągłym (co należy podkreślić - słusznym) marudzeniem
Ven'a na temat tego, że armia niemal gotowa, a ja smęcę i unikam gry w
regimentową odmianę LotR'a.
Dzień
zaczął się dla mnie od ostatniego przeglądu bagaży - jakkolwiek przyjemny nie
okazał się WotR, to i tak przeraża mnie ilość modeli, która trzeba ze sobą
targać. Oczyma wyobraźni już widziałem upojne minuty spędzone z połamanymi
modelami otoczonymi „subtelną" wonią cyjanoakrylu... brrrr - przerażająca wizja.
Po
dotarciu na Dworzec Zachodni podreptałem w tradycyjne miejsce, będące punktem
zbornym przed każdym wyjazdem - lokal KFC na dworcu (Dworzec Poznański : Reszta
Polskich Stacji Kolejowych = 1:0). Po paru minutach wpadł Ven - po jego
śniadaniu dotarł Gymlet i Kobi. Po zakupie biletów ruszyliśmy na peron, gdzie
po parunastu minutach wygłupów i dogryzania sobie (narodziny tekstu „bawiłeś
się cyrklem w dzieciństwie?") dotarł oczekiwany pociąg. Od razu Ven'owi
przypadła zwyczajowa już rola „scouta" zajmującego miejsca dla naszej ekipy -
wybrał niestety najgorzej jak mógł, zaraz obok drzwi (hałas razem z duchotą to
słaby mix na letnią podróż) ważne jednak, że były to miejsca siedzące.
W
późniejszym etapie podróży w Lesznie dosiadł się Pyrduś z Forest'em, na tej
stacji drzwi wagonu odmówiły współpracy mocno zmartwiliśmy się perspektywą
wciągania Roberta przez okno... na szczęście technika ustąpiła i szczęśliwie
ruszyliśmy dalej. W Czempiniu dosiadł się Haba, więc dalej ruszyliśmy w
komplecie. Podczas podróży rozważaliśmy szanse swoich rozpisek, prywatne plany
minimum na ten turniej oraz to, dlaczego Harad nie został przycięty ;)
Po
dotarciu do stacji Mikołaj-coś-tam-coś-tam pomaszerowaliśmy w kierunku
przystanku tramwajowego, gdzie po zorientowaniu się w którą stronę jest ta cała
Leśnica wtarabaniliśmy się do wehikułu i rozpoczęliśmy mozolny przejazd przez
Wrocław. Haba swoim zwyczajem zwalił się na pierwsze możliwe miejsce i wyglądał
na ciężko poszkodowanego przez życie (czyli nieco gorzej, niż zwykle). Gdy
tramwaj w końcu dotelepał się na pętlę rozpoczęliśmy przemarsz przez nieco
paskudne uliczki w kierunku Zamku. Tam zaopatrzyliśmy się w karty noclegowe i
akredytacje. Po zobaczeniu całego pojedynku młodych jedi podreptaliśmy w
kierunku szkoły.
Dystans
między Zamkiem, a szkołą to w mojej ocenie największa wada całej imprezy (choć
mnie jakoś szczególnie nie zabolała) niemniej, w chwili, gdy ktoś po bitwach
chciał by śmignąć na jakąś prelekcję musiał się liczyć z prawie półgodzinnym
marszem przez zatłoczone i zadymione ulice Leśnicy.
Po
zajęciu i „oflagowaniu" miejsca naszego noclegu ruszyliśmy na salę zagrać na
turnieju WotR'a. Więcej na temat tego wydarzenia napiszę w innym arcie, który
napiszę w najbliższym czasie.
''My jestesmy krasnoludki, hop sa-sa, hop sa-sa''
Konradusss vs Ajas i Mike ;)
Z
upływem czasu zaczęły docierać coraz liczniejsze grupy graczy z całej Polski -
Kielczanie, Krakowiacy, Bydgoszczanie i inni. Pierwszy nocleg zaczął się
spokojnie i tak samo się zakończył. Impreza była w pełni kulturalna i bez
wyskoków z kategorii farby z nosa. Spanie zaczęło się nieco wcześniej z racji
turnieju dnia następnego.
KFC, czyli śniadanie Ven'a
Jaki jest Haba, każdy widzi
Drobny żarcik kosztem Haby
Zmęczeni Wielkopolanie po zajęciu noclegowni
Pyrduś a'la klon i zaskakujący atak Foresta
Lord Mike pomógł mi w czasie gry w WotR'a
Lemur przybył w wyczesancyh lakierkach
NOCNE MANEWRY I:
Po
turnieju WotR'a (niestety tylko dwie bitwy) poświęciliśmy mnóstwo czasu na
próby znalezienia w Internecie jakiejkolwiek pizzerii, która podjęła by się
misji dowozu jedzenia na teren konwentu - niestety spośród nieco ponad 5 sieci,
żadna nie podjęła się dostarczenia pożywienia dla zgłodniałych i skłonnych
wydać niezłe sumy LotR'owców.
Po
małej integracji z Kielecczyzną i resztą przyjezdnych udaliśmy się na partyjkę
Munchkina, którą musieliśmy przenieść do innej sali, niż nasza - wyobraźcie
sobie, że jakieś dziewczyny, które wbiły się do naszej noclegowni żądały od nas
bezwarunkowej ciszy - bardzo nas to rozbawiło - to chyba był ich pierwszy
konwent, więc subtelnie przymknęliśmy oczy na ich nieznajomość realiów ;)
Po
Munchkinie poszedłem spać, reszta z mojej ekipy niewiele później (koło 3 w
nocy) - wszak następnego dnia czekał nas syty master.
Epicki pojedynek młodych Jedi
''Co ja robię tu... uuu... uuuu...''
Różnica między stylem gry Kevina i Makarona
Ismaril pojawił się epizodycznie ;)
Pojawił się chyba tylko jeden Dwimmerlaik
Zaczynając
dzień od kąpieli pod prysznicem (tylko jeden był działający, jak trzeba - sic!)
i małych porannych zakupów ruszyliśmy do pierwszej bitwy.
Alexiej czeka na ruch przeciwnika
Wyniki, wyniki, wyniki...
Forest zadowolony ze swojej rozpiski
Z
myślą o tym turnieju rozpiskę zmieniłem po niezbyt udanym lokalu w Poznaniu -
porzucając szereg morków wraz z BG wspieranych pikami z DG oraz wsparciem orków
z Gorgoroth pod czujną opieką Undyinga postanowiłem zagrać bez Nazgula - wyszło
coś takiego:
Mordor
Katapulta
Czarnych Numenorczyków
-
Mogrim (Inżynier Czarnych Numenorejczyków)
-
8x Obsługant
Katapulta
Czarnych Numenorczyków
-
Kazahal (Inżynier Czarnych Numenorejczyków)
-
8x Obsługant
17x
Tropiciel Orków
14x
Gwardzista Minas Morgul (tarcza, ciężka zbroja, włócznia)
2x
Ork z Gorgoroth (ciężka zbroja)
51/60
modeli||4 Potęgi||17 łuków, 2 katapulty
Ciężkie wsparcie z Minas Morgul
Mając
dość biegania za wrogiem (wcześniejszą rozpiskę testowałem na Haradzie na SL'u
i Betce) z racji silnego ostrzału postanowiłem zagrać na nosie armiom
strzeleckim, których spodziewałem się w sporej ilości - zwłaszcza w postaci
masówek leśniaków oraz haradów pod ciemnidłem postawiłem na dwa „argumenty"
zachęcające do biegu w moim kierunku. Kapitanowie standardowo mieli zwiększać
szanse na „syte placki". Masa trackersów miała na celu odstrzelenie
potencjalnych czujek, a orkowie z Gorgoroth pełnili funkcję tarcz
antyrakietowych dla armii Dobra.
PIERWSZA BITWA:
Przeciwnik: Kamil „Arathorn" Nowakowski
Armia:
Isengard
Vrasku
<"król">
2x
Kapitan Uruk - hai <tarcza, ciężka zbroja>
17
Wojowników Orków <włócznia, tarcza>
15
Wojowników Uruk - hai <kusza>
15
Wojowników Uruk - hai <tarcza>
Scenariusz: Zabicie wrogiego
bohatera - najlepiej swoim - którego powinniśmy utrzymać przy życiu.
Po
rozlosowaniu stron przyszło mi grać z Arathorn'em miłośnikiem urukowych
kuszników.
Mając
na celu zabicie Vrasku konkretnym kapitanem od katapulty spodziewałem się
wymagającej bitwy.
Arathorn
zastosował taktykę opartą na maksymalnym rozproszeniu - w mojej ocenie bardzo
skuteczną przeciw katapulcie - zwłaszcza przy tak wysokim i powszechnym
współczynniku obrony (5 oraz 6).
Będąc
zmuszonym do strzelania we Vrasku niestety nie udało mi się poturbować go należycie
mocno zanim skrył się w lesie. Katapulty niestety nie strzelały zbyt celnie, a
i rozstawienie wroga zminimalizowało straty z ostrzału.
Po
wielu bezowocnych strzałach które, albo pudłowały, albo nie przebijały lasu
dzięki czemu Vrasku był stonkowo bezpieczny. Koniec końców byłem zmuszony do
ukatrupienia go innym bohaterem niż zamierzałem na początku. Niestety wcześniej
uruki poczyniły dość znaczące szkody w moich szeregach szyjąc niemiłosiernie ze
swoich morderczych kusz do moich czarnuszków i morguli.
Bitwa
była sympatyczna choć nieco nudna - Arathorn od początku grał raczej na
zminimalizowanie strat zamiast zaszaleć i połasić się na wykonanie scenariusza
- sądzę, że miał spore szanse na to, by dokopać mi w tym scenariuszu. Muszę
podkreślić, że rozgrywka była spokojna i bez zbędnych spin.
Wynik: 13:7 dla mnie
Drabinki w sali gimnastycznej pozwoliły na zrobienie zdjęcia z lotu ptaka
Czarni osłaniają katapultę przed ostrzałem z kusz
Czarni idą ''zobaczyć'' Vrasku
DRUGA BITWA:
Przeciwnik: Marcin "Duży"
Włodarski
Armia:
Dol
Guldur i Mordor
Królowa
Pająków
Katapulta
Czarnych Numenorczyków
-
Inżynier Czarnych Numenorejczyków
-
16x Obsługant
18x
Tropiciel Orków
13x
Wojownik Orków <tarcza, włócznia>
2x
Morgul Guard <ciężka zbroja, tarcza włócznia>
Scenariusz: Zabicie wrogich i przeprowadzenie swoich
posłańców (3 szt) + kara do ruchu.
Po
raz pierwszy w życiu przyszło mi zagrać z kimś z Pomorza przy założeniu, że nie
jest to Off, ani Eomer ;) Pojedynek katapult prezentował się ciekawie - choć
jedynie z mojej perspektywy 2 vs 1 to dość jasna sprawa, choć przy jakimś ogromnym
niefarcie istniała szansa przegrania pojedynku strzeleckiego.
Po
uprzejmościowej wymianie heroicznych strzałów, Duży zaaplikował jednej z mojej katapult
2 znaczniki uszkodzeń. Ja po pechowym ostrzale wbiłem również 2 znaczniki.
Późniejsza runda zakończyła się absolutnym rozmontowaniem maszyny wroga, co
zmusiło go do szaleńczego biegu w stronę moich szeregów.
Po
wydaniu wszystkich Potęg w czasie pojedynku kasiek nie udało mi się zasadzić
jakichś słusznych placków szeregom Dużego. W tabelce „sukcesy" mogłem jednak
śmiało umieścić dwie rany z salwy wpakowane pajęczycy.
Po
dość długiej wymianie ognia naszych dzielnych trackersów wynik tej strzelaniny
był również bardziej pomyślny dla mnie - sporo dało mi ukształtowanie terenu -
dzięki pozycji na urwisku mogłem zabunkrować się za linią głazów.
Po
przeformowaniu szeregów nasze mozolne klocki ruszyły naprzeciw sobie - nie ma
to jak pojedynek czarnych z czarnymi ;) o dziwo ponownie moi okazali się w
większości bardziej odważni i morderczy.
Po
wybiciu sporej ilości sił wroga nadszedł brejk z dawna oczekiwany - po
wcześniejszym „ukamienowaniu" inżyniera czarnuszków przeciwnika funkcję
szefowej wzięła na siebie mocno poturbowana królowa, która usłużnie podbiegła
do rozbitych sił wraz ze swoim „SF!". Później chodziło tylko o to, by wbić paskudzie
ostatnią ranę i dobić posłańców i resztki armii przeciwnika.
Po
wymordowaniu wszystkich modeli Dużego zostało mi jakieś 50 min na przejście
przez jego krawędź - jako, że nie zostałem „złamany" uznaliśmy, że moje
pachołki śmiało dotrą tam, gdzie był ich cel. Po podaniu sobie rąk
zakończyliśmy grę.
Bardzo
przyjemna bitwa, choć od pewnej chwili dość jednostronna - jednak Duży nie miał
farta. Zabawny był fakt konieczności głębokiego sięgnięcia wraz z sędziami do
wiedzy na temat wzajemnego ostrzału maszyn oblężniczych.
Wynik: 19:1 dla mnie
Dogodna pozycja na wzgórzu
Tajemnicze zniknięcie katapulty Dużego
Nieuniknione zwarcie czarnych jest coraz bliżej
Przyczajona Spiderka i Ukryty Inżynier
JAGODOWE URODZINY:
Bardzo
ważnym elementem całej imprezy był fakt urodzin Jagody - bez wątpienia
Pierwszej Damy Polskiego LotR'a (zgodnie z rankingiem). Rano odbyła się
potajemna dobrowolna składka na torcik - tym Szczytnem celem i samą inicjatywą
wykazał się Pablo i Theoden. Huczne „sto lat!" miało miejsce tuż przed trzecią
bitwą - dla Jagody było to pełne zaskoczenie, więc co bardzo ważne -
niespodzianka się udała :) Jeśli zaś idzie o torcik to był przepyszny - kogo
nie było, niech żałuje!
TRZECIA BITWA:
Przeciwnik: Adam "
Eldarix" Rodek
Armia:
Leśne
Elfy
Legolas
<płaszcz, zbroja>
17x
Wojownik Leśnych Elfów <łuk>
12x
Wojownik Galadrimów <włócznia, tarcza>
12x
Wojownik Leśnych Elfów <broń miotana>
5x
Gwardzista Pałacu Galadhrimów
4x
Wojownik Leśnych Elfów <włócznia Mrocznej Puszczy>
Wojownik
Leśnych Elfów
Scenariusz: pojedynek
bohaterów, bez możliwości podbijania punktami Potęgi jakiegokolwiek rzutu.
Cóż
- strzelanie do rozproszonych leśniaków bez możliwości podbijania rzutów na
„scatter" to dość dotkliwa kwestia dla moich katapult ;) Niemniej Legolas też
nie miał za lekko - nieco mnie to podnosiło na duchu.
Mój
imiennik rozproszył swoje siły na mnóstwo grupek liczących maksymalnie trzy
elfy - co nieco zwiększało śmiertelność elfów powodowaną katapultą, niemniej
jednak to łuki elfów były bardziej mordercze niż moje maszyny i kompania
tropicieli.
Pojedynek
bohaterów kształtował się bardzo różnorodnie - była taka chwila, w której
prowadził Legolas, skutecznie gromiąc moje trackersy swoim potrójnym ostrzałem.
Na szczęście niefart podczas ostrzału katapultą Mogrima odwrócił się i udało mi
się nie tylko nadrobić straty, ale również zabić Legolasa!
Radość
z chwilowego sukcesu została ostudzona złamaniem mojej armii, która to bez wsparcia
jakiego szamana, czy innego Nazgula zmuszona była do ucieczki - czmychnął nawet
dzielny Mogrim - choć zasłużył on na spokojny odpoczynek - wszak wygrał
pojedynek w stosunku 2:1 (wyszło chyba 10:5 w przeliczeniu trupów).
Zakończenie
gry było szalenie emocjonujące - leśniaki Eldarix'a po doczłapaniu się w
miejsce katapulty Mogrima rozkręciły ją, a Kazahal z pewnymi trudnościami
ogarniał swoim „SF!" niedobitki mojej armii, co ciekawe wojska Adama również
miały spore kłopoty ze złamaniem - w finalnej fazie gry czmychały niemal tak
często jak moje małe czarne cykory.
Samo
zakończenie bitwy było niebywale emocjonujące i w swojej nieprzewidywalności
bardzo zabawne - otóż na stole ostał się jedynie mój golusieńki (wyssany z
Potęg i Woli) kapitan oraz leśniak z włócznia sztuk jeden ;) po ogromnej ilości
tur walkach 2 kości vs 2 (ze strony
Adama było to spowodowane shieldingiem) ostatecznie wygrało Zło. Ta bitwa była
dla mnie czystą przyjemnością.
Wynik: 16:4
Dla drugiej terenów nie starczyło
Bardzo skuteczne rozproszenie leśniaków
Topniejące szeregi Czarnych
A leśniaków jeszcze masa...
Bez podbijania scattera trudno o syte placki
Czarni pełnią funkcję przeszkód w strzelaniu
Silny szereg pod wezwaniem wbicia brejka
Walka w lesie coraz bliżej...
Legolas łapie placka z kasi ;)
Dobry pancerz vs świetne wyszkolenie
CZWARTA BITWA:
Przeciwnik: Piotr "Zichu"
Zich
Armia:
Leśne
Elfy
Legolas
<płaszcz, zbroja>
16x
Wojownik Galadrimów <włócznia, tarcza>
13x
Wojownik Leśnych Elfów <broń miotana, włócznia Mrocznej Puszczy>
10x
Wojownik Leśnych Elfów <włócznia Mrocznej Puszczy, łuk>
7x
Wojownik Leśnych Elfów <łuk>
2x
Wojownik Leśnych Elfów <broń miotana>
2x
Gwardzista Pałacu Galadhrimów
Scenariusz: zajęcie okręgu na
środku stołu
Scenariusz
niestety zakładał 10 calowe rozstawnie, co niestety znowu ograniczało moje
kaśki, choć widząc swoje rzuty wiedziałem od początku, że będzie trudno.
Zichowi towarzyszyła jego Lepsza Połowa, dodatkowo wokół naszego stołu kursował
Xard, który w zależności od tego komu szło gorzej/miał ciekawszą sytuację to po
danej stronie się opowiadał - pod koniec gry podziałało to nieco demobilizujaco
na Zicha ;)
Początek
był niezbyt interesujący - ot zezowate katapulty i ostrzał leśniaków nieco
poniżej statystyki. Przełomem było dosłownie przemielenie się sił Zicha przez
mój wałek czarnuszków (mocno już wtedy nadgryziony przez strzały długouchych.
Po przeoraniu się przez wątłych obrońców siły leśniaków zostały zaskoczone
przez powrót farta w moich kościach - po dość zacnym placku (który chyba jednak
zmiótł więcej moich modeli niż Zicha) nastąpił przełom - każdy kolejny pocisk
był ciekawszy - ostatecznie ponownie udało mi się rozpłaszczyć kolejnego
Legolasa ku irytacji Piotra.
Gra
zaczęła się robić na serio zabawna w chwili, gdy moje modele zaczęły lepiej
przechodzić brejka niż mężne leśniaki. Jedynym kłopotem był uparty gwardzista
sterczący jak słup soli w środkowym kręgu - dawał on Zichowi maksymalną ilość
punktów za scenariusz.
Będąc
stroną, która zgodnie z wszelką statystyka powinna przegrać udało mi się
wytrwale zmierzać w stronę remisu, a może nawet czegoś więcej. Widząc takie
epickie zmiany sytuacji tłumek zebrany wokół naszego stołu wydawał się jakoś
bardziej wspierając moja osobę - co jeszcze bardziej drażniło Zicha - czemu
trudno się dziwić.
Ostatnie
tury wyglądały tak: moje dzielne czarnuszki w liczbie 2 sztuk i kapciocha
zaczęły mozolny marsz w stronę osamotnionej piki Zicha. Po drodze - jak to
mawia Haba mój kapitan poszedł „na ćmika" podczas rzutów za brejk. Turę później
odpadł jeden z czarnych. Ostatni dzielnie zdał brejka i nawet wszedł do kręgu -
gdzie niebywale odważna pika leśniaków podjęła z nim walkę - jedynie po to, by
shieldować się z nim. Niestety w następnej turze mój ostatni model również
podreptał sobie w siną dal.
Na
końcu gry Zichu musiał zdecydować się na to, czy zaryzykować mniej-więcej 12
testów Męstwa i pofatygować się do narożnika stołu w celu rozkręcenia mojej
katapulty, czy jednak zadowolić się tym, co już ugrał. Zwyciężył pragmatyzm i
chyba brak zamiłowania do ryzyka ;) Mimo dość żywiołowych reakcji Zicha (które
miejscami rozumiałem) bitwę zaliczam do bardzo przyjemnych i emocjonujących.
Wynik: 7:13
Szeregi Mordoru z małą domieszką Xard'a
Kapitan celuje wszeregi wroga (w tej bitwie musiał miec rozbieżnego zeza...)
Klocek pancernych leśnaków
Agata - pradziwy mózg w teamie Zicha ;P
Ostrzał z maszyn był wyjątkowo nieskuteczny
Jedyny większy placek w początkowej fazie gry
Lesniaki na tle zachodzącego słońca
Piki zajmujące środek stołu
Galadhrimowie docierają bez większych strat
Wykorzystanie osłon było bardzo pomocne
Starcie szeregów, czyli jak leśne umieją wklepać...
Kolejny Legolas łapie placka ;)
Obrona maszyny do samego końca
Ostatnie leśniaki na stole
Moja pika (bezczelność!) wygrywa scenariusz dla Zicha ;)
NOCNE MANEWRY II:
W
tym roku całość sympatycznej wieczornej zabawy (choć z pewnymi potknięciami) -
zorganizowanej głównie z myślą o uczczeniu Jagody i Lemura została zdominowana
przez dresiarskie epizody. Niestety ochrona nie stanęła na wysokości zadania -
to, że ktoś został zaatakowany przez dresów poza terenem szkoły jestem jeszcze
w stanie zrozumieć - jakkolwiek takim przypadkom można zapobiec (ponownie
odwołam się do ochrony z Pyrkonu), tak nie rozumiem jak jakieś drechy mogły
wbić na parking szkoły i zaatakować kogokolwiek - jest to skandaliczne.
Skoro
wiadomo, że teren Leśnicy jest taki, jaki jest to nie mogę się zgodzić z
argumentem, że do tego trzeba się przyzwyczaić. Każdą nawet najdzikszą
dzielnicę da się ogarnąć na nędzne 3 dni - ochrona, która sprawiła się w taki
sposób, jak podczas konwentu nie powinna ochraniać szkoły podczas następnej edycji
- nie sprawdzili się i tyle.
Przykry
jest fakt, że skończyło się to dla Lomira wizytą w szpitalu - zresztą z tego,
co wiem na własny koszt i bez jakiejkolwiek większej pomocy w obcym mieście.
Radzę aby w przyszłym roku lepiej zabezpieczyć teren konwentu.
Wawe w świetnych nastrojach
Kijanka podszedł do mnie i zapewnił, że nie jest sobą... dziwne...
Lomir - ofiara bezsensownej przemocy
Tabliczka szkoły wraz z popiersiem patrona
PIĄTA BITWA:
Przeciwnik: Michał "Tiaw"
Dyrkacz
Armia:
Wysokie
Elfy, Czarodzieje i Arnor
Gandalf
Szary <koń>
Erestor
Strażnik
Północy <włócznia>
26x
Wojownik Arnoru
12x
Zwiadowca z Gondoru
Scenariusz: podwójnie liczony
koszt zabitych modeli
Kolejna
bitwa i następny Ślązak :) Tym razem przyszło nam zagrać klasyczną do granic
możliwości siekaninę. Po standardowym rozstawieniu w narożnikach, Tiaw ruszył
pokaźniejszym klockiem piechoty kierowanym przez Strażnika i Gandalfa nieco
oddalonego od swoich podwładnych - ta ekipa dreptała środkiem stołu, wraz z
pancernymi puszkami jako czujki. Druga ekipa nadciągała w stronę katapulty z
lewego narożnika, a przewodził jej cwaniaczek zwany Erestorem.
Muszę
uczciwie przyznać, że odbiłem sobie nieco niefart z poprzednich dwóch bitew
podczas ostrzału maszynami. Zasadziłem tak dużą ilość celnych placków szeregom
niezbyt mężnych Arnorczyków, że armia Michała przydreptała z brejkiem na
plecach. Salwa trackersów nie popisała się w jakiś wybitny sposób, więc ku
mojemu zdziwieniu Gandalf dotarł w komplecie, ze swoim wierzchowcem.
Czary
Dziadzi wchodziły bardzo słabo, trzeba jednak podkreślić, że moje szeregi nawet
jak powitały matkę ziemię, to jedynie po to, by wstać, otrzepać się i ruszyć
dalej - nie ma to jak D6 ;)
Pod
koniec bitwy ruszyłem moimi szeregami do walki wręcz, żeby dobić siły
przeciwnika. Erestor nieporadnie ścierał się na lewym skrzydle, a na prawym
Gandalf zdecydował się zaszarżować i mężnie zginąć w ogromnym otoczeniu - nawet
kapitan jednej z maszyn pofatygował się, żeby pogadać z czarodziejem. Po
całkowitym wycięciu armii Tiaw'a podsumowaliśmy punkty.
Bitwa
była rewelacyjna - pełen spokój i miłe rozmowy przy stole podczas przesuwania
modeli to jest kwintesencja LotR'a - zero spin i pełna kultura.
Wynik: 19:1
Arnor gna na złamanie karku
Szeregi wojowników Starego Królestwa szybko topnieją
Oddział Erestora został mocno poturbowany
Prawa flanka ma się lepiej
W tej bitwie miałem najlepsze placki ^^
Wojsko z lewej flanki idzie w kierunku Erestora
Gandalf rzuca blasty ze zmiennym szczęściem
Sztuczka ze znikającym Gandalfem...
SZÓSTA BITWA:
Przeciwnik: Przemysław "Hawk"
Jastrzębski
Armia:
Wysokie
Elfy i Czarodzieje
Gandalf
Szary <koń>
Rumil
13x
Wojownik Leśnych Elfów <broń miotana>
13x
Wojownik Leśnych Elfów <łuk>
5x
Gwardzista Pałacu Galadhrimów
4x
Wojownik Leśnych Elfów
3x
Wojownik Leśnych Elfów <włócznia Mrocznej Puszczy>
Scenariusz: dwa potajemnie
wybrane cele:
Hawk:
zabicie 6 modeli Gandalfem + zajęcie środka stołu
Ja:
zbrejkowanie wroga + zabicie 6 modeli Mogrimem
Od
samego początku Hawk nie przejawiał jakiegoś skrajnego entuzjazmu widząc moją
rozpiskę - nie mam pojęcia dlaczego ;) Jak sam to określi mieliśmy pojedynek
między Jastrzębiem, a Sokołem.
Hawk
w ciemno założył, że jednym z moich celów będzie ukatrupienie Rumila - czym
nieco się przeliczył, gdyż na samym początku bitwy położył go plackiem na ziemi
za jakąś tam górką. Po uformowaniu szeregu i wysunięciu czujek ruszył w
kierunku mojej armii. Stosunkowo szybko udało mi się wykonać pierwszy z
zamierzonych celów - katapulty ponownie zasadzały cudne placuszki, dość często
nawet bez wydawania punktów Potęgi. Z czasem udało mi się wbić brejka, co już
ostatecznie dobiło Hawk'a.
Hawk
stawiając sobie prosty cel - przeżyć Gandalfem, przez co oddalając się od
nadciągających jak czarna ospa Numenorejczyków pozostawiał leśniaki na ich
pastwę, choć wcześniej mocno nadgryzał je brejk, którego jedynie Rumil zdawał
dzielnie i bez zająknięcia.
Gandalf
uciekając do narożnika z Rumilem posyłał co rundę blasty, które pozwoliły mu
spełnić swój cel scenariusza. Pod koniec bitwy zostali mu tylko bohaterowie, a
zewsząd nadciągali czarni uparcie blastoodporni - ponownie moje głębokie ukłony
dla twórców profilu Gwardii Morgulu mającej dostęp do ciężkiej zbroi.
Gandalf
ostatecznie zginął przygnieciony centralnym plackiem z katapulty, a Rumil dzielnie poległ w walce z
dwunastokrotnie liczebniejszym wrogiem -
choć troszkę krwi napsuła mi jego zasada specjalna.
Mimo
pesymistycznego nastawienia Hawk'a bitwę zaliczam do miłych, pojawiły się
minimalne spięcia, ale to normalne podczas ostatniej bitwy na 4 pierwszych
stołach.
Wynik: 17:3
Prowokacyjny wymarsz wojsk
Pierwszy powód niepokoju Hawka...
Gandalf w otoczce leśniaków
Postoimy, popatrzymy - może wcale nie dojdą...
WYNIKI:
Końcowa
tabela zajętych miejsc:
1 Marcin
"Balin" Pommersbach
2 Michał
"Ugluk" Ławniczak
3 Marcin
"Herudaio" Mycek
4
Adam "Ajas" Sokól
5
Arnold "NevergonE"Brytan
6
Mariusz "Solmyr" Furtyma
7
Andrzej "Ven" Reszelski
8
Michał "Sonic" Marcjan
9
Romuald "Mucha" Muszyński
10
Wojeciech "Pluto" Pluciński
11
Konrad "Konradusss" Krystecki
12
Bartłomiej "Cichyzabójca" Cichy
13
Maciej "Lord Mike" Rutkowski
14
Jacek "Kisiel" Stępień
15
Sebastian "Kirdan" Przybył
16
Piotr "Zichu" Zich
17
Przemysław "Hawk" Jastrzębski
18
Marcin "Duży" Włodarski
19
Jakub "Lemur" Siedlecki
20
Maciej "Ghost" Bojke
21
Michał Orsicz
22
Jakub "Turgon" Kowalski
23
Filip "Kevin" Tuliszka
24
Łukasz "Abidial" Nowak
25
Paweł "Garan" Olszewski
26
Grzegorz "Gienio" Kartaszewicz
27
Michał Adamczyk
28
Damian "Cheater" Krawczyk
29
Adam "Eldarix" Rodek
30
Robert "Ulryk" Młotkowski
31
Michał "Widelec" Pielczyk
32
Stanisław "Gotthark" Płachetka
33 Piotr "PiterSon" Gorzelec
34 Robert "Pyrduś" Wandas
35
Radosław "KaMiKaZee" Góra
36
Arkadiusz "Najemnik" Stec
37
Sylwester "Mithrandir"
Sekuła
38
Krzysztof "Ozz" Pajor
39
Adam "Yogi" Kielar
40
Czarek "Cezaryl" Michałkiewicz
41
Michał "Forest" Lasecki
42
Konrad "Nyarlathotep" Przybylski
43
Mateusz "Mativini" Łakomiec
44
Michał "Tiaw" Dyrkacz
45
Paweł "Pablo_von_Kozlov" Kozłowski
46
Hubert "Lord Makaron" Olejniczak
47
Dariusz "DaRek" Stec
48
Tmoteusz "Hagen" Hulin
49
Mikołaj "Andrut" Sułkowski
50
Kamil "Arathorn" Nowakowski
51
Ksrzysztof "Lomir" Duda
52
Grzegorz "Walich" Walisko
53
Bartosz "Bucky" Bogdanowicz
54
Piotr "Draigar" Chmielewski
55
Dariusz "Remes" Niciejewski
56
Michał "Saten" Motas
57
Michał "Kurufin" Raczek
58
Michał "SuchaR" Tomal
59
Grzegorz "Miron" Chojnowski
60
Daiel "Isengard1" Derda
61
Piotr "Grunthor" Kisielewski
62
Paweł "Alwrin" Stec
63
Adrian "Habbzdung" Brygarczyk
64
Łukasz "Alexiej" Traczyk
65
Bartosz "Zerminator" Dudek
66
Dominik Jodłowski
67
Marcin "Goomka" Margol
68
Michał Siekierski
69
Wojciech "Szklany" Mazur
70
Mateusz "Franek" Frankowski
71
Adam "Faust" Freus
72
Arkadiusz Szyndler
73
Łukasz "Ismaril" Zarębski
74
Piotr "Off Jenkins" Kurek
75
Paweł "Młody" Olszewski
Po
turnieju mogę w pełni ocenić moją rozpiskę - katapulty, jak najbardziej się
sprawdziły - choć czasem miałem spore serie niefartów. Czasem bolał mnie brak
Nazgula, który dręczył by swoją aurą złamane armie. Mocnym atutem była wysoka
wartość Obrony w szeregach close combat fighterów - dawało mi to sporą
odporność na blasty i ostrzał z łuków. Gra kasiami była wymagająca i ciekawa -
jeśli ktoś sądzi, ze to tylko stanie i rzuty na scatter, to jest w błędzie ;)
Jakiś dziwny koleś stojacy podczas wręczania nagród
Spora część graczy pojechała przed rozdaniem
Kubbek odbiera nagrodę za turniej FoW
Solmyr odbiera nagrodę za turniej WotR'a
Ajas odbiera nagrodę za turniej SBG
Ugluk Odbiera nagrodę za II miejsce
Prezentacja tegorocznego miecza
Na
koniec podziękowania:
-
za wspólną jazdę ekipie z Wielkopolski Ven'owi, Kevin'owi, Habie, Kobi'emu, Lordowi
Makaronowi, Gymlet'owi, Forest'owi i Pyrduś'owi
-
przeciwnikom za bitwy (kolejno: Arathorn'owi, Dużemu, Eldarix'owi, Zich'owi,
Tiaw'owi i Hawk'owi - Panowie: gra z Wami to czysta przyjemność) :)
-
Fingon'owi za podrzucenie kilku czarnuszków
-
Xard'owi i Nen'owi za profesjonalne sędziowani i bardzo sympatyczne podejście
do sprawy upierdliwych graczy (np. mnie)
-
Mike'owi za wspólne kulanie kostkami w WotR'rze - w przyszłości lepiej pociśniemy - trzeba tylko doczytać podręcznik
i będzie z górki ^^
-
Alexiej'owi za wszystko :)
-
wszystkim obecnym ze świetną atmosferę, mimo niefajnych epizodów! ^^
- serdeczne podziękowania dla Cichegozabójcy za użyczenie zdjęć :)
Może on porwał ten miecz...
Dziedziniec przed Zamkiem
Najsłynniejszy astmatyk świata
Wysokie Elfy gniotą jakiś Isen
Balans na granicy Światła i Mroku ;)
Harad - tak dla odmiany ;P
Kolejny rozdział wojny domowej wśród elfów
Spokojnie... to tylko Sonic, on już się taki urodził ;)
Sala gimnastyczna była bardzo przestronna
Cichy i zabójczy... Harad
Klorowa banda spod znaku Białej Dłoni
wyglądasz jak przez okno xD
taaa fajna mam fote xd
Czy możesz sie ze mnie już nie śmiać i nie nazywać mnie kijanką ! xD
[odpowiedz dla="8"]No bez przesady :D I tak siedziałem na tym godzinę czasu:P [/odpowiedz]
Fajnie że Ci się fotki przydały ;) Raport OK. opisy bitew ciekawe.
A katapki to był bardzo dobry wybór(szkoda ,że sam miałem tylko jedną :P )
No bez żartów, ja mieszkam niedaleko i nie raz tamtędy choidziłem. To jest 15min krokiem zmęczonego Bochenka, czyli 10min normalnym.
Nazwisko Hawka to nie pomyłka tylko małe "przejęzyczenie" mam kumpla Przemka Jastrzębskiego i to dlatego ;)
Pozdrawiam, Ajas :D
szkoda,że nie pokusiłeś się o dokładny raport bitewny z parkingu:)
A więc jednak da się coś ugrać bez SL ;p
Haha, wyglądam jak naćpany - BTW z tymi niedobitkami to lekka przesada, nawet brejka nie miałem.;)
Ajas , Jastrząb nie Jastrzębski ... ;/ . Relacja syta choć liczyłem na więcej zdjęć .
20 minimum -,- :P
Niezły raport.
" musiał się liczyć z prawie półgodzinnym marszem" Ej, było 10 min. ;P
Zabije za zdjęcie kiedy spałem .... doigrasz się :P
Fajny art dowiedzialem sie ze wsiadalem w Lesznie a przysiagl bym ze na Debcu:P kawal dobraj roboty Ajas:)
Pomyliłeś nazwisko Hawka :P A raport bardzo fajny :)
dobry raport
dobry art
dobry raport
dobry art