| |
Dzisiaj jest Poniedziałek, 28 maja 2012
Najnowsze artykuły
Malowanie Riders of Rohan - praca...
Niezmiernie cieszę się, że LOTR w Polsce gości już od 10 lat i ma...
1 2 3 4 5 6

Drodzy Gracze, zapraszamy do zapoznania się z najnowszym systemem w świecie Śródziemia - "War of the Ring". Wotr proponuje graczom epickie bitwy z udziałem setek żołnierzy i epickie starcia bohaterów, a umiejętność myślenia taktycznego i strategicznego jest tym co nowy system Wam zapewni. Więcej informacji na forum

 

Kuźnia Mitrila
Galeria


gandalf ;)
od ~mativini

Ocena: 8.88
Komentarze: 13


Mahud z dmuchawką.
od ~Anonymous

Ocena: 7.00
Komentarze: 2


Królowa jest tylko jedna :D
od ~McArthur

Ocena: 7.00
Komentarze: 10


WoK
od ~Majkel

Ocena: 6.50
Komentarze: 6


FG aka PG
od ~BSZ

Ocena: 8.09
Komentarze: 27


Paladith
od ~Krettisdead

Ocena: 6.33
Komentarze: 12
Menu
Sonda
Jak oceniasz zmiany zawarte w nowych suplementach?
Wszystkich głosów: 206

Mitrilowe szkiełko

O modzie i Mikołaju słów kilka...
Dodał: Turin Turambar
27.12.2010, 21:12

Ledwo ukończyłem mój pierwszy wpis do Kroniki, a już ruszyły prace nad jej kolejną częścią. Razem z moim wiernym pomocnikiem Azaghalem, który jest odpowiedzialny, za wszelakie grafiki pojawiające się w Kronice (no i oczywiście logo) oraz za nieocenioną pomoc korektorską przy wszelakich błędach ortograficznych i interpunkcyjnych ukończyliśmy drugi wpis kronikarski. Z różnych powodów nie znalazło się tutaj opowiadanie o DMP (za co wszystkich przepraszam), ale mam nadzieję, że podczas ferii je ukończę. W sumie to tyle. Zapraszam do zapoznania się najnowszym wpisem do Kroniki. Liczę na Wasze liczne komentarze - zarówno te dobre jak i złe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Armia godna, armia modna

Drzwi z głośnym hukiem otworzyły się. Hagen92 jak burza wpadł do pomieszczenia, gdzie zastał swoich prawie nagich elfich wojowników.
- Wyjść! Wyjść! - rozkazał piskliwym głosem Isilheru. - Jeszcze nie czas!
Hagen92 wypadł z sali równie szybko jak wszedł, z tą tylko różnicą, że wybiegając zaplątał się w jakiś różowy materiał i wywinął pięknego orła w powietrzu.
- Oh! Co za ludzie. - powiedział sam do siebie Isilheru i zaczął się przyglądać swojemu odbiciu w lustrze.
Po kilku minutach rozległo się pukanie.
- Można? - usłyszał przytłumiony głos Hagena92.
- Amhmmm... - zaczął Isilheru. - Tak wejdź.
Drzwi niepewnie się uchyliły. Najpierw włosy, potem nos i w końcu cała głowa ukazała się w szparze. Hagen92 z lekkim przerażeniem rozglądał się po pomieszczeniu.
- Ubrali się już? - zapytał.
- Taaak. - odparł nieśpiesznie Isilheru.
- To dobrze. - odpowiedział chłopak i pewniej wszedł do sali.
- Mogę zobaczyć co przygotowałeś, Nadworny Projektancie? - spytał się Pomniejszy Generał Zjednoczonych Wojsk Wolnych Ludów w Leśnym Królestwie.
- Jest to najnowszy krzyk mody na Zachodzie! - powiedział Nadworny Projektant, po czym dodał. - Rozsunąć zasłony!
Czerwone zasłony rozsunęły się. Nogi ugięły się pod Hagenem92 i z głuchym łoskotem osunął się na ziemię. Zemdlał.
Nie mogę Wam przedstawić zbyt dokładnego opisu tego co zobaczył Hagen92 (i ja), a to dlatego, że zaraz po uchyleniu się zasłon pierzchnąłem w najdalszy kąt pokoju. To, co zobaczyłem, autentycznie mnie przeraziło! Stało tam ośmiu leśnych elfów, odzianych w zwiewne, różowe szaty!
- Przewspaniałe! Cudowne! Niesamowite! - zapiszczał Isilheru klaszcząc w dłonie. - Co o tym sądzisz Hagenie92? - zapytał Projektant i odwrócił się w stronę Pomniejszego Generała, lecz tego nie było. Nadworny Projektant ruszył w moją stronę, lecz prawie natychmiast zniknął mi z oczu. Usłyszałem dziwny łoskot, stertę przekleństw i zdania w mało dworskim stylu.
- Gdzie leżysz... Aaa! On zemdlał! Ratunku! Pomocy! - krzyknął Isilheru, wstając, i po chwili zniknął w swoim gabinecie.
Przy pomocy jednego z modeli – Ajasa, udało mi się posadzić Pomniejszego Generała na krześle. Zaczęliśmy cucić nieboraka, ale kiedy po trzeciej próbie ten znowu otworzył oczy i krzyknął coś, co zabrzmiało mniej więcej tak: OeaAi!!! Nagle odezwał się Viruk:
- Może to te różowe ciuchy tak na niego działają? - I rzeczywiście, kiedy uczestnicy tego swoistego pokazu mody przebrali się w normalne ciuchy, udało nam się ocucić Hagena92.
- Wino! Przynieście wina! - powiedział łamiącym się głosem Hagen92.
- Nie ma! - odpowiedział któryś z modeli.
- Piwa!
- Skończyło się wczoraj! - odparł Ismaril.
- To przynieście cokolwiek! - rzucił gniewnie Pomniejszy Generał.
Kilka minut później Viruk przyprowadził woźnego.
- Cokolwiek do usług! - powiedział woźny.
Hagen92 zachwiał się na krześle, ale w porę przytrzymało go kilka par rąk.
- Picie, przynieście coś do picia!!! - krzyknął.
Kiedy Hagen92 osuszał już kolejny kufel mleka, przyszedł Isilheru.
- Oh, Hagenie92! Tak mnie przestraszyłeś, że o mało nie dostałem palpitacji serca! - poskarżył się Projektant.
- A ja przez Ciebie omal nie dostałem zawału, ty, ty... parodio projektanta! - zawołał Pomniejszy Generał, wylewając resztę mleka na moje spodnie. - Różowe mundury! Coś ty sobie myślał?!
Zaczęła się gwałtowna kłótnia. Isilheru mimo swojego niepozornego wyglądu potężnie się zamachnął i uderzył otwartą ręką twarz Hagena92. Ten odpowiedział mocnym kopnięciem w kolano. Po chwili wpadli sobie w objęcia. Zaczęli wyrywać sobie włosy i drapać się po twarzach. Szybko wpadłem między walczących, ale niecelny sierpowy Hagena92, zamiast trafić Projektanta, wylądował na mojej twarzy. Złamany nos definitywnie wyeliminował mnie walki. Sytuację załagodził Viruk, który skutecznie rozdzielił walczących.
- Jeśli do końca tygodnia nie stworzysz jakiś normalnych mundurów – wyleję Cię! - zagrodził na odchodnym Hagen92.
Isilheru długo przyglądał się skrawkom materiału. Łososiowy z pistacjowym? Kanarkowy z lazurowym? A może morelowy i śliwkowy z dodatkiem wrzosowego? Wena twórcza opuściła Nadwornego Projektanta. W końcu po wielu dniach mozolnej pracy udało mu się osiągnąć zadowalający efekt. Wtedy nie wiedział jeszcze, że udało mu się stworzyć kreacje, które na długi czas zrewolucjonizują branżę mundurową. Największe firmy odzieżowe Środziemia, m. in. Faber & Faber, zabiegały o jego talent, lecz on pozostał Nadwornym, a raczej już Królewskim Projektantem. Oto co udało mu się stworzyć.
Kiedy kończyłem ten wpis do Kroniki, leżałem w dwuosobowym namiocie razem z sześcioma moimi towarzyszami. Brzuch Leorisa nie był wymarzoną poduszką, a wielka stopa Wojta nie była tym co chciałbym widzieć przed oczyma. Mimo kilku wizyt u znachorów Damik chrapie dalej. Jeżeli posłaniec się pośpieszy, dostaniecie najświeższy wpis do Kroniki jeszcze w tym tygodniu.

P.S. Z pomocą Gildora i Wróbelka udało nam się zwędzić pocztówkę z pobliskiego sklepu. Dorzucam ją do Kroniki.

 


Nie całkiem Święty Mikołaj


Zastanawialiście się kiedyś, jakbyście się zachowali, gdyby podeszła do Was żona i powiedziała, że jutro macie pracować w markecie jako Święty Mikołaj? Niektórzy z Was pomyśleliby zapewne – Dlaczego nie ożeniłem się z Aśką?!, a inni Na co komu dzieci?. Ja sam pomyślałbym z goryczą – Dlaczego ja? Całe szczęście nie spotkało to mnie, ani - mam nadzieję - nikogo z was. A jak zachował się Kalins, którego ten przykry obowiązek nie ominął? Przekonajmy się...
- Kochanie...
- Ehmm. - mruknął znad talerza zupy rabarbarowej Kalins.
- Całymi dniami tak narzekasz, że się nudzisz. Może znalazłbyś sobie jakieś zajęcie? - zapytała żona Kalinsa.
- Jutro... Jutro coś sobie zorganizuję. Tjaa, na bank jutro. - odparł Kalins wsadzając do ust ogromny kawałek rabarbaru. Pani Kalinsowa raźnym krokiem wyszła z kuchni i po chwili wróciła z czymś za plecami.
- Yhm. - powiedziała widząc, że Kalins nie zwraca na nią uwagi. - Tak sobie pomyślałam, że pomogę Ci szukać zajęcia... - rzekła nieśmiało. - I kupiłam Ci takie coś. - i zaczęła mu wymachiwać jakimś czerwonym pakunkiem tuż przed oczami. Kalins zdołał przeczytać jedynie – Strój Mikołaja XL. Kiedy po chwili dowiedział się, że jutro ma pracować jako Mikołaj w markecie, wziął bez słowa pakunek i nie dokańczając zupy wyszedł z kuchni. Przez resztę dnia nie chodził ze zwieszoną głową i odezwał się ani słowem.
Kalinsa otaczała ciemność. Nagle z tej ciemności popłynęła piękna muzyka, a zaraz po niej słowa – Estas semanas sin verte...
- Me perecieron años. - dokończył śpiewnie Kalins, muzyka dalej grała, a on nie miał zamiaru ruszać się z łóżka. Kiedy w końcu zdobył się, by otworzyć oczy, musiał zdać sobie sprawę ze smutnej rzeczywistości. Czerwony kostium Mikołaja był, aż nadto realny, by niego nie uwierzyć. Kalins nie wyłączył muzyki – uspokajała go i pozwalała zapomnieć o czekającym go zadaniu. W rytm latynoskich dźwięków ubrał się i zjadł śniadanie. Kiedy zegar wybił 8.30, Kalins poczuł lekki skurcz w żołądku. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wymigać się chorobą, ale po chwili porzucił ten pomysł.
- Przecież to tylko dzieci! - powiedział na głos i wyłączył muzykę. Tylko dzieci...
Na dworze panował ziąb – wiał wiatr, który każdym smagnięciem podrywał do lotu tysiące białych płatków śniegu. Szara ulica i pożółkły trawnik pokryła gruba warstwa śniegu. Kalinsa zdziwiło, że ten przeciętny widok wywarł na nim takie wrażenie.
- Przecież to tylko śnieg. – rzekł, i właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że nie wziął swojego stroju. Zabrał go i po kilku minutach szybkiego marszu dotarł do supermarketu.
Kalinsa od zawsze intrygowały samootwierające się drzwi. Za każdym razem, gdy przez nie przechodził zamykał oczy, wyciągał prawą rękę do przodu i szeptał słowa w jakimś sobie tylko znanym języku. Teraz postąpił podobnie. Pod wpływem magii Kalinsa drzwi bezszelestnie się otworzyły. Ze środka dobiegał świąteczny zgiełk. Mikołaj miał nadzieję, że mimo wczesnej, poniedziałkowej pory market będzie świecił pustkami – nic bardziej mylnego! Market przeżywał prawdziwe oblężenie! Wszyscy zapominalscy śpieszyli, by kupić prezent bliskiej osobie. Przyszły Mikołaj miał wrażenie, że ludzie go obserwują – wskazują palcami i szeptają za jego plecami. Pod wpływem fali gorąca ściągnął kurtkę. Kalins był tak zafrasowany liczbą zebranych, że dopiero po chwili zauważył sporą zagrodę Mikołaja.
Stał tam mały czerwony domek z białym dachem, para sztucznych reniferów skubiących trawę oraz wielka obsypana tysiącem świecidełek choinka. Kalins zaczął się jeszcze bardziej pocić, lecz jego przerażenie sięgnęło zenitu chwilę później. Przyszłemu Mikołajowi udało się dostrzec chudego człowieczka o pociągłej twarzy, ubranego w zielony strój elfa. Wokół niego była zebrana chyba setka rozdartych dzieci.
- MI-KO-ŁAJ! MI-KO-ŁAJ!!! - skandowały, a elf ledwo powstrzymywał je przed wtargnięciem na posesję Mikołaja.
Nogi ugięły się pod Kalinsem. Czerwona czapka Mikołaja zawirowała mu przed oczyma i niczym worek ziemniaków (w tym starym, brązowym sweterku był nawet do niego podobny) runął na ziemię. Po chwili jego losem przejęły się dwie cherlawe dziewczyny, kiedy to jakiś człowiek zaczął interesować się zawartością jego reklamówki. Gdy zrozumiały, że same nie podniosą Kalinsa, zawołały po pomoc. Krąg gapiów otoczył oszołoma, który z wytrzeszczonymi oczami powtarzał w kółko – Mikołaj! Mikołaj!
Nagle ku uciesze gapiów jakiś pan w garniturze w wielkich okularach na nosie, rzucił:
- Chyba ogarnęła go świąteczna gorączka.
W końcu przy pomocy dwóch mężczyzn i ochroniarza, który zaalarmowanym zbiegowiskiem nadbiegł na miejsce, udało się podnieść Kalinsa. Ten prychnął coś niezrozumiale, mocniej chwycił swoją reklamówkę ze strojem i gniewnie spojrzał na człowieka w garniturze, który dalej z pogardliwym uśmieszkiem przyglądał się Mikołajowi.
Przyszły Mikołaj dość szybko napotkał pierwszy problem – nie mógł znaleźć biura właściciela. Po dziesięciu minutach krążenia i zaczepiana niewinnych ludzi udało mu się osiągnąć cel. Po krótkiej i rzeczowej rozmowie z właścicielem, miał się już zbierać, ale jego pracodawca przytrzymał go ręką.
- Pan poczeka i raczy to podpisać. - powiedział właściciel.

Kalins bez słowa przyjął małą karteczkę.

06.12.2010

Ja, niżej podpisany Kalins Wiercipięta, oświadczam, iż nie będę się ubiegał o odszkodowanie* za uszczerbek na zdrowiu, zarówno fizycznym jak i psychicznym, które poniosę sprawując funkcję Świętego Mikołaja w markecie Chrabąszcz dnia 06.12.2010 w godzinach 9.00 – 16.00.

…........................

* Pańskie ubezpieczenie (o ile Pan takowe posiada), również nie finansuje późniejszego leczenia.

Po długiej chwili, kiedy Kalins wreszcie uporał się z tekstem, zaczął się zastanawiać, czy ma ubezpieczenie. Po kilku sekundach intensywnego myślenia zdecydował, że nawet jego posiadanie i tak mu nic nie da, a ewentualna choroba dyskwalifikuje go z jakiejkolwiek pracy. Ta myśl ucieszyła go i ochoczo złożył swój podpis na kartce i podał ja oszołomionemu właścicielowi. Żadnych wymówek? Straszenia policją? Tylko radość? - zastanawiał się człowiek nabierając pewnych podejrzeń wobec przyszłego Mikołaja.
Chwilę później Kalins stał już w ciasnym pomieszczeniu o ścianach z luster. Jego zestaw Mikołaja XL składał się z: czapki, kaftana, mikołajowego podkoszulka oraz spodni. Wszystko to było oczywiście czerwone z białymi dodatkami. Do zestawu była dołączona siwa, długa broda oraz ulotka, która radziła mocno ją przywiązać, gdyż dzieci mają zwyczaj sprawdzania autentyczności Mikołajów ciągnąc je za brody. Na samym dnie worka znalazł parę zielonych butów. Kiedy wreszcie udało mu się ubrać, z ulgą stwierdził, że nikt w tym kostiumie go nie pozna. Kalins, który teraz był już Świętym Mikołajem pełną gębą, poszedł do właściciela. Razem udali się do zagrody. Już po drodze, dzieci szalały na jego widok, ale Kalins udawał, że ich nie widzi. Do zagrody weszli tylnym wejściem. Na widok Mikołaja dzieci zaczęły wiwatować, a ten zmieszany tym gorącym przyjęciem niezdarnie im pomachał. Pośpiesznie został przedstawiony swoim dwóm pomocnikom przebranym w elfie stroje. Nazywali się Kubbek i Ven. Ten drugi był dość wczorajszy i stanie przychodziło mu z lekkim trudem. Nagle Kalins zobaczył wielki, złoty tron, ale nie miał czasu przyjrzeć mu się uważniej, bo ktoś zaczął mu podsuwać mikrofon. Kalins popatrzył na mikrofon, potem na dzieci i właściciela, następnie na mikrofon i dzieci, i znowu na właściciela, i na buty. Pewnie jeszcze długo by tak wodził wzrokiem, gdyby nie brutalnie szturchnięcie ze strony właściciela. Znudzony głos Kalinsa popłynął z głośników:
- Ho, ho, ho! Miło Was widzieć... - i umilkł. Po pełnej wyczekiwania ciszy, właściciel wyrwał Mikołajowi mikrofon i powiedział.
- Nasz Mikołaj jest zmęczony, bo jechał do Was drogie dzieci, aż z odległej Laponii.
Jeżeli właściciel spodziewał się, że jego słowa wywołają fale oklasków – pomylił się.
Jedynie kilka osób niemrawo uderzyło w dłonie. Lekko zmieszany ruchem ręki polecił usiąść Mikołajowi na tronie. Elf Kubbek szybko zajął miejsce po prawicy Świętego (no, aż taki Święty to on nie był...), a Elf Ven powlókł się do bramy. Właściciel oddalił się pozostawiając Mikołaja i Elfy na pastwę dzieci. Zaraz po jego odejściu zaczęły się bójki i przepychanki przy bramie. Ven ledwo utrzymywał bramę zamkniętą, a Kubbek biegał po całej sali bijąc po głowach co sprytniejsze dzieci, które zaczęły się wspinać po płocie. Szturm nie ustawał, a Kalins zobojętniałym wzrokiem przyglądał się całej scenie. W końcu zaalarmowani jazgotem ochroniarze opanowali sytuację. Po paru minutach z niemałym trudem udało ustawić się dłuuugą kolejkę. Kalins westchnął – zaczęło się!
Ven wpuścił pierwszego dzieciaka. Było to niski chłopiec o rumianej twarzy. Nieśmiało podszedł do Mikołaja i wdrapał mu się na kolana. Zdziwiony Kalins próbował zepchnąć małego intruza, ale ten mocno uczepił się jego guzików. Mikołaj nie widząc innej możliwości jak pozostawić dzieciaka, powiedział:
- Ho, ho! Jak się nazywasz chłopczyku?
- Kevin.
- A byłeś grzeczny w tym roku?
- Yhm.
- No to dostaniesz prezent. - powiedział Kalins sięgając po paczkę podawaną mu przez Kubbka i wręczył ją Kevinowi, którego oczy zrobiły się wielkości monet pięciozłotowych.
- Dziękuję. - wykrztusił.
Była to standardowa rozmowa dziecka z Mikołajem. Nie byłoby w niej nic szczególnego gdyby nie to, że potrzeba było Vena i Kubbka, żeby odczepić malca od Mikołaja. Kiedy wreszcie się z nim uporali okazało się, że Kevin przywłaszczył sobie jeden z guzików Mikołaja. Tak więc do końca dnia Kalins wręczał prezenty pozbawiony jednego guzika.
Następne dziecko było podobne do poprzedniego z tą tylko różnicą, że miało grube okulary na nosie. Zresztą Kalinsowi wszystkie dzieci wydawały się jednakowe – grymaszą przy jedzeniu i migają się od wszelkich zajęć. Chłopak śmiało podszedł do Mikołaja i rękami założonymi na plecach rzekł:
- Cześć kochaniutki Mikołajuniu. - Kalins jeszcze nie doświadczony w swoim mikołajowym rzemiośle wymruczał coś w odpowiedzi. Chłopak niczym nie zrażony mówił dalej. - Napisałem o Tobie wierszyk.

Mikołaj nasz wspaniały
Sanie jemu odjechały!
Gonił, gonił je i wołał
A dogonić ich nie zdołał
Odjechały jego sanie
A prezentów brak na stanie
Co on pocznie? Co on zrobi?
Bo do domu kawał drogi!
La, la, la! Ho, ho, ho!


Kiedy chłopiec skończył recytować, Kalins najzwyczajniej w świcie zaczął klaskać i tupać nogami z uciechy.
- Brawo! Świetne! - zawołał Kalins śmiejąc się. Zachęcony powodzeniem chłopak usiadł mu na kolanach. - Jak się nazywasz chłopczyku? - zapytał Kalins.
- Viruk. Drogi Mikołaju. - odparł tamten.
Kalins był w tak dobrym nastroju, że nie zwrócił uwagi na dziwne imię chłopca, tylko wręczył mu mały podarunek. Viruk zaczął dziękować i wtulać się w pierś Świętego. Mikołaja zadziwiło jak starzec w czerwonym kostiumie może wywoływać takie emocje u najmłodszych. Następne trzy godziny minęły mu bez większych niespodzianek i wstrząsów na wręczaniu prezentów dzieciom. Po pewnym czasie Kalinsa zaczęło zastanawiać dlaczego jego nowe zajęcie, aż tak bardzo przypadło mu do gustu. Dzieci ubawiały go do łez swoimi historyjkami i wierszykami. Jak się Kalins mógł przekonać, praca Świętego Mikołaja wcale nie była taka zła, jak sobie to na początku wyobrażał. Nasz Mikołaj bał się przyznać samemu sobie, że jemu się ta praca podoba i chętnie by ją podjął za rok.
Kolejne już dziecko usiadło na kolanach Mikołaja i przedstawiło się jako Ismaril. Chłopak natarczywie wpatrywał się w Świętego Mikołaja.
- Podobał Ci się zeszłoroczny prezent? - zapytał Kalins chcąc przerwać niezręczną ciszę. Jak się okazało chwile później było to bardzo nietrafne pytanie.
Ismaril zrobił potem dwie rzeczy równocześnie – lewą piąstką uderzył prawe oko Mikołaja, a prawą z całej siły pociągnął jego siwą brodę.
- Auu! - krzyknął Kalins.
- Czytać nie potrafisz staruchu?! Rok temu prosiłem o box figurek do LOTRa! A co dostałem?! Paczkę kredek świecowych! - wykrzyczał jednym tchem chłopak i nabrał kolorów buraka.
Być może Ismaril uderzyłby jeszcze Mikołaja, ale temu starczyło rozumu, by chwycić awanturnika i trzymać go jak najdalej od swojej twarzy.
- Musisz zrozumieć, że na świecie są inne bardziej potrzebujące niż Ty dzieci. - powiedział Mikołaj i sam zaczął dziwić swoim słowom.
Chłopak wpadł w objęcia Mikołaja, gdzie zaczął płakać i przepraszać. W Kalinsie zachodziła jakaś pozytywna przemiana. Dał jeszcze chłopakowi mały prezent i radę na przyszłość.
- Dostaniesz coś tylko wtedy, kiedy sam dasz coś od siebie.
Po odprawieniu Ismarila Mikołaj zobaczył, że właściciel zapomniał mikrofonu, a ten leżał sobie spokojnie na jednym z prezentów. Kalinsowi zaświtała w głowie pewna myśl. Wstał wziął mikrofon i przemówił.
- Hmr, hmr... Słuchajcie dzieci. Mikołaj musi zrobić sobie krótką przerwę, żeby nakarmić renifery.
Zarówno dzieci jak i ich rodzice nie pogodzili się z zamierzeniem Mikołaja.
- Trzy godziny czekamy! Prezenty! Wracaj, leniu!
Mikołaj Kalins nie zważając na ich protesty zbliżył się do domku z z pewnym trudem przecisnął się przez wąskie drzwi. Ku jego zaskoczeniu domek nie był wcale pusty. Znajdował się tam stary i wysiedziany fotel oraz mały stolik. Kalins ściągnął czapkę wygodnie rozsiadł się w fotelu - wyciągnął przed siebie nogi i ręce założył za głowę. Kiedy zażywał zasłużonego odpoczynku zauważył gazetę. Nie lubił gazet – uważał, że jest tam za dużo tekstu i za mało zdjęć. Mimo swojej niechęci do prasy zabrał się do lektury. Na pierwszej stronie zobaczył dużą i roześmianą grupę ludzi oraz napis Zemsta Straszliwych Buchlingów znowu bezkonkurencyjna!, a pod spodem Michał Molenda – relacja z DMP 2010 Ludzie, którzy spoglądali na Mikołaja ze zdjęcia, wyglądali dość podejrzanie i Kalinsa przestało interesować w czym bezkonkurencyjna była Zemsta Straszliwych Buchlingów. Nasz nie do końca Święty Mikołaj szybko kartkował gazetę – Pomaluj swoje elfy – poradnik autorstwa Kirdana, Bitwa o Osgiliath, BlackMist zdobywa Throne of Skulls! takie i inne dziwaczne artykuły widział na łamach tej gazety. Szybko się nią znudził, ale po chwili jego uwagę przykuł artykuł – Mitrile rozdane! Kalins, jak każdy normalny człowiek, nie wiedział, czym są Mitrile, lecz ciekawość przełamała jego niechęć i zaczął czytać artykuł – Tegoroczne zmagania o tytuł dowódcy najpiękniejszej armii na Bazyliszku zakończone! Niedoścignionym pod względem malowania i konwersji okazał się Tredor. Kolejnego Mitrila otrzymał grający elfami Isilheru, a stawkę zamknął zdobywca trzeciego już Mitrila w swojej karierze – Ven! Gratulujemy!
Ven, Ven,. Ven... coś mu to mówiło, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć co. Mikołaj stracił już zupełnie zainteresowanie gazetą. Posiedział jeszcze chwilę i wyszedł z domku. Sytuacja na zewnątrz wydawała się spokojna. Być może stało się to za sprawą dwóch ochroniarzy, którzy pilnowali wejścia do zagrody. Kalins usiadł na swoim tronie i zaczął przyjmować kolejne dzieci.
Mikołaj tak bardzo przejął się swoim nowym zajęciem, że nie zauważył, jak do marketu weszła grupa mężczyzn w garniturach. Rozejrzeli się po sali i ruszyli w kierunku zagrody. Nie zważając na czekającą kolejkę (coraz krótszą) weszli na teren Mikołaja. Wątłe siły Vena wsparte pomocą dwóch ochroniarzy na nic się zdały. Kiedy Kalins zobaczył ich natychmiast zrozumiał – kłopoty! Ale było już za późno i jego nieudolna próba ucieczki szybko została powstrzymana. Dwóch mężczyzn brutalnie pchnęło go z powrotem na tron. Jakiś człowiek o topornie ciosanej twarzy stanął przed nim i zaczął trząść wielkim prezentem tuż przed twarzą.
- Ja nic nie wiem! Ja nic nie wiem! Spytajcie go! - krzyknął Kalins wymachując ręka w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Dzieciakowi następnemu to masz dać! Kapujesz? - zapytał człowiek nie zwracając uwagi na dziwne zachowanie Świętego. - Nie zepsuj tego! - dodał po chwili.
Długa broda i naciągnięta głęboko na czoło czapka nie pozwoliła poznać jak bardzo Kalins jest przestraszony tym nagłym spotkaniem.
- Yhm... - wyszeptał w odpowiedzi.
Człowiek położył paczkę tuż obok innych prezentów. Mężczyźni zwrócili się twarzami do Mikołaja i otoczyli go półkręgiem. Kalins, aż za dobrze wiedział, że ci rośli, 190centymetrowi mężczyźni w czarnych garniturach i słuchawkach w uszach przyglądają mu się przez swoje ciemne okulary. Organizm Mikołaja zareagował – zaczął się pocić i lekko drżeć. Po chwili zorientował się, że Elf Kubbek gdzieś zniknął, ale sekundę później udało mu się dostrzec jego przerażoną twarz w oknie domku. Te kilka sekund jakie Kalins spędził w otoczeniu tych ludzi wydawały mu się wiecznością. Chyba mi nic nie zrobią? Po co ja się zgadzałem?! pytał Kalins sam siebie.
Nagle jakby na umówiony znak mężczyźni rozsunęli się i Mikołaj zobaczył jakiś starszy pan pomaga iść po schodach grubemu dzieciakowi. Obaj byli ubrani w jasne garnitury, a obok nich szła ubrana w niebieską suknię młoda pani. Mikołajowi wydawało się, że całe mile za nimi dostrzega Vena, który zastygł z głupią miną, dwóch ochroniarzy i cały tłum ludzi równie zdziwionych co Ven przypatrywało się tej scenie. Niedługo bo, gdy tylko chłopiec doczłapał się w krąg ochroniarzy – ten zamknął się. Kalins nie zdążył nawet pomyśleć – W co ty się wpakowałeś?!
Starszy pan zaczął mówić. Mikołaj mimo najszczerszych chęci od razu pogubił się w jego licznych tytułach, imionach stryjecznych ciotek i babek drugiego oraz trzeciego stopnia. Pewnie jeszcze długo by tak mówi, ale liczne szturchnięcia puszystego chłopca przynagliły go.
- Tylko się nie denerwuj drogi Ajasiku! Już idziesz do Mikołaja.
Ajas podszedł do Mikołaja i krzyknął wykrzywiając twarz w grymasie:
- Ja chcę na kolana!
Kalins zdołał jedynie wytrzeszczyć oczy, bo moment później dwóch mężczyzn wystąpiło z szeregu i usadziło chłopca na jego kolanach
- Aphmm... - jęknął Mikołaj i usłyszał ciche krkk w lewym kolanie. Chłopak był potężnej budowy i z nieodgadnionym wyrazem twarzy wpatrywał się w oczy Kalinsa.
- Ho, ho! Jak się nazywasz przyjacielu? - rozpoczął standardowo .
- Lord Ajas Wspaniały, Diuk Królestwa Bunga Bonga, Książę Elektor Zjednoczonych Republik Papui Nowej Gwinei, Margrabia Ugandy, Kniaź Czadu, Chorągiewny Tajwanu, Chan mongolski, szaman plemienia Waka Waka, Baronet Kurdystanu.
- Miło mi. Święty Mikołaj, Pan Laponii, Władca Reniferów, Książę Elfów. - odparł Kalins wymyślając na poczekaniu.
Jeśli nasz Mikołaj myślał, że zrobi wrażenie na Ajasie, grubo się pomylił. Ten nie zmieniając wyrazu twarzy tylko wzruszył ramionami.
- Czy wiesz już jaki prezent chciałbyś dostać ode mnie? - zapytał Mikołaj.
- Śmigłowieć R312q z systemem naprowadzania ICO. - odparł, ale po chwili dodał – Albo nie... Chcem jachd Deluxe.
Chłopiec przynajmniej dziesięć razy zmieniał zdanie. Jako, iż chłopak nie mógł się zdecydować w końcu stanęło na tym, że Ajas zażyczył sobie śmigłowiec R312q, jacht Deluxe, dwa aeroplany, żaglówkę, bolid formuły 1 Ferrari oraz robota T3. Biedny Kalins nie miał zielonego pojęcia o czym chłopak mówi. Po krótkim namyśle Mikołaj powiedział unosząc prawy kciuk do góry:
- Załatwione. Tylko proszę Cię, zejdź na ziemię, a przyniosę Ci Twój prezent.
Chłopak po raz pierwszy zmienił wyraz twarzy – oczy mu rozbłysły, a na twarzy zagościł uśmiech. Z hukiem zsunął się na ziemię. Kalins masując lewe kolano podszedł do prezentów i wybrał największy pakunek. Kiedy się odwrócił, zobaczył, że chłopak zajął jego siedzisko. Potrząsając paczką podszedł do Ajasa. Chłopak ponownie zaskoczył – zamiast wybuchu radości zaczął płakać i wierzgać nogami.
- AaEeeO!!! Dgzie mójj jachd?! Eee! Chcem jachD!
Już do Ciebie płynie. Tylko musisz troszkę poczekać. Prawda? - powiedział Kalins odwracając się do rodziców Ajasa . Najwyraźniej oni też nie spodziewali się takiego obrotu sprawy, ale zaczęli zapewniać syna o prawdziwości słów Mikołaja. Ajas uspokoił się i zaczął się dobierać do prezentu.
- Nie, nie, nie! - rzekł spokojnie Mikołaj. - Prezenty otwiera się w domu.
Mikołaj ma rację synusiu. W domku otworzysz. - odezwała się pani w niebieskiej sukni.
Ajas najwyraźniej stracił ochotę do spierania się, bo wziął prezent i odszedł. Kalins jeszcze długo miał problemy z dojściem do siebie. Solidna porcja kawy przywróciła mu wiarę w siebie i bez większych przeszkód dalej wręczał upominki.
Mikołajowi zupełnie przestał się dłużyć czas, ale ostatnie półgodziny wiercił się na tronie myśląc już tylko o czekającym go schabowym z ziemniaczkami w sosie grzybowym. Kiedy zegar wybił godzinę 16.00, Kalins zerwał się na równe nogi i ruszył ku wyjściu. Przytrzymał go Kubbek :
- Zaczekaj, zostało nam ostatnie dziecko.
Kalins bez słowa wrócił na tron i przyjął dzieciaka. Jak się okazało pochodził z biednej rodziny i jeszcze nigdy nie dostał prezentu. Mikołaj wiedząc, że wszystkie upominki już się skończyły, zaczął intensywnie myśleć, a przecież nie mógł odesłać go do domu z pustymi rękoma, zwłaszcza po tak pięknym wierszyku. Nagle jego uwagę przykuła duża paczka – w pierwszej chwili pomyślał, że to jeden z tych prawie pustych prezentów (nie wiedzieć dlaczego miały w środku cegłę...), ale ten miał przyczepiona dużą kokardę. Gestem ręki polecił podać go Kubbkowi. Kiedy ten położył go obok Mikołaja (był zbyt duży, żeby by Mikołaj mógł go wziąć do rąk, zwłaszcza z dzieckiem na kolanach). Kalins zauważył małą karteczkę przyczepioną do papieru. Nie musiał jej czytać, że by zrozumieć swój błąd. Był tak przerażony w trakcie spotkania z ochroniarzami Ajasa, że pomylił prezenty! To się Ajas zdziwi znajdując cegłę w środku... - pomyślał Kalins, ale po chwili dotarło do niego, że nie chce wiedzieć co mogą z nim zrobić ochroniarze chłopaka. Pośpiesznie wręczył dziecku paczkę, a ten zanosząc się płaczem ze szczęścia szybko pobiegł do domu (tak szybko jak mu pozwalały na to krótkie nóżki i wielka paczka w rękach).
Kalins pośpiesznie pożegnał się z elfami i zobowiązał je do pomocy za rok. Odebrał zapłatę od zdziwionego właściciela, który zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy dowiedział się, że Kalins jest chętny na posadę Mikołaja za rok. Bogatszy o paręset złotych, które zaraz przeznaczył na prezenty dla najbliższych i na cele charytatywne wyszedł z marketu. Po drodze zobaczył jeszcze jak ochroniarze Ajasa wbiegają do marketu. Całe szczęście, że był już ubrany w swój workowy sweterek...

A na koniec wpisu do Kroniki pod wpływem impulsu powstał niniejszy wiersz. Miało być krótkie opowiadanie, ale w głowie zabrzmiały mi słowa - Gdzieś pośród wzgórz, Gospoda gwarna była... i zostało napisane na przestrzeni kilkunastu minut.

Mitril...

Gdzieś pośród wzgórz
Gospoda gwarna była
Ściągali tam wojowie
Żebracy i książęta
By odpoczynku zaznać
Pośród rozmów i ciepła

Oj, wielka ta gospoda
I wielu w niej jest gości
Liczniki mówią o tysiącach
A barman o zaś 3999ciu...

Cała sala dech zapiera
Kolejnego gościa wyczekując
Zastygły kufle w drodze do ust
Zatrzymały się słowa w powietrzu
Jedynie dym sączył się z fajek
Oczy w drzwi wpatrzone
Kalins niespokojny przy drzwiach
Czeka i dyszy z radości

Nagle pukanie niczym grzmot
Przerywa ciszę zaległą
Wstrzymali oddechy biesiadnicy
Drzwi z hukiem otwierają się
Czarna postać się ukazała
Wyją wiatry północy
Szarpią biedaka szalik

Wkracza on do sali
Nie wytarłszy butów!
Sztygarzy zbyt ucieszeni
By upomnieć człowieka
Zerwali się w podskokach
I do przybysza biegną
Jak Twe imię brzmi?
Zagrzmiał Ajasa głos
Sayid_Życzy_WesołychŚw
Woła rozradowany jegomość

To podstęp! krzyczą z sali
Ban! Ban! Ban! Ban!
Rozległo się do wtóru
Uderzanych kufli i stóp
Sztygarzy ręce załamują
Ordery do szafki chowają[i/]
Kalins [i]czerwony ze złości
Nogami w miejscu tupie

Lecz wtem rozległo się pukanie
Silne i głośne zarazem
Wesoła i liczna kompania
Wkroczyła do biesiadnej sali
Gwiżdżą i klaszczą użytkownicy
Kalins aż się popłakał z radości

Ucztę wielka wyprawiono
Pito i śmiano się godzinami
I ranek nas zastał i smutna nowina
Stosy garnków i talerzy czekają
Do zmycia...

I ja tam z gośćmi byłem, miód i mleko piłem
A com wdział, słyszał w Kronice umieściłem.


To tyle co dla Was przygotowałem drodzy Mitrilowcy, chociaż jeszcze coś malutkiego dla Was mam:
Stan z dnia 27 grudnia 2010, godz. 10.42
Nasi użytkownicy napisali 259,924 wiadomości w 5780 tematach.
Mamy 4,007 zarejestrowanych użytkowników, 2753 zwolenników Wolnych Ludów a 1254 Sił Ciemności.
Ostatnio dołączył do nas - Turambar, witamy! (to nikt ode mnie)

Najwięcej osób, 165, było obecnych 07 Lis 2010, 20:58

Spełnienia marzeń w nadchodzącym roku 2011stym, życzy
Kronikarz Mitrila TurinTurambar i Kompania

P.S. Pamiętajcie o swoim komentarzu.

Aby móc komentować musisz się zalogować!

Kliknij i przejdź do okienka logowania u góry strony.
Dodał: @Kalins / @Redaktor Naczelny   |  
Data: 19.01.2011, 23:07

Turinie,
trzymam kciuki za kolejne prace, jednak pozwolę sobie na kilka wniosków. Po pierwsze powinieneś trzymać się moim zdaniem jednego spójnego tematu przy opowiadaniu, niż skakać z tematu na temat, co powyzej ma miejsce. Po drugie - rozumiem, że jesteś osobą o niesamowicie pracującej wyobraźni, jednak proponuję nie wrzucać do artykułu wszystkiego tego co przyniesie głowa :), bo robi się zamieszanie i de facto nie wiadomo o co chodzi. Tu mam na myśli wiersz, opublikowany na końcu opowiadania. Wybacz szczerość, jednak prawdziwa cnota, krytyki się nie boi. Czekamy na kolejne artykuły i trzymamy kciuki:)
Pozdrawiam,
Kalins
P.S. Dziekuję A. za przygotowanie logo Kroniki :)
Kalins

Dodał: ~Szagrat / ~Straźnik wyschniętej studni   |  
Data: 12.01.2011, 16:52

nie zabardzo rozumiem

Dodał: ~Nyarlathotep / ~Giermek Balina   |  
Data: 06.01.2011, 20:55

Jak na jakość tekstu to i tak się wysiliłem. I sam o tym wiesz ;)

Dodał: @Silverhand / @Redaktor   |  
Data: 30.12.2010, 23:34

Bardzo fajny art. Choć na ogól nie lubię czytać na kompie to ten z przyjemnością przeczytałem :) I fajnie, że ktoś jeszcze ma ambicje pisać coś więcej niż jednosłowne komentarze świadczące o elokwencji autora.

Dodał: ~Erestin / ~Odźwierny Morii   |  
Data: 30.12.2010, 13:37

Jestem mile zaskoczony, że Mitril ma już ponad 4000 osób

Dodał: *Ven / *Sztygar   |  
Data: 28.12.2010, 23:21

Naprawdę ciekawy art - zachęcam wszystkich niezdecydowanych do przeczytania ;)

Możesz więcej postaci wkręcać w dialogi tak by więcej osób miało radochę z czytania o sobie (jak mam np: ja :P)

Dodał: ~Mixallo / ~Treser wargłw   |  
Data: 28.12.2010, 20:50

[odpowiedz dla="5"]świetna dedukcja z tym porodem xD co do wiersza też sie zgadzam, taki troszke odwalony ^^[/odpowiedz]

Dodał: ~Nyarlathotep / ~Giermek Balina   |  
Data: 28.12.2010, 13:40

Crap

Dodał: ~TurinTurambar / ~Giermek Balina   |  
Data: 28.12.2010, 09:21

Isilheru - w opowiadaniu o Tobie coś z odnośnikami nie poszło. Sorki. ;)

Pozdrawiam Turin Turambar

P.S. Azaghalu logo jest super!
PP.S. Opis porodu... ;D
PPP.S. Komentować!

Dodał: ~StaszQ / ~Zbrojmistrz Khazad-dum   |  
Data: 28.12.2010, 00:54

szczerze to w ogóle nie podoba mi się ten poemat... taki jakby napisany na siłę, z nadgorliwości.

"Najpierw włosy, potem nos i w końcu cała głowa ukazała się w szparze. "
to brzmi jak opis porodu xD

Dodał: ~Isilheru / ~Właściciel kopalni   |  
Data: 27.12.2010, 23:28

No a poza tym to zakładam, że po zdaniu "a oto co udało mu się stworzyć" powinien być jakiś link :P

Dodał: ~Isilheru / ~Właściciel kopalni   |  
Data: 27.12.2010, 23:24

Za co zostałem elfickim gejem :P Ja tylko gram tą armią. No nie ważne - zanotować - nie podpadaj kronikarzowi :)

Dodał: ~Azaghal / ~Straźnik wyschniętej studni   |  
Data: 27.12.2010, 21:48

Ja poproszę o komentarze na temat loga ;). Wiem, że to nic wielkiego, ale ciekaw jestem, jak je oceniacie.

Dodał: *gildor / *Sztygar   |  
Data: 27.12.2010, 21:42

:)
HAH jak zwykle super!

No i zwędziliśmy pocztówkę

Właściciel strony: Kalins

Grafika:

Realizacja: omnia.pl i Agencja Interaktywna Arcymedia CMS: omnia.CMS